1/48 Heinkel He 162A-2 Salamander – Tamiya #61097

Metryczka zestawu

  • Pełna nazwa zestawu: Heinkel He 162A-2 Salamander
  • Producent: Tamiya
  • Nr katalogowy: 61097
  • Liczba i rodzaj elementów: 113 części z szarego tworzywa, 4 przezroczyste, metalowy ciężarek, winylowe tulejki
  • Schematy malowań:
    • białe „23”; JG 1; pilot: Oberst Herbert Ihlefeld; lotnisko Leck; Niemcy maj 1945 r.; malowanie: spód RLM 76, góra RLM 81 / RLM 82,
    • białe „1”; 1/JG 1; pilot: Leutnant Rudolf Schmitt; lotnisko Leck; Niemcy, maj 1945 r.; malowanie j.w.,
    • czerwone „1”; 2/JG 1; pilot: Leutnant Gerhard Hanf; lotnisko Leck; Niemcy, maj 1945 r.; malowanie j.w.
    • żółte „11”; 3/JG 1; pilot: Oberleutnant Emil Demuth; lotnisko Leck; Niemcy, maj 1945 r.; malowanie j.w.

Tamiya 61097 Tamiya 61097
Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Opis szczegółowy

Wprowadzenie

Wbrew apokaliptycznym wizjom niemieckiego dowództwa, ryk silników myśliwców ludowych nie zdołał zagłuszyć łoskotu, z jakim waliła się w gruzy Tysiącletnia Rzesza. Mały Heinkel „z plecakiem” pojawił się w ostatnich tygodniach WWII i jego udział w zmaganiach, uznać można jedynie za ciekawostkę historyczną. Niemniej jednak, sama konstrukcja nieodmiennie pobudza wyobraźnię miłośników miniaturowego lotnictwa. Od strony modelarskiej, doświadczamy pełnej analogii do sytuacji opisywanej niedawno na przykładzie Tamiyowskiego Me 262A-1a. Punktem odniesienia i tu była seria zestawów He 162 Trimaster/Dragon (obecna na rynku od wielu lat), a następnie, dość nieoczekiwane pojawienie się (w 2006 r.) japońskiego produktu #61097. Czy i w tym przypadku pretendentowi udało się zdetronizować dotychczasowego „króla rynku”?

Opakowanie

Barwne, dwuczęściowe pudełko o rozmiarach standaryzowanych dla tego typu zestawów, w przypadku naszego niewielkiego bohatera – troszkę jakby przyduże. Nie oznacza to jednak, że wewnątrz pustki. Wręcz przeciwnie, za sprawą bogatego wyposażenia modelu oczom naszym ukazuje się liczna grupa ramek z detalami (o czym dalej). Box-art tradycyjnie „grzeczny”, moim zdaniem – aż za grzeczny. Rozumiem koncepcję Tamiyi pragnącej oderwać pracę modelarską od brutalnych realiów wojny, ale tak sielankowy obrazek nijak nie koresponduje z tragizmem wydarzeń marca-maja 1945 r. Brakuje już tylko gołąbka z gałązką oliwną, lecącego skrzyło w skrzydło z He 162. Troszkę mdli, zwłaszcza, że maszyna z ilustracji, to samolot Obersta Herberta Ihlefelda, agresywnego pilota myśliwskiego i dowódcy JG1. Boczne powierzchnie pokrywy pudełka obrazują dwa kolejne schematy malowania proponowane przez producenta. W „wannie” opakowania odnajdujemy natomiast: ramkę „A” z elementami głównej bryły samolotu; zespolone ramki „B” i „C” z detalami silnika i jego wyposażenia; zdwojoną ramkę „D” z osłonami silnika i podwoziem; ramkę z „oszkleniem”; trzyczęściową instrukcję budowy i malowania; ciężarek wyważający oraz metalowe trzpienie i winylowe tulejki mocujące. W sumie naprawdę sporo, jak na miniaturę niewielkiego odrzutowca.

