Aufklärungs Panther – 1/35 Dragon
Historia i opis konstrukcji
Jako że lubię wszelkie „wynalazki”, po raz kolejny postanowiłem sięgnąć do niemieckiej „Papierowej Armii” — prawdziwych projektów które zaistniały jedynie w formie prototypu czy częściowo drewnianej makiety, a nawet nigdy nie zeszły z deski kreślarskiej. Jednym z nich jest pojazd bliskiego zwiadu oparty na moim ulubionym podwoziu Pz.Kpfw.V Panther.
Aufklärungspanzer Panther nie dotarł nigdy do fazy prototypu. Prace nad nim zostały zarzucone ze względu na niewystarczające ilości standardowych Panther dostarczanych na front. Mój model przedstawia 5cm KwK 39L/60 Aufklärungspanzer Panther Ausf.G Früh — pojazd z seryjnej produkcji opartej o wczesny kadłub wersji Ausf.G.
Model
Na rynku dostępny jest zestaw produkcji czeskiej firmy Real Model (numer katalogowy RM 35001) do konwersji modelu Tamiya 35170. Jego wykorzystanie było utrudnione z dwóch powodów. Raz, że jako podstawy do budowy chciałem użyć modelu Dragona 6268. Może i nie było by problemu z dopasowaniem, niemniej drugi problem był o wiele poważniejszy — cena czeskiego zestawu. Niestety, żywiczna konwersja była nieosiągalna dla mojego skromnego budżetu modelarskiego. Ponad 30 dolarów z VAT-em spowodowałoby wykrwawienie się mojego portfela. Jak zwykle postanowiłem poszukać oszczędności i przygotowałem własną konwersję.
Budowa
W modelu Dragona usunąłem podporę działa i miejsce po nim zaszpachlowałem. To samo zrobiłem w przypadku wydechu — późny typ Flammvernichter zamieniłem na wczesne rury wydechowe z blaszanymi osłonami. Pożyczyłem je z modelu Tamiya i blaszki Abera, w czym pomocne okazały się przepastne magazyny z częściami zamiennymi.
Usunąłem także tubę na wycior i zapasowe anteny z boku pojazdu, zaś otwory do wklejenia zaszpachlowałem. W zapasie miałem także świetne, lecz niestety drogie gąsienice Friulmodel. Nie pogardziłem nimi i postanowiłem wykorzystać przy budowie, mimo iż te z nowego zestawu Dragona są bardzo dobre.

Przyszedł czas na wykonanie najbardziej istotnego elementu całego pojazdu — wieży, miniaturowej jak na gabaryty Panthery. Jest to klasyczna wieża z pojazdu Sd.Kfz.234/2 Puma, pozbawiona granatników. By ciąć koszta konwersji zajrzałem do popularnego serwisu internetowego, gdzie wśród wielu aukcji znalazłem model Pumy firmy Italeri. Nie potrzebowałem nowego modelu, gdyż byłaby to strata pieniędzy — co potem zrobić z resztą pojazdu bez wieży? Wyszukałem sklejony już model w kiepskiej kondycji, ale za to bardzo tani. Po oględzinach i rozmowie ze sprzedającym okazało się, że interesująca mnie wieża była w dobrym stanie. Gdy model dotarł do mnie okazało się, że było to dokładnie to czego szukałem. Kadłub poszedł na szrot do magazynu złomu modelarskiego, natomiast wieża nadawała się do wykorzystania w moim projekcie.

By połączyć ją z kadłubem Panthery z płytki białego plastiku wyciąłem pierścień, który wkleiłem w kadłub. Dzięki niemu zmniejszyłem różnicę miedzy średnicą pierścienia oryginalnej wieży, a średnicą pierścienia mniejszej nowej wiezy — pasowało idealnie. Następnym krokiem było doprowadzenie do porządku samej wieży. Przygotowałem roztwór popularnego „Kreta” w żelu do czyszczenia rur z ciepła wodą.
Uwaga, żrące! Pamiętajcie, by z „Kretem” pracować ostrożnie i w gumowych rękawicach. Nie dopuście do kontaktu ze skórą!
Całość zostawiłem na 24 godziny, by farba skruszała. Następnego dnia przy pomocy szczoteczki czyściłem powierzchnię ze spadającej płatami farby. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się że model miał kilka wcieleń — pod kilkoma warstwami farby kryły się różne numery taktyczne i różne kamuflaże. Tak gruba warstwy wymagała nowego roztworu „Kreta” i kolejnej doby zamaczania. Następnego dnia uzyskałem czyściutką wieżę, a przy okazji „Kret” spowodował rozłożenie kleju i wieża rozpadła się na kawałki. Było to korzystne, bo pozwoliło wszystko dobrze doczyścić, przeszlifować i skleić porządnie w całość.

