1/48 Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) – Hasegawa #09568

Metryczka zestawu

  • Pełna nazwa zestawu: Nakajima Ki27 Type 97 Fighter (Nate) 24th Flight Regiment
  • Producent: Hasegawa
  • Nr katalogowy: 09568
  • Liczba i rodzaj elementów: 44 z jasnoszarego tworzywa, 2 przezroczyste
  • Schematy malowań:
    • 24th Flight Regiment 2nd Company, aircraft of Captain Hyoe Shironaga, Philippines, December 1941
    • 24th Flight Regiment 3rd Company, aircraft of Captain Toshio Sakagawa, Manchou, January 1940
  • Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

  • Uwagi: Dokładnie te same wypraski w różniących się graficznie pudełkach i uzupełnione o kolejne zestawy kalkomanii, ukazują się od wielu lat pod oznaczeniem: #J8, #JT24, #09822, #09741, a także kilkoma innymi numerami.

Hasegawa 09512 Hasegawa 09724
Hasegawa 09741 Hasegawa 09822

Opis szczegółowy

Wprowadzenie

Model Ki 27 Nate, protoplasty słynnej rodziny armijnych myśliwców Nakajima (Ki 43, 44 i 84), należy do grona tzw. zestawów „obowiązkowych”. Pomimo tego, niewielu producentów podjęło trud przygotowania stosownej miniatury w skali 1/48. Godna uwagi „dwudziestka siódemka” została opracowana w 1974 roku przez japońską firmę Mania (z jap. Model). Wkrótce jednak, w obliczu problemów ekonomicznych odsprzedała ona formy Hasegawie. Hasegawa jak to Hasegawa, raczy nas co kilka lat „nowością”, odgrzewając ww. wypraski w kolejnych pudłach. A zatem, pojawiają się dwa główne pytania: 1) czy ten 35-cio letni model jest w stanie obronić się na współczesnym rynku; 2) czy Hasegawa wniosła jakiś istotny wkład własny?

Opakowanie

Samego pudełka opisywać nie będę – wszyscy doskonale znamy opakowania japońskiego producenta. Ilustracja tytułowa, niezwykle barwnego egzemplarza samolotu – tym razem jakaś taka grzeczna. To pewne zaskoczenie, szczególnie w kontekście wyjątkowo bojowej kariery Ki 27, która obfitowała w wiele dramatycznych wydarzeń.
Po zdjęciu kartonowego wieka, natrafiamy na jedną „klasyczną” ramkę z drobnymi detalami oraz trzy „gałązki” z zasadniczymi elementami bryły modelu. „Gałązki”, które jakoś dziwnie kojarzą mi się ze starymi, marnej jakości shortrunami – usunąłem natychmiast, co widać na załączonych zdjęciach. Wszystkie części z jasnoszarego polistyrenu zostały przez Hasegawę zapakowane w pojedynczą, zgrzewaną torebkę foliową. Drugi, podobny woreczek zawiera nowy arkusz kalkomanii, dodatkową stronę instrukcji oraz dwie osłony kabiny: jedną do wersji wczesnej Ki 27a (Ki 27 KO) i jedną do późnej Ki 27b (Ki 27 OTSU).

Instrukcja

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Kilkustronicowa, harmonijkowa instrukcja nosi oznaczenie #J8 oraz datę 1988 r. Oznacza to ni mniej ni więcej, że wrzucono do pudła książeczkę wydrukowaną na potrzeby jednego z wcześniejszych wznowień. Nie jest to dziełem przypadku, o czym świadczy „dodatek aktualizacyjny”, ograniczony do postaci schematu malowania dwóch maszyn 24-tej Sentai. Co prawda, całkiem nowa instrukcja budowy na nic by się zdała. Dokładnie taki sam model – to przecież identyczne etapy montażu. Etapów jest zaledwie sześć i to w zupełności wystarcza. Zestaw jest dość prosty w budowie, zwiera jedynie 46 elementów, więc czytelne rysunki i tak ukazują wszystko co niezbędne.