Instrukcja

Tamiya 61097

Instrukcja modelu – konsekwentnie, jak to u Tamiyi – składa się z trzech elementów:

  • części zasadniczej opisującej kolejne kroki podczas budowy modelu oraz ew. opcje,
  • broszurki techniczno-historycznej krótko omawiającej rozwój niemieckich „jet-ów”,
  • arkusza formatu A3 ukazującego przykładowy układ kamuflażu na rysunkach w skali 1/48.

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Już rzut oka na stronę tytułową instrukcji niesie istotną informację. Na fotografii widnieje kompletny model He (z zamkniętą osłoną silnika) oraz sam silnik, spoczywający na wózku technicznym. Rzecz jasna jest to w 100% zgodne ze stanem faktycznym. Możemy bowiem zabudować mini-silnik w otwartych osłonach „plecaka”, lub wykonać model w konfiguracji zamkniętej, a silnik wyeksponować a stelażu/wózku serwisowym. Sama instrukcja, w części ilustrującej kolejne etapy budowy, jest tradycyjnie przejrzysta i czytelna. Montaż prowadzony na jej podstawie, nie powinien sprawić problemów nawet początkującym kolegom. Kolorystyka poszczególnych elementów wyposażenia została opisana symbolami barw wg katalogu Tamiya i niestety, jedynie nimi – bez wskazania odpowiedników w palecie innych producentów. Co prawda kamuflaże He 162 wykorzystujące barwy RLM, są dość powszechnie znane i bogato opisane, niemiej brak stosownej informacji w profesjonalnie przygotowanej instrukcji, należy uznać za minus.

Rysunki obrazujące proponowane malowania i rozmieszczenie kalkomanii są niewielkie, ale wystarczająco precyzyjne. Od strony merytorycznej wydają się poprawne, co potwierdza konfrontacja z planszami barwnymi w publikacjach monograficznych. Na dodatkowym arkuszu przedstawiono też rzuty w skali 1/48. To dobry pomysł zdecydowanie ułatwiający ogólną orientację w przebiegu granic poszczególnych barw, jak i ew. przygotowanie masek wspomagających proces malowania. Tym razem padło na białe „23” Obersta Ihlefelda. Choć „mundurki” He 162 były do siebie bardzo podobne, różniły się pewnymi indywidualnymi niuansami. Korzystając z dużej planszy ilustrującej ww. malowanie, należy wziąć to pod uwagę i dokładnie sprawdzić. Całość załączonej do zestawu literatury, skutecznie „spina” ulotka poświęcona historii rozwoju małego Heinkla oraz niemieckiej myśli technicznej związanej z innymi samolotami odrzutowymi Trzeciej Rzeszy.

Jakość części

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Jak przystało na wytrawnego gracza runku modelarskiego, Tamiya serwuje nam znakomitą jakość produktu. Elementy miniatury wykonane zostały bardzo czysto, bez jakichkolwiek zbędnych niespodzianek w postaci: nadlewek, zapadnięć tworzywa, chropowatości powierzchni, czy przesunięć form. Pewnym minusem jest – równie charakterystyczna dla „Tamki” – duża liczba śladów po wypychaczach. Znajdują się one co prawda wyłącznie na wewnętrznych ściankach części składowych, ale te na lewej burcie kokpitu, na osłonach podwozia, czy osłonach silnika (w przypadku ekspozycji otwartego przedziału napędowego) zdecydowanie wymagają usunięcia. Ponieważ jednak ślady nie są zbyt wyraźne, w większości przypadków wystarczy samo przeszlifowanie drobnoziarnistym papierem ściernym.

