Hawker Hurricane Mk. I – 1/48 Hasegawa
Model

Model Hurricane produkowany jest przez Hasegawę w kilkunastu wariantach – są do wyboru wersje Mk I oraz Mk II b, c i d, Mk IV; niektóre z nich są dostępne także jako modyfikacje tropikalne, a także morskie (Sea Hurri).
Szczegółowe zestawienie wszystkich edycji tego modelu można znaleźć m.in. na stronie Modeling Madness.
Rozpoczynając budowę zdecydowałem się na replikę samolotu V6665 (RF J) z 303 dywizjonu z okresu września 1940 roku. Samolot ten różnił się od standardu m.in. zastosowaniem śmigła firmy Rotol wraz z bardziej owalnym kołpakiem instalowanym m.in. w samolotach Spitfire. W związku z tym – po przeanalizowaniu cytowanej strony internetowej – wybrałem dla siebie zestaw JT65 (09065).
Materiały i zestawy uzupełniające
- farby Gunze Mr Color: 361 (Dark Green), 369 (Dark Earth), 368 (Sky), 364 (Aircraft Grey Green), 329 (Yellow FS13538), 325 (Blue FS 15044), 327 (Red FS 11136), 8 (Silver), 46 (Clear)
- artystyczne farby olejne firm Marian Karmański oraz Maries w kolorach: czarny, ugier ciemny, sienna palona, umbra polona; jako rozcieńczalnik White Spirit (Dulux)
- lakier Mr Top Coat Matt
- szpachlówki Tamiya Poliester Putty oraz Tamiya Putty Basic Type
- Mr Surfacer 1200 (w aerozolu), Mr Surfacer 500
- kleje: Tamiya Extra Thin Cement, Revell Contacta, cyjanoakrylowy Loclite
- płyn do kalkomanii Mr Softer
- kalkomanie Tally Ho S48004 (numery seryjne RAF)
- Aires 4050 – kabina, Aires 4035 – powierzchnie sterowe
Budowa
Jedną z podstawowych różnic pomiędzy wersjami Mk I i II było zastosowanie innego silnika, następstwem czego różna była długość przedniej części kadłuba. Producent modelu nie zdecydował się na wykonanie dwu wersji kadłuba, a jedynie na dwie różne osłony silnika, które są doklejane do tylnej części kadłuba jednakowej w obu wersjach. Instrukcja montażu zaleca najpierw sklejenie połówek tylnej części kadłuba i obu połówek osłony silnika, a następnie połączenie obu tych podzespołów. Po wstępnych przymiarkach uznałem, że korzystniej będzie dokleić lewą i prawą osłonę silnika do odpowiednich tylnych fragmentów kadłuba, a dopiero w dalszej kolejności skleić kadłub. Dzięki temu udało mi się potem uzyskać bardzo dobre spasowanie całego kadłuba.
W kolejnym etapie przystąpiłem do wykonania kabiny. Wykorzystałem w tym celu zestaw Aires, który kupiłem ,,w ciemno”. Jak się później okazało fabryczne wnętrze kabiny pilota też jest całkiem dobre, jedynie może tablica wskaźników z zestawu Aires jest istotnie lepsza od oryginału. Tak więc moim zdaniem nie jest to zestaw konieczny przy wykonywaniu repliki Hurricane’a. Jak się miało okazać wkrótce, są bardziej uzasadnione potrzeby…
Malowanie wnętrza kolorem Interior Green poprzedziłem podkładem w kolorze czarnym. Dzięki dużemu rozcieńczeniu zielonego uzyskałem niejednolite pokrycie powierzchni wnętrza. Pędzlem pomalowałem mniejsze elementy wyposażenia kabiny, a następnie za pomocą wykałaczki pozostałe bardzo drobne elementy. Tablicę wskaźników wykorzystałem z zestawu Airesa. Po jej zmontowaniu zakropiłem tarcze zegarów bezbarwnym błyszczącym lakierem imitując w ten sposób szło. Z oryginalnej tablicy wskaźników Hasegawy (część J20) zeszlifowałem wypukłości zegarów i do tak uzyskanej gładkiej powierzchni przykleiłem swoją tablicę.
