Polski Sopwith Camel – 1/48 Eduard
Model
Sopwith Camel, legendarna maszyna z okresu I wojny światowej…
Model firmy Eduard daje nam możliwość wykonania bardzo dokładnej repliki tego samolotu, przy czym nie musimy szukać dodatkowych zestawów uzupełniających — (prawie) wszystko znajdziemy w pudełku. Jednakże, ponieważ „pudełkowy” zestaw zawiera tylko jeden rodzaj kalkomanii, w dodatku z okresu powojennego, postanowiłem wykonać samolot w malowaniu z okresu wojny polsko-bolszewickiej. Wykorzystałem do tego arkusz kalkomanii z publikacji wydawnictwa „Kagero”, udostępniony przez Tomasza Obrębskiego, któremu składam podziękowania.
Budowa
Generalnie można powiedzieć że model to klasyczny „Eduard który sam się składa”. Poszczególne etapy budowy zostały przejrzyście opisane w instrukcji, a części i bez tego dopasowujemy intuicyjnie. Drobny zgrzyt występuje przy montażu dużego płata — przydają sie tekturowe szablony własnej konstrukcji, aby zachować odpowiednie położenie. Jest też jeden poważny błąd w zestawie, ale o tym później. Mimo tych kilku niedogodności składanie zestawu to duża przyjemność.
Kokpit



Jedna z najbardziej atrakcyjnych wizualnie części samolotu i jednocześnie jedna z najbardziej skomplikowanych. Szczęściem, dzięki umieszczeniu płata i szeroko otwartej kabinie, elementy nie „giną” po zamknięciu go wewnątrz kadłuba, co bywa wadą większości pierwszowojennych modeli.



A detali mamy sporo — rewelacyjny ażurowy fotel pilota, zbiornik paliwa, tarcza przyrządów z doskonale odwzorowanymi zegarami (naklejanymi jako oddzielne kalkomanie, do pokrycia kroplą lakieru błyszczącego), wolant, pedały etc. Wszystko do siebie idealnie pasuje.
Podwozie



W zasadzie nie ma o czym pisać — dwa kółka, dwie maski, trochę farby i gotowe.
Kadłub



Po zmontowaniu kokpitu wklejamy go w jedną połówkę kadłuba, uprzednio doklejając przestrzenne elementy kratownicy. Następnie wklejamy tablicę przyrządów, zbiornik i magazynki z zasilaczami i wyrzutnikami łusek, po czym przyklejamy drugą połówkę kadłuba i gotowe.



Nie trzeba nic szlifować czy szpachlować — nuda, ponownie nie ma o czym pisać. Następnie sam kadłub uzupełniamy o dostępne elementy fototrawione. I już.
Uzbrojenie



Elementem, który najbardziej rozczarowuje, są karabiny maszynowe, nie wiedzieć z jakich powodów wykonane z dwóch części, zamiast z jednej. O ile faktura chłodnicy jest wykonana niemalże perfekcyjnie, to część zamkowa jest topornym klockiem pozbawionym detali — a szkoda, bo są bardzo dobrze widoczne po złożeniu całego modelu.



Sprawy nie poprawiają dodatkowe elementy fototrawione — przyrząd Hylanda do przeładowywania ckm typu „A” co prawda został oddany wiernie, tylko że w oryginale był mocowany po przeciwnej stronie niż zaleca instrukcja. Oczywiście nie miał osłony mechanizmu spustowego na części zamkowej. Niestety, ta wada wyszła dopiero pod koniec składania modelu, gdy szukałem na archiwalnych zdjęciach miejsca umieszczenia celownika. Na tym etapie budowy była już niemożliwa do naprawienia.
Śmigło i silnik



Śmigło, uzupełnione o znajdującą się w zestawie kalkomanię z danymi producenta (śmigła, nie zestawu) wygląda poprawnie. Niestety, w przeciwieństwie do omawianego wcześniej zestawu Fokkera E.V, producent nie dodał ani fototrawionego elementu, ani dodatkowych kalkomanii ze „słojami drewna”. Szkoda, bo różnica w końcowym odbiorze jest olbrzymia.



Natomiast sam silnik — choć to nie żywica — uzupełniony o elementy fototrawione wygląda wręcz rewelacyjnie — co widać na fotografiach. Dzięki szeroko otwartej osłonie będzie on doskonale widoczny w samym modelu.
Płaty



Dużą zaletą jest wykonanie płata dolnego razem z sekcją kadłuba — dzięki temu nie mamy problemów z ustaleniem właściwego kąta wzniosu skrzydeł. Po połączeniu płata dolnego z kadłubem malujemy płat górny i zastrzały, nakładamy kalkomanie (szachownice) na płat, sklejamy i gotowe. Choć pasuje idealnie, to jednak musimy przed montażem wykonać sobie tekturowe szablony, aby uniknąć zwichrowań i niesymetryczności. Przy wąskich przekrojach zastrzałów jest to najlepsza metoda na pokonanie niestabilności konstrukcji.
Wykończenie



Jak przystało na porządny, pierwszowojenny myśliwiec na koniec musimy model zasznurować. Szczęściem „Camel” nie był konstrukcją wolnonośną i „sznureczków” musimy wykonać co niemiara, wcześniej umieszczając na kadłubie metalowe okucia otworów. Instrukcja „sznurowania” jest bardzo dobra i według niej umieszczamy olinowanie, choć zabrakło elementu łączącego linki przed kabiną pilota.



W moim przypadku do olinowania wykorzystałem nić usztywnioną uprzednio lakierem bezbarwnym matowym, a następnie strzępioną. Tutaj chyba nieco przesadziłem — następnym razem użyję żyłki wędkarskiej. Jeszcze tylko przykleimy ostatnie elementy fototrawione — w tym pięknie wykonaną prądnicę z ażurowym stelażem oraz celownik — i model gotowy.
Podsumowanie
Model praktycznie bezszpachlowy, budowany prosto z pudełka, z wykorzystaniem podstawowej dokumentacji, głównie fotograficznej, pomocnej zwłaszcza przy problemach z karabinami maszynowymi. Praca — jak widać z powyższego opisu — przeważnie lekka, łatwa i przyjemna. Najwięcej uwagi i cierpliwości należało poświecić mocowaniu górnego płata.
Malowanie w barwach lotnictwa polskiego, znacznie podnoszące atrakcyjność dla krajowego modelarza, niestety nie jest w wyposażeniu standardowym. Kto wie, może następnym razem „Eduard” pokusi się o umieszczenie takich kalkomanii w zestawie fabrycznym. Ogólnie model godny polecenia, jednak dla nieco bardziej zaawansowanych modelarzy. Oczywiście można wykonać model w wariancie „bezblaszkowym”, co też przewidział producent, jednakże straci sie wtedy szereg interesujących detali, szczególnie z dobrze widocznej po sklejeniu kabiny pilota.
Zestaw do budowy udostępniła firma Eduard Polska. Dziękujemy.