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Na „oszklenie” składają się cztery detale o krystalicznej, przejrzystości: wiatrochron, ruchoma sekcja osłony kabiny, celownik i niewielka szybka umożliwiająca pilotowi wzrokową kontrolę położenia przedniej goleni podwozia. Jak wynika z powyższego, osłonę kokpitu możemy wykonać zarówno w postaci zamkniętej, jak i otwartej. Podobnie jak w przypadku zestawu Me 262, japoński producent wykonał wiatrochron jako jeden element, z fragmentem poszycia kadłuba bezpośrednio go poprzedzającym. Takie rozwiązanie doskonale sprawdza się w praktyce. Na zakończenie niniejszego akapitu warto podkreślić wysoką jakość tworzywa, z którego wykonano model. Zarówno podczas cięcia jak i szlifowana, użyte tworzywo sprawdza się bardzo dobrze, nie wykazując tendencji do pękania lub nadmiernej plastyczności. Elementy połączone zostały z ramkami dość grubymi „gałązkami”. Zapewnia to w istotny sposób bezpieczeństwo detalom, przeciwdziała ich przypadkowym odłamaniom, a jednocześnie (za prawą ww. jakości tworzywa), nie sprawia kłopotów podczas seprowania części.

Wierność odwzorowania

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Nikogo z pewnością nie zaskoczy informacja, że linie podziału blach wykonane zostały jako wklęsłe. Na pochwałę zasługuje ich równy przebieg, dobre dopasowanie linii na łączonych sąsiednich elementach, a także umiarkowana głębokość i szerokość. Powierzchnie głównej bryły płatowca są niezwykle gładkie i jedynie imitacja nielicznych wzmocnień (wykonanych – zgodne z oryginałem – jako wypukłe) „psuje” obraz nieskazitelnej tafli. Smaczku dodają również pieczołowicie odtworzone wlewy paliwa, zewnętrzne instalacje dyszy wylotowej silnika, czy filigranowe zawiasy listwowe osłon przedziałów uzbrojenia. Atrakcyjnie przedstawia się sposób wyodrębnienia powierzchni sterowych, choć i tym razem „Tamka” nie pokusiła się o wykonanie ich w postaci osobnych detali – trochę szkoda. He 162 posiadał konstrukcję, w znacznej mierze bazującą na drewnie i stąd właśnie relatywnie niewielka ilość zaznaczonych nitów. Niemniej, na szeregu listew wzmacniających, oprofilowań, okuć, etc. zostały one uwzględnione. Kolejnym zdecydowanym plusem odwzorowania, są drobiazgowo odtworzone: wnętrze kabiny pilota, wnęka podwozia głównego oraz przede wszystkim przedział silnika (o czym więcej w akapicie Wyposażenie).

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Aspektem pośrednio związanym z wiernością odwzorowania, ale bardzo ważnym w tym konkretnym przypadku, jest konstrukcyjna koncepcja zestawu jako takiego. Osią miniatury jest niepozorny detal w kształcie litery „T” (ramka A), mocowany od góry do stropu wnęki podwozia głównego i wyposażony w metalowe szpilki. Jego boczne wypustki, będące zarazem bagnetami skrzydeł, pozwalają na trwałe połączenie płatów z kadłubem, jak i zachowanie właściwego ich wzniosu. Wspomniane szpilki pełną natomiast rolę bagnetów, dzięki którym mocujemy (na wcisk) podłogę przedziału silnikowego i silnik. Podłogi przedziału napędowego są de facto dwie (ramka B): jedna z zaczepami dla zamkniętej osłony silnika, druga umożliwiająca przypięcie osłon w pozycji otwartej. Dzięki szpilkom/bagnetom możemy bez zagrożenia uszkodzeniem modelu, wybudować silnik w celu umieszczenia go na stelażu technicznym. Cała sztuczka wydaje się dość karkołomna, biorąc jednak pod uwagę znakomitą składalność miniatury – daje szansę powodzenia. Pod tym względem zestaw Tamiyi bezapelacyjnie góruje nad swym konkurentem Trimaster/Dragon. Do minusów zaliczyć natomiast należy przedstawienie jedynie wersji He 162A-2. W zestawieniu z nadal dostępnymi modelami konkurencji wypada to trochę blado, zwłaszcza, że miniatury Dragona (pomimo upływu lat) nadal legitymują się przyzwoitym poziomem wykonania, wynikającym z zaskakująco niskiego stopnia zużycia form.