Wash wnętrza wykonałem za pomocą artystycznych farb olejnych, mieszając kolory czarny, ugier ciemny i sienna palona. Do rozcieńczania tych farb użyłem rozcieńczalnika White Spirit, który moim zdaniem jest mniej agresywny dla farb podłoża niż benzyna. Jako ostatni etap naniosłem matowy lakier Gunze.
Z uwagi na pasowanie podłogi kabiny pilota postanowiłem na tym etapie nie doklejać wnętrza kabiny pilota do kadłuba. Uznałem, że lepiej będzie najpierw połączyć obie połówki kadłuba, a burty kabiny, podłogę i tylną płytę pancerną wkleić później.
Po sklejeniu kadłuba niestety nie obyło się bez widocznych szczelin na liniach łączenia połówek. Ich usunięcie jest o tyle skomplikowane, że łączone są elementy które w oryginale były kryte płótnem. Trzeba zachować dużą ostrożność przy szlifowaniu powierzchni łączenia, aby nie uszkodzić subtelnej faktury modelu.
W dalszej kolejności zająłem się wywietrznikami kabiny pilota. W samolocie, który chciałem wykonać elementy te nie były instalowane, w związku z tym należało je usunąć z zewnętrznych powierzchni kadłuba. Hasegawa oferując ten model w kilku wersjach – jak zwykle zresztą – zdecydowała się na pewne ustępstwa. Wywietrzniki te były bowiem instalowane w wersjach tropikalnych oraz w niektórych samolotach użytkowanych na Wyspach, ale głównie pochodzących z późniejszych serii produkcyjnych. Bazując na dostępnej dokumentacji fotograficznej ustaliłem, że mój egzemplarz ich nie miał.
Kolejnym fragmentem, który wymagał interwencji była osłona tablicy wskaźników. Osłona zaproponowana przez Hasegawę jest niestety dość gruba i na dodatek na jej środku wypada łączenie połówek kadłuba trudne do wygładzenia . Postanowiłem wykonać ją własnym we zakresie. W tym celu wyciąłem potrzebny kształt z tworzywa (wieczko opakowania od margaryny – jest dość elastyczne), usunąłem oryginalną osłonę i w jej miejsce wkleiłem nową. Teraz całość prezentowała się znacznie lepiej.
Nadeszła kolej na płaty. Górne fragmenty skrzydeł, z uwagi na swoją ,,uniwersalność” stanowią bliżej nieokreśloną kombinację wszystkich wersji Hurricane. W przypadku wykonywania wersji Mk I producent zaleca usunięcie pokryw działek (wersja MKII c) i tak też zrobiłem. Niestety nie przestudiowałem dokładnie dokumentacji. Jak się okazało (oczywiście po zakończeniu budowy) należało także zaszpachlować jedną z linii łączenia blach poszycia – łączenie to nie występowało w wersji MK I. Szkoda że instrukcja montażu pomija ten istotny fakt.
Wstępne przymiarki wykazały, że łączne pasowanie zespołu czterech elementów (kadłub, dolna część płata oraz lewa i prawa górna połówka) nie jest najlepsze. Bazując na własnych doświadczeniach postanowiłem odstąpić od zalecanej przez producenta kolejności montażu i najpierw przykleić górne części płata do kadłuba, a dopiero potem od spodu dolną część skrzydła.

Takie podejście pozwala na możliwie najlepsze dopasowanie przejścia kadłub-skrzydło (ten fragment modelu jest zawsze dobrze widoczny i zwraca uwagę oglądających). Ewentualne niedoskonałości staram się potem ,,zgubić” pasując dolną część skrzydła. Tak jest moim zdaniem lepiej, choć nie wiem czy prościej. Dla ułatwienia montażu i jednocześnie wzmocnienia połączenia kadłuba i górnej części skrzydeł podkleiłem od spodu niewielkie kawałki tworzywa. Dzięki temu górne połówki skrzydeł uzyskały dodatkowe wsparcie.