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Schematy malowania przedstawiają maszyny o skrajnie odmiennych mundurkach: w najbardziej rozpowszechnionym malowaniu Ki 27 ( IJA Gray) oraz niezwykle rzadkim łaciatym, czterobarwnym. Wielobarwny samolot brał intensywny udział w opanowaniu Filipin, lądując już 10 grudnia 1941 roku (a nie 1940 jak błędnie podano w opisie) na świeżo zdobytych lotniskach północnego Luzonu. Maszyna doczekała się szeregu przyzwoitych fotografii archiwalnych, co dość mocno uwiarygodnia bardzo ciekawy kamuflaż. Jak zwykle u Hasegawy, wszystkie wskazane farby bazują na palecie Gunze Sangyo Aqueous Hobby Color oraz Mr.Color.

Jakość części

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Jak na prawdziwego „staruszka”, od strony technologicznej zestaw prezentuje zaskakująco wysoki poziom wykonania. Nie umiem powiedzieć na ile solidnie projekt przygotowała Mania, a ile jest w tym późniejszych zasług Hasegawy. Nigdy bowiem nie miałem w rękach „oryginału” z lat siedemdziesiątych. Dla nas jednak najważniejszy jest fakt, że wypraski są gładkie, bez znaczących przesunięć form, nadlewki występują rzadko i są niewielkie. W szczególności dotyczy to zewnętrznych powierzchni bryły. Szczęśliwie, nie odnalazłem też zapadnięć tworzywa bądź jego ubytków. Dobrze przedstawia się zagadnienie wzajemnego dopasowania elementów. Ujmując rzecz obrazowo – wrażenie, po pierwszym rzucie oka na ramki jest raczej średnie. W znacznej mierze za sprawą trącących myszką, grubych gałązek kanałów wtryskowych. Kiedy jednak pozbędziemy się tego reliktu minionej epoki, delikatnie przeszlifujemy krawędzie i złożymy bryłę „na sucho”, oczom naszym ukazuje się inny obraz. Trzymamy w rękach całkiem zgrabny, przemyślany i dobrze dopasowany model małego „Japsa”. Aby jednak nie było tak słodko zaznaczyć wypada, że wrażenie to dotyczy głównych elementów kadłuba, płatów i usterzenia. Drobne detale, to niestety inna bajka – o czym dalej.

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Wierność odwzorowania

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Nity, nity, wszędzie pełno nitów. Oto dominujące wrażenie, jakiego doświadczamy podczas wstępnego „oglądu” powierzchni modelu. Wczesne konstrukcje samolotów o aluminiowym, pracującym poszyciu, rzeczywiście posiadały niemal „artystyczną ornamentykę” nitową. Producent postanowił uwzględnić ten fakt w swoim projekcie i trzeba przyznać, że uczynił to z dużym wyczuciem. Łebki nitów odzwierciedlono jako wklęsłe, co nie jest prawidłowe konstrukcyjnie, ale znacząco ułatwia malowanie, brudzenie i ogólną ekspozycję tego niuansu na powierzchni miniatury. Szwy nitowe są niezwykle delikatne, bardzo wyraźne i równe, a co ważniejsze przebiegają we właściwych miejscach. Ciekawostką jest, że to właśnie japońskie firmy modelarskie inicjowały (już na przełomie lat ’70 i ’80 ubiegłego wieku) ten sposób odwzorowania (np.: Nichimo). Później sztuka ta została jakby zapomniana (zaniechana ?), aby w ostatnich latach powrócić z nową siłą / modą – z bardzo różnym skutkiem. W tym przypadku skutek jest jednak znakomity. W formie wypukłej wykonano natomiast łebki śrub mocujących panele dostępowe silnika i jego osprzętu. Krawędzie styku blach na wszystkich powierzchniach są wklęsłe, równiutkie i delikatne, a przy tym ciekawie zróżnicowane co do szerokości. Daje to niezły efekt wizualny, który również dodaje smaczku. Powodu do narzekania nie generuje także sposób przedstawienia powierzchni oryginalnie krytych płótnem. Troszkę za słabo zaznaczono tu linie podziału lotek i sterów, na styku z płatami i statecznikami. Problem ten nie dotknie miłośników „uruchamiania” sterów, pozostali zaś koledzy zawsze mogą pogłębić/poszerzyć linie, jeśli uznają to za stosowne.

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Obrazu zewnętrznego odwzorowania dopełniają alternatywne osłony kabiny. Producent zadbał zarówno o wersję wczesną jak i późną tego elementu. Choć pudełkowe malowania dotyczą jedynie Ki 27 OTSU nie jest powiedziane, że musimy kurczowo trzymać się tej propozycji. Wczesny model osłony, może okazać się przydatny. Oba „szkła” posiadają elegancko wykonane ramy, co podnosi estetykę oraz ułatwia maskowanie i malowanie. Minusem jest fakt, że każda z osłon stanowi pojedynczy, „monolityczny” detal.