Wszelkie ubytki uzupełniłem szpachlą i wygładziłem powierzchnię drobnym papierem ściernym. Uchwyty do podnoszenia dodałem z modelu Panzer III firmy Tamiya, a dodatkowo umieściłem nieznanego mi pochodzenia gniazda anten na wieży i miedzy wlewami paliwa. Model był gotowy by trafić do lakierni.
Malowanie i wykończenie

Malowanie pojazdu jest standardowe dla tego okresu (rok 1944) — żółtawy Wehrmacht Olive z plamami i pasami koloru zielonego i czerwonobrązowego.
Na początek cały model, łącznie z kołami i gąsienicami, zagruntowałem czarnym podkładem. Gdy wszystko dobrze wyschło, na całość trysnąłem dwie delikatne warstwy piaskowego Humbrola i odstawiłem do suszarni na kolejne 24 godziny. Po wyschnięciu naniosłem od ręki aerografem 0,2mm plamy brązowe i zielone z gamy farb Humbrola. Po tym etapie całość odstawiłem na 2 dni, by farba dobrze stwardniała i odparowała.
Kolejnym krokiem było naniesienie dwóch warstw lakieru błyszczącego Model Master. Nazajutrz nałożyłem kalki i trysnąłem jeszcze jedna cieniutką warstwę błyszczącego lakieru, by zabezpieczyć kalkomanie. Teraz wszystko musiało naprawdę dobrze odparować, dlatego odstawienie modelu do suszarni na 4-5 dni było koniecznością.

Nadszedł czas na „wash”, który jak zwykle wykonałem brązowo-czarną mieszanką akryli. Wpuszczałem je punktowo, po czym delikatnie szerokim pędzlem wykonałem cieniowanie płyt bardzo rozcieńczoną płukanką. Nadmiar farby oraz brzydkie niepożądane zacieki usunąłem zwilżonym patyczkiem higienicznym. Zadrapania wykonałem farbami Vallejo, a także Humbrolami w nieco rozjaśnionym bazowym kolorem. Wyposażenie saperskie malowane zostało mieszanką farb Humbrol i olei. Całość znowu wstawiłem do suszarni na około dobę.
Po tym etapie przyszedł czas na „brudzing” przy wykorzystaniu pigmentów firmy Mig Productions. Pigmenty kładłem różnymi technikami „na oko” — na wodzie, na spirytusie, na sucho, aż do uzyskania zadowalającego rezultatu. Ponieważ nie lubię zbyt ubrudzonych wozów, postanowiłem okurzyć głównie podwozie, zaś delikatnie boczne i słabo górne powierzchnie.


Ostatnim elementem do wykonania były gąsienice — zagruntowane na czarno zapuściłem delikatną rdzawą płukanką. Następnie na mokro zapuściłem pigment „Europejski kurz” (P028) firmy Mig Productions, po czym przygotowałem mieszankę błotną składającą się z gipsu, pigmentu i terpentyny. Proporcje mieszane na oko do uzyskania papki, cały sekret polega na tym, by nie była wodnista ale i nie sucha. Idealna powinna mieć konsystencję błota — powinna być lepiąca się do gąsienic.
Tak przygotowaną0 mieszankę nakładałem na stronę styczną z podłożem płaskim sztywnym pędzlem. Gdy wszystko dokładnie wyschło nadmiar zwyczajnie odkruszyłem sztywnym pędzlem, co dało bardzo wierną fakturę powierzchni. Całość zróżnicowałem pigmentami na terpentynie. Wszystko musiało bardzo dokładnie wyschnąć, by się nie ukruszyło — 2 dni w suszarni wystarczą. Naciągnąłem gąsienice na koła i to był koniec…
Podsumowanie
Jestem całkiem zadowolony z mojej pracy, choć tak naprawdę nie udało mi się jeszcze zbudować modelu, z którego byłbym w pełni zadowolony — jeszcze długa droga przede mną. Najważniejsze, że model tak nietypowego pojazdu udało się stowrzyć z modelu DML własnym sumptem i za niewielką cenę. Niewielką, bo model Dragona kosztował około 100 złotych, zaś wrak Pumy wraz z wysyłką 20 złotych. Dodatkowe drobiazgi i części z domowej składnicy złomu były gratis, więc koszt ostateczny to 120 złotych.
W przypadku budowy z wykorzystaniem czeskiej konwersji kosztującej około 30 dolarów USA (bez kosztów wysyłki) koszt zestawu wyniósłby przynajmniej 200 złotych.
Gąsienic firmy Friulmodel nie wliczam w cenę — były ekskluzywnym, acz w przypadku modelu Dragona niekoniecznym dodatkiem. W przypadku modelu Tamiya wymiana byłaby konieczna, co podniosłoby cenę takiej konwersji jeszcze bardziej. Jak widać na podanych wyliczeniach, zaoszczędziłem przynajmniej 80 złotych, co daje praktycznie drugi model. Poza tym ile frajdy daje nam dorobienie czegoś we własnym zakresie…


