Nadszedł czas na dolną część płata. Zgodnie z instrukcją należało najpierw zmontować wnęki podwozia i wkleić je do dolnej połówki płata. Przyjrzałem się dokładniej części J3 i oto jedno z większych rozczarowań tego modelu. Fatalne ślady po wypychaczach form w doskonale widocznych miejscach.

Miejsca te są praktycznie niedostępne bez możliwości uszkodzenia delikatnych szczegółów obok. Dodatkowo zbiornik ciśnieniowy systemu pneumatycznego i dno wnęki są wykonane jako jeden element i wyglądają dość topornie. Postanowiłem wykonać całość od postaw. Wykorzystałem do tego fragmenty płytki polistyrenowej o grubości 0,5 mm, drutu cynowego i miedzianego, krótki odcinek ramki z polistyrenu, rurki z tworzywa i cienkiego paska taśmy Tamiya (20). Wnętrze komory pomalowałem wstępnie kolorem czarnym, a następnie ostatecznie kolorem srebrnym stopniując krycie, drut imitujący przewód glikolu kolorem miedzianym, a przewód olejowy czarnym. Całość zmontowałem i skleiłem z dolną częścią płata.
Teraz przystąpiłem do montażu sklejonego kadłuba i górnych połówek płatów z dolną częścią skrzydła. Aby ułatwić sobie pracę korzystam z własnego przyrządu pomocniczego. Jest to duży fragment płyty MDF z narysowanymi liniami przecinającymi się pod kątem prostym oraz naklejonymi taśmami papierowymi z podziałką centymetrową. Dzięki tym udogodnieniem łatwo można ustawić model zachowując wzajemną prostopadłość osi kadłuba, osi skrzydeł i płaszczyzny statecznika pionowego. Naklejone podziałki liniowe ułatwiają natomiast ustawienie identycznego wzniosu obu skrzydeł.
Nareszcie całość zaczęła przypominać samolot. Do ukończenia płatów pozostało wklejenie fragmentów ich krawędzi natarcia zawierających osłony karabinów maszynowych oraz osłon reflektorów lądowania. I kolejne rozczarowanie…. To co dołącza Hasegawa, to można by pomyśleć, że pochodzi z jakiegoś innego samolotu – pasowanie jest po prostu tragiczne. W szczególności osłona reflektora jest o jakiś 1 mm za niska w stosunku do grubości płata. Po przemyśleniu sprawy zdecydowałem się na wklejenie tej osłony w jej aktualnym kształcie i zeszlifowanie krawędzi natarcia tak, aby uzyskać możliwie gładkie przejście. Było trochę pracy, ale udało się.
Kolejne newralgiczne miejsce tego modelu to połączenie spodu kadłuba i płata i jest to kolejny popis projektantów Hasegawy (czasami odnoszę wrażenie, że ci ludzie – nie tylko zresztą z Hasegawy – nie budują modeli, które sami zaprojektowali). Podział ten został poprowadzony nie wzdłuż krawędzi blach poszycia, ale na odcinku kadłuba krytym płótnem. Szczelina jaka powstaje na łączeniu przebiega oczywiście w poprzek struktury wzmocnień kadłuba i wymaga zaszpachlowania. Postanowiłem szlifować papierem ściernym nawiniętym na bardzo cienkie ołówki (patyczki itp.) pracując wzdłuż osi samolotu. Łącznie w kilku podejściach udało mi się to zrobić, choć z ostatecznego efektu jestem zadowolony jedynie w 90%.
W kolejnym etapie zająłem się owiewką kabiny pilota. Producent dostarcza tę część jako jeden element, wraz z wiatrochronem. Ponieważ zainwestowałem sporo czasu w wykonanie wnętrza, uznałem że należy je pokazać. Za pomocą piłki-żyletki delikatnie rozciąłem osłonę na dwie części. Wiatrochron pasował bardzo dobrze, sama osłona zaś okazała się zbyt gruba, aby osadzić ją na prowadnicach w położeniu odsuniętym. W tej sytuacji wykorzystałem ją jako kopyto do wykonania własnej owiewki. Wewnętrzną część osłony wypełniłem Distalem i osadziłem w niej fragment grubego drutu. Po stwardnieniu kleju drut zamocowałem i imadle i matryca do tłoczenia była gotowa. Rozgrzałem nad płomieniem fragment płytki z bezbarwnego tworzywa i naciągnąłem ją na przygotowane kopyto. Pierwsze rezultaty nie były zachęcające, więc wykonałem kilka egzemplarzy zanim udało mi się uzyskać oczekiwany efekt.