Zgodność wymiarowa

Starałem się w marę dokładnie zweryfikować geometryczne aspekty japońskiej miniatury. Starałem – gdyż po raz kolejny natrafiłem na lawinę informacji, czyli realnie, klasyczną dezinformację. Jest to zjawisko niestety dość powszechne, wspominałem o nim już kilkakrotnie podczas „preparowania” wcześniejszych recenzji. Pół biedy gdy natrafiamy na drobne niezgodności w danych pochodzących z różnych źródeł. W przypadku He 162 zetknąłem się jednak z „monografią”, w której proporcje płatowca były inne na planach w 1/48, a inne na planach w 1/72. Różnice nie były duże, ale jednak były. Na domiar złego, zestawienie gabarytów przedstawione w tabeli, w kilku punktach w ogóle nie pasowało do rysunków (!). I takie to „wspaniałe” opracowania, przychodzi nam czasem kupować za całkiem spore pieniądze (gdyż nie piszę tu o domowej roboty broszurze, ale o opracowaniu poważnego wydawnictwa). Na szczęście istnieje wiele ścieżek dedukcji.

W wyniku walki z oporną materią dostępnych publikacji, wysnułem wniosek o wysokiej poprawności produktu # 61097. Pewne wątpliwości budzi obrys noska kadłuba, nie sądzę jednak, aby wymagało to korekty. Rozpiętość usterzenia poziomego, zdecydowanie za duża w modelu Dragona, została przez Tamiyę skorygowana i wydaje się poprawna, choć tego również nie udało mi się jednoznacznie potwierdzić. Jedynym wyraźnie widocznym błędem jest zbyt pionowe położenie końcówek skrzydeł, czyli tzw. „uszu Lippischa”. Mankament ten jest dość trudny do usunięcia bez drastycznej ingerencji we fragmenty skrzydeł. Przypuszczam, że większość modelarzy chętnie przymknie oko na tę „niedogodność” (włączając piszącego te słowa).

Wyposażenie

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Jak już „ujawniłem” wcześniej, drobne detale ogniskują się głównie w kokpicie, wnętrzu komór podwozia i przedziale silnikowym. Wielkie wrażenie robi ta ostatnia sekcja, a to za sprawą obecności, wyjątkowej urody miniatury silnika. Nie chciało mi się dokładnie liczyć detali odpowiedzialnych za „rurę”, ale jest ich naprawdę dużo. Co ważniejsze, finalny efekt jest porównywalny z tym, czego można się spodziewać w przypadku użycia żywicznego zamiennika (i może z tego właśnie powodu, żaden żywiczny BMW 003E nie trafił na rynek). Konfrontacja ze zdjęciami egzemplarzy muzealnych wykazuje, że nawet dodatkowe uzupełnienie instalacji silnika we własnym zakresie nie nastręczy nam wiele pracy. Gabarytowo miniatura jest poprawna, co stanowi kolejną istotną różnicę w stosunku do silnika z zestawu Dragona (u którego była sporo za mała). Jak wiemy, Tamiyiowską „BM-kę” możemy wyeksponować zarówno w modelu, jak i niezależnie – co sprawia, że wręcz grzechem byłoby zmarnować podobną okazję. Z pewnością ucieszą się także miłośnicy dioram.

