V Małopolski Piknik Lotniczy

„To wstyd!” — tak powiedziałem do siebie, kiedy pierwszy raz ukazała się w mediach informacja zapowiadająca V Małopolski Piknik Lotniczy. Wstyd dlatego, że impreza ma już pięć lat, a ja miałem zamiar dopiero pierwszy raz być jej widzem. Wyjazd do Krakowa w ostatnich dniach czerwca, postawiłem sobie to za punkt honoru i… udało się.
Wyjechałem z Warszawy stosunkowo wcześnie, jednak na lotnisku byłem dopiero koło 11:00. Wprawdzie nie widziałem samego otwarcia Pikniku, ale po zaparkowaniu od razu przywitał mnie świst pędzących po niebie Biało-Czerwonych Iskier. Samoloty robiły duże wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę scenerię wokół lotniska. Wszędzie pełno bloków, centrum handlowe i basen po sąsiedzku, a sam pas startowy wciśnięty gdzieś między te zabudowania. Idąc w stronę wejścia raz po raz zadzierałem głowę razem z tłumem zmierzających w stronę lotniska widzów, by podziwiać przelatujące w różnych formacjach TS-11. Gdy byłem już całkiem blisko przy kasach, zrobiło się stosunkowo cicho. Myślałem, że nasze odrzutowce już odleciały. Jednak była to tylko przysłowiowa cisza przed burzą. Nagle ujrzałem pojedynczą Iskrę pędzącą z włączonym smugaczem wzdłuż pasa, „na wysokości trawy”. Grzmot powstały przy przelocie oczywiście nie mógł się równać z MiGiem-29 czy F-16, ale pułap spowodował, że niejednemu pewnie włos się zjeżył na głowie. Po chwili taki sam przelot powtórzyły trzy Iskry i to było naprawdę coś! Prawdziwe „wejście smoka”.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Potem nastąpiła chwila przerwy, jakby specjalnie dla mnie, bym mógł dojść do strefy pokazów. Choć szczerze mówiąc strefa pokazów jest wszędzie — na samym lotnisku, na terenie Muzeum, a nawet na sąsiednim basenie. Teren Pikniku jest stosunkowo mały i do pasa startowego doszedłem w kilka minut. Minąłem samoloty przygotowujące się do pokazów, przeszedłem obok Iskry otoczonej wiankiem młodych miłośników lotnictwa, by w końcu być w sercu pokazów.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Nie dane mi było się rozgościć, bo w górę poderwał się Ali Öztürk na samolocie Acromach Super S2S Purple Violet — maszynie specjalnie skonstruowanej dla tureckiego pilota akrobacyjnego na bazie znanego Pitts Special. Figury kreślone na niebie były bardzo ciasne i niezwykle dynamiczne.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Zaraz potem było trochę odpoczynku, bo na niebie pojawił się Jerzy Makula — wielokrotny mistrz świata w akrobacji szybowcowej. Widziałem go już wielokrotnie w Góraszce, ale dla bywalców Pikniku była to pierwsza możliwość obejrzenia naszego szybownika i na pewno nikt nie żałował ani minuty pokazu. Szybowiec Solo Fox z dwoma smugaczami na końcach skrzydeł wspaniale prezentował bardzo zaawansowane figury wyższego pilotażu, wykonywane przeważnie przez samoloty.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Chwila ciszy i znów w górze samoloty akrobacyjne. Tym razem były to trzy Zliny zespołu Żelazny — zespołu, który ostatnim rokiem pokazał, że w pełni zasługuje na nazwę wypisaną na ich samolotach. I tu niespodzianka. Bo po poderwaniu się trzech czerwonych maszyn nie rozpoczął się ich pokaz.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Jak się okazało piloci z Zielonej Góry zrobili miejsce dla nadlatującego majestatycznie węgierskiego Li-2. „Radziecka Dakota” zaprezentowała się naprawdę pięknie i majestatycznie, wywołując czterema przelotami wyrazy zachwytu nawet wśród nie-samolociarzy.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