Aby poprawić atrakcyjność modelu postanowiłem wychylić powierzchnie sterowe. W tym celu odciąłem od stateczników stery wysokości i ster kierunku od kadłuba. Ze sterem kierunku nie było problemów, natomiast stery wysokości wymagały właściwego wyprofilowania. Po kilku szpachlowaniach efekt nadal był daleki od oczekiwanego. Ponieważ byłem już nieco zmęczony tym modelem postanowiłem nie poprawiać kolejny raz odciętych elementów, ale zamiast tego zakupić gotowy produkt Airesa. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. W zestawie oprócz wspomnianych powierzchni sterowych są dostarczane także stateczniki poziome. Przednia powierzchnia sterów ma ładny półokrągły kształt, który doskonale pasuje do tylnej, wklęsłej powierzchni stateczników. Wszystkie elementy mają bardzo ładnie odwzorowaną strukturę płótna i – co najważniejsze – doskonale pasują do kadłuba.
Przed malowaniem pozostały drobne prace wykończeniowe. Na początek zająłem się światłami pozycyjnymi. Jak wykazały przymiarki te dostarczane przez Hasegawę pasują – delikatnie mówiąc – umiarkowanie. Ze zdjęć w literaturze wynikało, że klosze świateł były bezbarwne, odpowiednią barwę światła zapewniała natomiast kolorowa żarówka. W związku z tym w fabrycznej osłonie światła wywierciłem nieprzelotowy otwór o średnicy szpilki. W otwór ten wsunąłem szpilkę zamoczoną wcześniej w zielonej farbie. Dzięki temu uzyskałem imitację kolorowej żarówki. Następnie w płacie wywierciłem otwór, w które wsunąłem końcówkę szpilki światła pozycyjnego. W ten sposób szpilka oprócz imitacji żarówki stanowiła dodatkowe wzmocnienie połączenia obu elementów. Całość skleiłem klejem cyjanoakrylowym. Po stwardnieniu kleju dokładnie oszlifowałem łączenie, uzyskując gładkie przejście między powierzchniami światła i płata.
Zostało jeszcze przygotowanie kół. Niestety, projektanci tak zaplanowali formy wtryskowe, że na wewnętrznych powierzchniach opon znajdują się ślady po wypychaczach. Zaszpachlowałem wgłębienia, oszlifowałem powierzchnie i zagruntowałem Mr Surfacerem.

Konieczne były jedynie niewielkie poprawki. Na zakończenie pomalowałem koła kolorem C 137 (tire black). Jak się zorientowałem później, zapomniałem niestety nieco spłaszczyć opony, co z pewnością dodałoby modelowi realizmu.
Na koniec pozostał mi element stanowiący osłonę osadzenia statecznika pionowego w kadłubie.

Element ten został zeszlifowany w trakcie obróbki kadłuba i teraz wymagał odtworzenia. Do tego celu użyłem Mr Surfacera 500. Zamaskowałem taśmą kadłub wokół odtwarzanego miejsca, a następnie naniosłem szpachlę. Po jej wyschnięciu zdjąłem
maskowanie i delikatnie poprawiłem krawędzie. Nity odtworzyłem za pomocą igły lekarskiej.
Przed malowaniem pozostało jedynie zamaskowanie elementów przeźroczystych. Wykorzystałem do tego celu taśmę Tamiya.
Malowanie
Gruntowanie i malowanie modelu zawsze poprzedzam dokładnym oczyszczeniem modelu. W tym celu najpierw odtłuszczam powierzchnię czystym spirytusem – dobrze rozpuszcza tłuszcz nie wchodząc jednocześnie w reakcję z tworzywem, a następnie usuwam kurz strumieniem powietrza z aerografu.