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Wnętrze kabiny legitymuje się bogatym i staranie przygotowanym wyposażeniem. Wbrew panującym trendom, faktura burt kokpitu pojawia się na wewnętrznych ściankach połówek kadłuba. Osobiście uznaję celowość takiego posunięcia. Stosunkowo ciasna kabina modelu dodatkowo „oklejona” osobnymi elementami burt, prezentowałaby się niczym żeliwna wanna. Bardzo ładny fotel pilota uzupełniamy niezależną poduszką plecową, burty zaś wyposażamy w stosowe panele/konsole sterowania oraz kanały działek pokładowych. Takie modułowe podejście ułatwi nam zarówno dopasowanie, jak i malowanie poszczególnych drobiazgów. Podobnego obrazu doświadczamy w przypadku wnęki podwozia głównego. Choć wydaje się ona bliźniaczo podobna do opracowanej przez Trimastera, większy nacisk położono na szczegółowość jej odwzorowania. Po raz kolejny nie napotkamy problemów z dopasowaniem elementów, a najlepszą metodą montażu okazuje się złożenie „na sucho” i spojenie przy użyciu kleju wnikającego. Nieźle prezentują się golenie podwozia. Koła świetnie oddają zarówno fakturę felg, jak i ogumienia, mają poprawny kształt – co jest odmianą w stosunku do błędnego ich przedstawienia w zestawie Trimaster/Dragon.

Tamiya 61097 Tamiya 61097 Tamiya 61097

Kalkomanie

Tamiya 61097

Arkusz zaserwowany przez Japończyków, można uznać za atrakcyjny. Proponowane malowania są ciekawe i dają nam możliwość wykorzystania szeregu godeł/oznaczeń indywidualnych. Uwzględniono większość istotnych napisów eksploatacyjnych, a także kilka odmian symboli przynależności państwowej – „mieszanki” tak charakterystycznej dla końcowego okresu wojny. Kolorystyka oraz jakość wydruku zasługują na pochwałę. Zdecydowaną poprawę odnotowujemy w przypadku grubości naklejek i ich podatności na chemię modelarską. W sumie – nie bardzo jest się do czego przyczepić.

Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu

Miniatura „sto sześćdziesiątki dwójki” w krótkim czasie stała się bardzo popularna wśród modelarskiej braci. Oczywiście, nie umknęło to uwadze producentów zestawów waloryzujących, czego dowodem jest choćby następująca lista:

  • Aires (4359) — He 162A cockpit set and wheel bay
  • Aires (4363) — He 162A-2 gun bay
  • CMK (4230) — He 162A-2 armament
  • CMK (4231) — He 162A-2 undercarriage
  • CMK (4232) — He 162A-2 control surfaces
  • Griffon Model (48016) — He 162 Salamander interior set
  • Quickboost (48025) — He 162 ejection seat
  • True Details (48078) — He 162 wheel set
  • Eduard (49339) — He 162A-2 Spatz color photo etched set
  • Eduard (FE339) — He 162A-2 Spatz color photo etched set – Zoom
  • Squadron (09558) — Heinkel He 162 canopies
  • Falcon — Luftwaffe Part 3 (inc. He162 canopy)

Mając okazję bliższego zapoznania się z wymienionymi powyżej produktami, potwierdzam ich bardzo wysoką jakość wykonania. Niemniej – moim absolutnie subiektywnym zdaniem – zabudowa większość z nich jest raczej sztuką dla sztuki. Zastosowanie zestawów typu control surfaces, czy armament/gun bay jest o tyle uzasadnione, że Tamiya nie zaproponowała stosownych odpowiedników w przedmiotowym modelu. Tradycyjnie, niezły efekt przynieść może użycie „fototrawionek”. Natomiast kompleksowa wymiana wnętrza kokpitu, wnęki podwozia głównego, czy choćby kół, wydaje się niespecjalnie uzasadniona i mocno dyskusyjna. W każdym razie, w przypadku modelu o takim stopniu szczegółowości i poziomie wykonania detali. Równocześnie wytwórcy „wzbogacaczy” całkiem zapomnieli o potencjalnie interesujących konwersjach, jak choćby He 162A-11 (samolot napędzany pojedynczym silnikiem pulsacyjnym Argus As 044, lub dwoma mniejszym Argus As 014 + silnikami rakietowymi wspierającymi start), czy też projektowane He 162C ze skrzydłami skośnymi. Co prawda jest to już obszar „Luftwaffe ‘46”, ale chyba znacznie bardziej pociągający, niż wymiana bardzo dobrych elementów na nieznacznie lepsze (przy sporym nakładzie pracy, poprzedzonym poważnym wydatkiem).