A potem się zaczęło. Dynamiczne mijanki, ciasne pętle, rozejścia — do tego przyzwyczaili nas Żelaźni i mimo tragedii, która ich dotknęła, nie zamierzali latać na „pół gwizdka”. Publiczność też doskonale się bawiła, nagradzając każdą ewolucję rzęsistymi brawami.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy
V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy
V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy
V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy
V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Po wylądowaniu Zlinów bardzo szybko okazało się, że to nie koniec iście cyrkowych wyczynów. Po chwili oczom zdumionych widzów ukazał się Jurgis Kirys na Su-26M. I od razu zaczął od wysokiego „C”, bo tuż po starcie, kilka metrów nad pasem wykonał figurę podobną do kobry Pugaczowa (a tą jak wiadomo wykonują samoloty z rodziny Su-27). Potem były jeszcze kosiaki nad pasem, wiszenie na śmigle, niekończące się zwitki beczek, loty bokiem i plecowe, dosłownie przed oczami zgromadzonej publiczności. Był to kunszt pilotażu na najwyższym światowym poziomie.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Trzeba jeszcze dodać, że litewski pilot nie był zapowiadany od początku i „wskoczył” w ostatniej chwili zamiast Avengera, który nie przyleciał do Krakowa z powodu awarii. Fani warbirdów mogli czuć się zawiedzeni, ale myślę że pokaz akrobacji Kirysa okazał się godnym zamiennikiem.
Po tej górze adrenaliny zrobiło się nieco spokojniej. Do lotu poderwał się bardzo ciekawy, nie oglądany jeszcze nigdy w Polsce Dornier Do 28. Lekki samolot transportowy pokazał zgromadzonej publiczności doskonałe własności krótkiego startu i lądowania oraz loty z naprawdę minimalną prędkością.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Zaraz potem na niebie pojawił się samolot M-26 Iskierka by dać pokaz, którego nie powstydziłby się niejeden samolot akrobacyjny. No, ale nic dziwnego, gdy za sterami siedział znany pilot doświadczalny — Wiesław Cena.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Duży Skytruck też nie chciał być gorszy i demonstrował raz po raz doskonałe własności aerodynamiczne i sztandarowy punkt programu — charakterystyczny dla niego krótki dobieg.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Czas mnie niestety gonił i nie mogłem zostać do końca pokazów. Odprowadziły mnie do wyjścia RWD-5 i Jak-18 w pokazach nieco bardziej statycznych, ale również mających niewątpliwy urok. Z kolei na naziemnej wystawie wyjścia (i wejścia) strzegł prawdziwy krakowski smok i to z nim pożegnałem się jako z ostatnim.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Dzięki zdjęciom Pawła Bondaryka zobaczyłem co mnie ominęło i w przyszłym roku będę się starał być od świtu do zmierzchu. A było jeszcze na co popatrzeć — pierwszy polski de Havilland DH-82 Tiger Moth, dwójka Piper Cubów, Ryan Navion, EM-11 Orka, Extra 200…

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Jako że nigdy nie byłem w Muzeum Lotnictwa w Krakowie, szybko i (przyznaję) dość pobieżnie obejrzałem zgromadzone eksponaty. Po tak krótkiej wizycie obiecałem sobie, że przyjdę jeszcze niejednokrotnie, bo jest co oglądać — BŻ-1 Gil, Cessna Bobcat, P-11c, PWS-26, RWD-13, RWD-21, czy „nowiusieńki” Mirage 5 pozyskany właśnie z Belgii.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Przy okazji zerknąłem też na grupy rekonstrukcyjne, które tym razem odgrywały walki na froncie zachodnim z końca wojny.

V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy V Małopolski Piknik Lotniczy

Szkoda, że nie mogłem być do końca, ale te kilka godzin było naprawdę wspaniałe. Nie wspomniałem o tym jeszcze, ale mój podziw wzbudziła… publiczność. Kapitalnie reagowała, na występy, nagradzając każdego lotnika rzęsistymi oklaskami. Widać było, że wszyscy doskonale się bawią i na dodatek umieją to wyrazić.

V Małopolski Piknik Lotniczy

Słowa uznania należą się też komentatorowi. Słychać było, że jest to pasjonat i wielki miłośnik lotnictwa, znający się na dodatek na tym o czym mówi. Wydawać by się mogło, że tak powinno być na wszystkich pokazach w Polsce, ale szczerze mówiąc spotkałem się z tym po raz pierwszy.

V Małopolski Piknik Lotniczy

I ostatni, ale chyba największy plus tego Pikniku. Mój osobisty. W końcu spotkałem Marcina Krajewskiego, z którym znaliśmy się tylko z kontaktów na forach modelarskich i z wymiany korespondencji. Obiecaliśmy sobie, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie…

Gorące podziękowania dla Pawła Bondaryka za możliwość wykorzystania jego zdjęć pochodzących z serwisu Lotnictwo.net.