Do zagruntowania powierzchni wykorzystałem Mr. Surfacer 1200 w aerozolu. Pierwszy raz używałem z tego produktu w postaci gotowego sprayu i dlatego wolałem go najpierw wypróbować na jakimś zbędnym kawałku tworzywa (bardzo dobre do tego są np. stare płyty CD). Jak sprawdziłem po dokładnym wymieszaniu zawartości puszki można otrzymać bardzo
dobrą jakość powierzchni, w niczym nie ustępującą tej, jaką uzyskuje się malując aerografem. Po wykonaniu koniecznych drobnych poprawek i uzupełnień nadszedł czas na malowanie.
Model został pomalowany farbami Gunze Mr Color oryginalnymi rozcieńczalnikiem Mr Color Levelling Thinner. Moim zdaniem farby te są najlepsze – dają ładną powierzchnię, mają bardzo dobre krycie, błyskawicznie schną i – co bardzo ważne – mają doskonałą przyczepność do podłoża. Niestety mają też wady, w tym m.in. agresywną woń i są bardzo trudne do usunięcia z powierzchni modelu.
Zacząłem od delikatnego zaznaczenia linii podziału ciemnymi kolorami – czarny, ciemny brąz itd. Starałem się dobierać różne kolory aby uniknąć zbyt schematycznego cieniowania.

Dodatkowo, na losowo wybranych powierzchniach blach poszycia, naniosłem różnej wielkości i kształtu plamy. Następnie dolne powierzchnie samolotu pomalowałem kolorem Sky.

Zamaskowałem taśmą Tamiya krawędzie granicy kolorów, a środkową część powierzchni dolnych zasłoniłem papierem.
W dalszej kolejności na górne powierzchnie naniosłem farbę Dark Earth. W czasie gdy górne powierzchnie schły wyciąłem z folii samoprzylepnej firmy Averygraphics szablony maskujące. Jest to elastyczna folia maskująca, o niewielkiej przyczepności do podłoża. Dzięki temu można ją dobrze dopasować do krzywizn powierzchni modelu jednocześnie minimalizując ryzyko oderwania powłoki malarskiej przy zdejmowaniu szablonów. Jednocześnie dzięki temu, że jest ona półprzezroczysta jest bardzo wygodna przy malowaniu oznaczeń i dokładnym pasowaniu masek względem siebie. Po wyschnięciu farby Dark Earth naniosłem kolor Dark Green.
Oznakowanie
Ponieważ wykonywałem replikę samolotu nie oferowanego w zestawie Hasegawy więc postanowiłem zrobić oznakowanie na pomocą masek. Za wykorzystaniem szablonów do malowania oznaczeń narodowych (w szczególności RAF) dodatkowo przemawia fakt, że kolory granatowy i czerwony bardzo często różnią się u poszczególnych producentów kalkomanii. Różnice te są na tyle istotne, że praktycznie bardzo trudno uzyskać powtarzalność barw przy wykonywaniu kolejnych modeli. Z szablonów korzystałem po raz pierwszy i jak się okazało, jest to łatwiejsze niż przypuszczałem. Gorąco zachęcam do spróbowania.
Kokardy oraz oznaczenia dywizjonowe narysowałem w Corelu i zaniosłem do wycięcia na ploterze. Wybrałem tę samą folię, z której wyciąłem wcześniej szablony do malowania plam kamuflażu. Jako pierwsze namalowałem oznaczenia dywizjonowe, a następnie brytyjskie kokardy, znaki Fin Flash i czerwony pas wokół kadłuba.

Położenie kokard oraz pasa wyznaczyłem na podstawie planów i fotografii. Do malowania znaków wykorzystałem farby Gunze 329 (Yellow FS 13538), 325 (Blue 15044) – od razu gotowe do użycia odcienie. W przypadku koloru czerwono-brązowego przygotowałem własną mieszankę dodając do około 8 kropli czerwonego FS 11136 1 kroplę koloru niebieskiego FS 15044. Efekt porównałem do próbki farby 1593 z palety Model-Master, który moim własnym zdaniem dobrze przybliża czerwony na kokardach RAF w czasie II WŚ.