Oferta dodatkowych kalkomanii nie jest specjalnie długa. Wiele arkuszy, które pojawiły się niegdyś w odpowiedzi na premierę zestawu Trimaster/Dragon, jest obecnie zupełnie nieosiągalnych. Do nadal dostępnych, należą między innymi:

  • Eagle Cals (# 86) — Heinkel He 162’s (JG 1)
  • Eagle Cals (# 87) — Heinkel He 162’s (JG 1)
  • Condor Decals (48048) — Heinkel He 162A-2 “Volksjäger”

Lista popularnych masek zawiera następujące pozycje:

  • Eduard (EX182) — He 162A-2 Spatz mask
  • Montex (MM 48069) — He 162A Maxi Mask

Podsumowanie

Tamiya znana jest z wysokiej jakości swoich produktów, ale czasami zdarza się jej nieco rozminąć z wiernością odtworzenia poszczególnych sekcji, bądź bryły. W przypadku naszego bohatera taka okoliczność jednak nie zachodzi. Model jest bardzo poprawny i możemy zaliczyć go do grona lepszych miniatur japońskiego producenta. Co więcej wszystko wskazuje na to, że budowa przebiegać powinna bezproblemowo i ze sporą dozą frajdy. Jakość i szczegółowość detali stawia He 162A-2 na pierwszym miejscu w skali 1/48, równocześnie znacznie przewyższając poziomem większego brata (Revell 1/32). Jak na tym tle wygląda poprzednik? Moim zdaniem – całkiem nieźle. Heinkel z Dragona nadal jest zestawem dobrym. Co prawda posiada kilka mankamentów, jak: nie trzymający skali silnik, za duża rozpiętość usterzenia poziomego, czy niezbyt poprawne koła, niemniej uwzględniając ile lat minęło od jego wprowadzenia na rynek, projektantom Trimastera należy się wielki szacunek. Ponieważ ceny obu ww. modeli są porównywalne, spodziewam się że większość kolegów wybierze propozycję Tamiyi. Miniatura Dragona stanowić jednak może cenny nabytek dla wszystkich miłośników plastiku, planujących budowę „totalnie rozmontowanego” He 162, zaawansowanej konwersji, bądź dioramy. Innymi słowy, mamy obecnie wybór pomiędzy niemal doskonałym, a bardzo dobrym zestawem jednej z „ostatnich nadziei Trzeciej Rzeszy”.

Literatura:

  1. Robert Forsyth, Eddie J. Creek, Heinkel He162 Volksjäger: From Drawing Board to Destruction, Classic Publications, 2008
  2. Janusz Ledwoch, He 162 'Volksjäger’, #49 Militaria, Wydawnictwo Militaria, 1997
  3. Manfred Griehl, Heinkel Strahlflugzeug He162 'Volksjäger’, Sedinger Verlag, 2007
  4. Heinkel He162 'Spatz’ V1 to A2, # 001 Detail Scale Aircraft Drawings, RV Resin, 2007
  5. Peter Diedrich, German Jet Aircraft 1939-45, Schiffer, 2001
  6. Heinkel He 162 Spatz (Volksjäger), MBI/Saggita, 2004
  7. Heinkel He162, #35 Flugzeug Profile, Flugzeug 2000
  8. Hugh Morgan, John Weal, German Jet Aces of World War 2, #17 Osprey Aircraft of the Aces, Osprey, 2000
  9. Marek J. Murawski, JG 1 'Oesau’ 1944-1945, #14 Miniatury Lotnicze, Kagero, 2003