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Zgodność wymiarowa

Kolejny fragment układanki godny pochwały. Jak wykazała „analiza porównawcza” model leży w planach niemal dokładnie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Parametry i geometria kadłuba są idealne, kształt skrzydeł również. Rozpiętość płatów przekracza rysunki planów o niecały 1 mm (po 0,5 mm na stronę), co jest całkowicie pomijalne. Doskonale odtworzono położenie linii podziału blach oraz przebieg ściegów nitowych (oczywiście z pewnymi, drobnymi uproszczeniami). Cały obrys bryły zgadza się z dostępną dokumentacją i jedynie ster kierunku jest minimalnie za szeroki. Można to jednak skorygować bez specjalnych problemów. Jedyny błąd jaki udało mi się „namierzyć”, dotyczy przebiegu linii styku oprofilowania skrzydło-kadłub z górną powierzchnią płatów. W modelu linia ta biegnie po lekkim łuku, podczas gdy rysunki sugerują prostą. Niestety, fotografie potwierdzają wersję rysunkową, co widać wyraźnie choćby po kształcie „dywanika” przeciwpoślizgowego na lewym skrzydle. Ten mankament nie będzie łatwy do wyeliminowana. Samo szpachlowanie, szlifowanie i trasowanie połączenia jeszcze problemu nie stanowi. Natomiast konieczność odtworzenia zatartych przy tej operacji linii nitów, należy do gatunku modelarskiego hard core, zwłaszcza że obszar jest trudno dostępny dla nitowadeł. Konieczność odtworzenia zatartych nitów w Ki 27 pojawia się co prawda na każdym połączeniu elementów bryły, ale przy ostrożnym użyciu klejów wnikających i/lub klejów CA wspartych Debonderem – zakres niezbędnej rekonstrukcji możemy ograniczyć do minimum. Cóż, taka jest mroczna strona pieczołowicie odtworzonej faktury.

Wyposażenie

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Powyższe akapity, w zasadzie wyczerpują zakres pochwał należnych miniaturze. Sięgając do wnętrza powinienem skupić się na „drobnych detalach”. Bliższe prawdy jest jednak brutalne, acz stosowne określenie – „plastikowe bebechy”. Z technicznego punktu widzenia elementy są odlane czysto i bez przesunięć. Cóż jednak z tego, skoro cechuje je nieforemność, grubość i ogólna „ciastowatość” wyrazu. Prawdziwy topór wbity w nasz modelarski stół. Faktura ścianek kokpitu (odlana na wewnętrznych powierzchniach połówek kadłuba), wita modelarza wzmocnieniami godnymi sztachet z solidnego płotu, dodatkowo uzupełnionymi o kilka „pięknych” blizn po wypychaczach. O przydatności fotela, orczyka, czy drążka nawet nie będę próbował wyrokować. Ze wszystkich wewnętrznych drobiazgów, broni się jedynie miniatura silnika, a i to głównie za sprawą chłodnicy, która w znacznej mierze go zasłania. Wydaje się, jakby ramka z drobnicą należała do zupełnie innego zestawu, co ku naszemu utrapieniu, niestety nie jest prawdą.

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Lepiej prezentują się drobiazgi zewnętrzne. Ładnie wykonano osłony podwozia stałego. Koła są takie sobie, z paskudnymi felgami, jednak po ich zamontowaniu w oprofilowaniach widać jedynie fragmenty opon. Jakoś ujdzie. Ciekawym i dość istotnym elementem, są dodatkowe zbiorniki paliwa. Wadą Ki 27 był stosukowo mały zasięg (ok. 625 km). Akcje w osłonie bombowców nad rozległymi obszarami Chin, a w szczególności przerzut maszyn z Tajwanu na Filipiny, powodował konieczność ich stosowania. Dwa dodatkowe „baki”, po 133 litry paliwa każdy, zwiększały ten parametr o dodatkowe 470 km. Nate ze zbiornikami wygląda interesująco. Same elementy dobrze pasują do spodu płatów i posiadają delikatną siatkę nitów. Plany samolotu wskazują jednak, ze nitów być nie powinno. Zaznaczam do ew. indywidualnego sprawdzenia poprawności odwzorowania – na tym etapie, nie miałem już siły ani chęci szukać wyjaśnienia.