Po zdjęciu masek model prezentował się całkiem dobrze. Przed nakładaniem kalkomanii pokryłem model kilkoma warstwami bezbarwnego lakieru błyszczącego.
Kalkomanie
Próbowałem wykonać numer fabryczny samolotu również za pomocą szablonu, jednak końcowy efekt pozostawiał nie spełniał moich oczekiwań. W związku z tym zakupiłem zestaw numerów RAF firmy Tally-Ho. Aby uzyskać równą pozycję kolejnych cyfr numeru seryjnego nakleiłem we właściwym miejscu na kadłubie wąski pasek taśmy maskującej Micron.
Naklejony fragment stanowił linię bazową dla kolejnych cyfr numeru. Dokładnie wyciąłem potrzebne kalkomanie, zwracając uwagę, aby dokładnie odciąć zbędny fragment folii u podstawy każdej z cyfr. Dzięki temu mogłem potem równo nakleić kolejne fragmenty numeru.
W dalszej kolejności nałożyłem wszystkie napisy i oznaczenia eksploatacyjne jakie dołączyła Hasegawa. Ponieważ folia na fabrycznych kalkomaniach była nieco grubsza wspomogłem się płynem zmiękczającym Mr Mark Softer. Całość zabezpieczyłem jeszcze jedną warstwą lakieru – tym razem półmatowego.
Weathering
Ponieważ samolot służył w dywizjonie jedynie 3 tygodnie ślady użytkowania samolotu należało wykonać bardzo delikatnie, nawet biorąc pod uwagę, że wrzesień 1950 był bardzo gorącym okresem walk. Użyłem do tego artystycznych farb olejnych. Podobnie jak w przypadku wnętrza wykorzystałem farby w kolorach czarnym, ugier ciemny i sienna palona. Delikatne przebarwienia na powierzchniach blach poszycia wykonałem za pomocą suchych pasteli. Operując pędzlem na powierzchniach płatów starałem się poruszać wzdłuż kierunku lotu samolotu, natomiast na kadłubie malowałem zachowując kierunek pionowy.
Prace końcowe i podsumowanie
Na koniec zabezpieczyłem model matowym lakierem Top Cote Matt z Mr Hobby. W kilku miejscach poprawiłem ślady eksploatacji. Ostatnią czynnością jaka mi pozostała to okopcenia za kolektorami wylotowymi. Efekt uzyskałem za pomocą suchych pasteli – najpierw ciemny brązowy, a następnie stopniowo popielaty, głównie w środkowej części pola brązowego. Pierwszy raz próbowałem takie podejście i jestem z niego zadowolony na tyle, że powtórzę je w następnych modelach. Zostało tylko zdjęcie masek z osłony kabiny i wiatrochronu. Tu nie było niespodzianek, wszystko poszło gładko.
Reasumując – model nadwyrężył nieco moją cierpliwość, ale to z całą pewnością ważny samolot w historii lotnictwa i przede wszystkim II W.Ś. Po prostu trzeba go mieć w swojej kolekcji. Ocenę efektu końcowego pozostawiam Czytelnikowi.
Materiały źródłowe
- Seweryn Fleischer, Marek Ryś Hawker Hurricane; Monografie Lonicze #51, AJ-Press
- Dmitryj Karlenko, Robert Michulec, Marek Ryś Hawker Hurricane; Monografie Lonicze #52, AJ-Press
- Robert Gretzyngier Hawker Hurricane, część I; Polskie Skrzydła #4, Wyd. Stratus,
- Ron MacKay Hawker Hurricane; Walk Around #5514, Squadron Signal
- Francis Gallemi, Peeters WillyHawker Hurricane Mk XII; Lock On Aircraft Photo file No 25, Verlinden Productions 1994
- Jerry Scutts Hurricane, In Action #1172, Squadron Signal Publications


































