1/72 Lublin R-XVIb – Broplan #MS-107

Metryczka zestawu
- Pełna nazwa zestawu: Lublin R-XVIb
- Producent: Broplan
- Nr katalogowy: MS-107
- Liczba i rodzaj elementów: 12 z białego tworzywa formowanych próżniowo, 1 przezroczysta formowana próżniowo, 20 wtryskowych z białego tworzywa
- Schematy malowań:
- Lublin R-XVIb, nr 11-4, SP-AOK, 1935-36, schemat malowania: kadłub w całości srebrny, skrzydła w naturalnym kolorze sklejki
Opis szczegółowy
Opakowanie
Opakowaniem, jak to zwykle bywa w przypadku starszych modeli Broplanu, jest po prostu woreczek. W nim znajdują się instrukcje, kalkomanie i wszystkie części. Niby chciałoby się czegoś więcej, ale tak naprawdę nie ma powodu by chcieć. Nigdy jeszcze części modelu vacu mi się nie pogięły ani nie połamały, bo płytka, na której są tłoczone stanowi wystarczająco dobrą ochronę. „Szkło” jest delikatniejsze, ale zawsze jest pakowane od wewnętrznej strony kadłuba i też doskonale znosi niewygody transportu. Z kolei ochronę dla części papierowej i naklejek stanowi płytka z wytłoczonymi elementami. Jak widać zatem części modelu są bezpieczne. Przy nowszych zestawach gdański producent pakuje modele w solidne i estetyczne pudełka. Ale to z kolei jest raczej podyktowane tym, że większość modeli sprzedawanych jest za granicę.
Instrukcja
Znów coś znajomego, chciałoby się rzec. Kto choc raz miał w ręku vacu Broplanu, wie że instrukcje są raczej schematyczne, czasem może trochę niejednoznaczne, ale z pewnością zakładające pewną samodzielność modelarza. Rozmieszczenie „drobnicy” wewnątrz jest pokazane na rzucie bocznym, co wyklucza wszelkie domysły i niedopowiedzenia. Naturalnie jednak montaż powinien być konfrontowany z dokumentacją fotograficzną. Zdjęć sanitarki jest o dziwo dość sporo – można je oczywiście znaleźć w książkach wydawnictwa Stratus. A i na aukcjach internetowych wciąż pojawiają się perełki z niemieckich kolekcji, między innymi z bohaterem tej recenzji w roli głównej.
Schemat malowania czytelny i również, jak zwykle, bez odniesień do znanych producentów farb modelarskich. Barwy wnętrza pozostawiono w sferze domysłów – na szczęście jest kilka zdjęć, na których można odczytać przybliżoną kolorystykę.
Jakość części
Tu trzeba zastosować nieco inne kryteria niż przy modelach wtryskowych. Liczy się bowiem czy powierzchnia modelu jest dobrze przygotowana i czy w procesie tłoczenia próżniowego nie dostały się pomiędzy formę a wytłoczkę jakieś paprochy i okruszki. Mimo wieloletnich doświadczeń w produkcji tego typu modeli, w moim egzemplarzu jest mała wpadka w postaci kilku „dołków” na powierzchni górnego płata. Oczywiście szpachlówka załatwi z pewnością ten problem, choć trzeba zastosować taką która nie jest agresywna w stosunku do cienkich płytek plastikowych. Główne elementy modelu dobrze „odcinają” się na powierzchni, co dodatkowo ułatwi przygotowanie części do sklejania.
Tradycyjnie mam trochę żalu do części przeźroczystych. Niezmiennie, o wielu już lat, jakość tych elementów pozostaje na stałym, niezbyt wysokim poziomie. A przecież wystarczyłoby choćby zmienić dostawcę tworzywa (grubsze, o większej przejrzystości) i dokładniej przygotować kopyto do tłoczenia kabin. Chcącym wyeksponować wnętrze, pozostaje samodzielne przygotowanie tego elementu od nowa. Oczywiście na podstawie części z zestawu.
Od pewnego czasu pojawiają się u gdańskiego producenta części wtryskowe. I już słyszę te narzekania. Że to manufaktura, że nadlewki, że niedokładne… Ale ja się cieszę. O wiele łatwiej jest doprowadzić takie części do stanu akceptowalnego niż męczyć się z dwiema połówkami takich amortyzatorów czy wsporników podwozia. Jedyne co odstaje od reszty to silnik. Na szczęście są żywiczne zamienniki tej niezwykle popularnej jednostki napędowej – Wright Whirlwind J5.