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Kontrast pomiędzy jakością odtworzenia wnętrza i zewnętrza modelu, doprowadził mnie do pewnych refleksji. Jeśli wykorzystamy „atut” w postaci jednolitej osłony kabiny (jej pocięcie nic nie da, zważywszy grubość ścianek), wnętrze ciasnego kokpitu będzie prawie całkiem niewidoczne. Tym samym, staranne sklejenie, pomalowanie i wykończenie modelu, pozwoli pozyskać kolejną piękną miniaturę do naszej kolekcji. Jeśli natomiast uprzemy się na wersję „otwartą”, czeka nas wiele stresującej pracy twórczej + ewentualnie dodatkowy wydatek na zestawy do waloryzacji (całkowitej wymiany sekcji wewnętrznych).

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate) Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Kalkomanie

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Kalkomanie, stanowią główną (jedyną?) realną nowinkę zestawu. Co by nie myśleć o takim „kreowaniu nowości” przez Hasegawę, arkusz jest zdecydowanie atrakcyjny. Nasycenie barw, czystość wydruku i poprawność merytoryczna – są wysokie. Bardzo dobrze przedstawiają się także właściwości mechaniczne naklejek. Od pewnego czasu producent stosuje bowiem zupełnie inny nośnik, cienki i doskonale wnikający we wszelkie zagłębienia. Tu jedna uwaga – doszły mnie słuchy, że ten nowy rodzaj filmu dość drastycznie reaguje na popularne płyny Gunze Sagnyo Mr.Mark Setter / Mr.Mark Softer. Sprawdziłem doświadczalnie i faktycznie stopień „zmarszczenia” kalkomanii w wyniku działania ww. płynów jest spory, a po wyschnięciu nie zawsze przybiera oczekiwaną postać. Dla pewności, dobrze jest więc trochę obniżyć stężenie oryginalnego specyfiku, co skutecznie rozwiązuje problem.

Nakajima Ki 27 Type 97 Fighter (Nate)

Standardowa symbolika określająca przynależność samolotu do 24-tej Sentai, obejmowała dwa szersze pasy na stateczniku pionowym oraz cztery węższe na sterze kierunku. Pasy te malowane były w barwach poszczególnych Chutai (2 Chutai – czerwoną, a 3 Chitai – żółtą farbą, zgodnie z przyjętą w IJAAF systematyką). Dokładnie taki obraz znajdujemy na załączonej kalkomanii + ukośne pasy na usterzeniu poziomym, identyfikujące maszyny dowódców Chutai. Ciekawostką jest fakt, że czterokolorowa maszyna z Filipin, posiadała układ: 1 pas szeroki i 5 wąskich. Nie udało mi się odszukać informacji dot. tej modyfikacji oznakowania. Grunt, że naklejki pozostają „w zgodzie” z dokumentacją fotograficzną. Podobnie rzecz się ma z poprawnością sugerowanego układu plam kamuflujących. Pewną niewiadomą stanowi natomiast informacja, że barwną maszyną latał kpt. Hyoe Shironaga. Według dostępnej literatury, pilotem tej Nate oraz dowódcą 2 Chutai podczas operacji filipińskiej był – kpt. Hyoe Yonaga. Biorąc pod uwagę zbieżność daty, stopnia, funkcji a nawet imienia przypuszczam, że różnica bierze się z błędnego tłumaczenia pierwszej części nazwiska pilota.
Na marginesie – inwazja Filipin stanowiła łabędzi śpiew maszyn Ki 27 w barwach 24 Sentai. Większe starcia z samolotami amerykańskimi trwały przez dwa tygodnie, czyli do 25 grudnia 1941 r. Kolejne 10 dni upłynęło gł. na misjach patrolowych i wsparciu wojsk lądowych. W pierwszych dniach stycznia 1942 jednostkę wycofano, całkowicie przezbrojono w myśliwce Ki 43-I Hayabusa i ponownie skierowano na „macierzyste lotniska” w Mandżurii i Chinach.

Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu

Wymianę lub waloryzację najmniej udanych elementów zestawu, zapewnić nam mogą następujące zestawy wzbogacające:

  • Eduard (48264) — Ki 27 Nate PE Detail Set
  • True Details (48096) — Ki 27 Nate Wheels & Struts Set
  • True Details (48464) — Ki 27 Nate Cockpit Detail Set
  • Squadron (SQ9601) — Nakajima Ki 27 Canopy (vacu)
  • Falcon (No 34) — IJAAF WWII Clear-Vax Canopies

Użyteczne okazać się mogą również maski wspomagające proces malowania:

  • Eduard (EX 086) — Ki 27 Nate Mask
  • Montex (MM 48194) — Ki 27 Nate Maxi Mask
  • Montex (SM 48194) — Ki 27 Nate Mini Mask

Podsumowanie

Bohater niniejszej recenzji, to klasyczny plastikowy Jeckyll & Hyde. Z zewnątrz elegancki, a w środku istne monstrum. Z perspektywy 35 lat rynkowego żywota broni się dzielnie, choć wydatnie pomaga w tym całkowity brak konkurencyjnych zestawów małej Nakajima w skali 1/48. Jest to z całą pewnością wielkie osiągnięcie projektantów, nieistniejącej od dawna firmy Mania. Nie mniej jednak, złości konieczność wykonania pracy od podstaw, w przypadku otwarcia kabiny. Niby nie takie to ważne, ale po przejrzeniu blisko 200 zdjęć archiwalnych, znalazłem jedynie 8 sztuk (słownie: osiem), na których Ki 27 ma zamkniętą limuzynę osłony. Japońscy piloci (podobnie jak ich koledzy w innych siłach powietrznych świata tego okresu), zwyczajnie nie uznawali latania w „zamkniętych trumnach” i „bez widoczności”.
Tyle odpowiedzi na pierwsze pytanie postawione we wstępie artykułu. Pozostaje pytanie nr 2, czyli – udział Hasegawy. Nie można jej zarzucić braku dbałości o jakość wyprasek. Wyraźnie widać znaczne, okresowe regeneracje form. Zarazem jednak, odnotować należy całkowity brak koniecznych modyfikacji. Błagająca o emeryturę ramka z detalami, nigdy nie została wymieniona na nową. Można to było gładko przeprowadzić, pozostawiając modelarzom jedynie korektę faktury burt kokpitu. Całkiem prostą operacją byłaby wymiana mini-rameczki ze „szkłem”, na zawierającą elementy równie klarowne, lecz dzielone i cienkościenne, jak przystało na XXI wiek. Zamiast tego Hasegawa pakuje w pudła jak leci, wręcz od niechcenia dorzucając jedną, nową kartkę ze schematem i kolejny, niewielki arkusz kalkomanii. Innymi słowy postanowiono nadal eksploatować (doić ?) unikalny temat, przy praktycznie zerowej inwestycji. Cena rzędu 120-130 PLN za ten zestaw (przed ostatnim wzrostem kursów walut), to bezczelne nabijanie w butelkę. Przełkną ją jedynie wyjątkowi koneserzy, zdeterminowani kolekcjonerzy, bądź prawdziwi fanatycy. Młodsi adepci modelarstwa nabędą za tę kwotę dwa, a może nawet trzy o niebo lepsze modele, tyle że innych samolotów (i firm), głośno gwiżdżąc na podobne „nowości” japońskiego potentata. Moim zdaniem (a mam podstawy sadzić, że nie tylko moim), jak na czołowego i uznanego producenta – zwyczajnie WSTYD.

Literatura

  1. Leszek A. Wieliczko / Zygmunt Szeremeta Nakajima Ki 27 Nate Monografie, Oficyna Wydawnicza Kagero, Lublin 2004
  2. Henry Sakaida Japanese Army Air Force Aces 1937-45, #13 Aircraft of the Aces, Osprey Publishing, Londyn 1997
  3. Robert C. Mikesh / Shorzoe Abe Japanese Aircraft 1910-1941, Naval Institute Press, Annapolis, USA 1990
  4. Army Type 97 Fighter, #29 Famous Airplanes of the World, Bunrin-Do Co. Ltd. Tokyo 1991
  5. Rene J. Francillon Japanese Aircraft of the Pacific War, Putnam & Company, 1979
  6. Tadeusz Januszewski, Lotnicy śmierci i ich samoloty, Wydawnictwo Lampart, Warszawa 1993