Wierność odwzorowania
Właściwie ocenę należałoby podzielić na trzy części: kadłub, skrzydła i powierzchnie sterowe. Co do kadłuba, który pierwotnie miał pokrycie płócienne naciągnięte na szkielet z rur, nie mam większych zastrzeżeń – powierzchnia oczywiście gładka z wyraźnie zaznaczonymi drzwiami i oknami. Podkreślić należy tutaj, że model vacu daje wprost niesamowite możliwości wycinania i otwierania. Kadłub jest cienki i wystarczy naprawdę parę ruchów skalpela by dostać sie do środka. Skrzydła pokryte były w oryginale sklejką brzozową. W modelu oczywiście również są gładkie, z wyraźnym podziałem na poszczególne panele. Może nawet zbyt wyraźnym. I w końcu stateczniki, pokryte płótnem. Ten element najbardziej mi się podoba – widać ugięcia na żebrach i fakturę materiału.
Co do wtryskowych drobiazgów, to ogólnie nie jest najgorzej, choć czasem oczywiście brakuje finezji. Najgorzej przedstawia się silnik i małe elementy wnętrza. Ale można je wykonać albo we własnym zakresie albo zastąpić dodatkami dostępnymi na rynku.
Zgodność wymiarowa
Tu tradycyjnie piszę, że nie dałem rady przyłożyć modelu do planów, ale tym razem postanowiłem wyciąć elementy z wytłoczki i przyłożyć do planów w Polskich konstrukcjach lotniczych. Jest bardzo dobrze, a odchyłki są naprawdę niewielkie. Jest to o tyle godne podziwu, że model został przygotowany jeszcze przed pojawieniem się książki.
Wyposażenie
Trochę już wspominałem o „drobnicy”, ale i tu należy sie parę słów komentarza. Kabinę pilotów możemy wyposażyć niemal kompletnie. W sferze domysłów pozostaje niestety tablica przyrządów. Szkoda, że producent nie pokusił sie o minimalne choćby wyposażenie kabiny dla chorych/rannych i lekarza. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że w owym czasie nie było jeszcze tak kompleksowego opracowania traktującego o polskich konstrukcjach lotniczych. Z książki wydanej przez Wydawnictwo Stratus w roku 2005 można się dowiedzieć o wyjątkowo nowoczesnej zawartości tylnej, w pełni ogrzewanej kabiny. Było tam miejsce na dwie pary noszy (mocowane jedne nad drugimi), a lekarz miał do dyspozycji stolik, krzesło i umywalkę.
Na zewnątrz nie ma właściwie nic do dodania prócz linek pomiędzy statecznikami i linek odpowiadających za wychylenie sterów.
Kalkomanie
Kalkomanie są coraz lepsze, choć nie jest to oczywiście jakość Techmodu. Wydrukowane zostały na filmie, który w całości pokrywa powierzchnię arkusza. Zatem trzeba będzie wyciąć każdy znak z osobna. Dodatkową trudnością jest brak koloru białego, wobec czego białe koła, stanowiące tło dla czerwonych krzyży, trzeba przygotować samodzielnie. Literom, szczególnie małym, brakuje nieco precyzji druku, ale kolory są mocno nasycone i nie ma żadnych kleksów i rozmazań.
Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu
Jak już wspomniałem, można zamienić jednostkę napędową, co z pewnością doda uroku gotowemu modelowi.
- Ardpol (AC-003) — Wright Whirlwind J5
Podsumowanie
To dobry i prosty model, za który na dodatek nikt inny się nie weźmie. Idealny wprost dla chcących się zmierzyć z tematem „vacu”. Mała ilość części, nieskomplikowana konstrukcja i efekt w postaci ciekawego polskiego samolotu sanitarnego, może skusić niejednego, który nawet nigdy nie myślał o takim typie modelu.
Literatura:
- Narodowe Archiwum Cyfrowe
- Andrzej Glass Polskie konstrukcje lotnicze Tom I; Wydawnictwo Stratus 2005
- Andrzej Glass, Tomasz J. Kopański Polskie Konstrukcje Lotnicze Tom IV. Wrzesień 1939 Część 1 ; Wydawnictwo Stratus 2009



















