1/48 Focke-Wulf Ta 152H-1 – Dragon #5501

Dragon 5501

Metryczka zestawu

  • Pełna nazwa zestawu: Focke-Wulf Ta 152H-1
  • Producent: Dragon
  • Nr katalogowy: 5501
  • Liczba i rodzaj elementów: 125 z jasnoszarego tworzywa, 5 przezroczystych, dwie małe blaszki fototrawione z 19 detalami
  • Schematy malowań:
    • Ta 152H-1, W.Nr. 150 017, zielona „3”, Niemcy 1945; schemat malowania: jasno szaroniebieski, oliwkowo zielony, ciemno zielony
    • Ta 152H-1, W.Nr 150 152, Niemcy 1945; schemat malowania: j.w.

    Focke-Wulf Ta 152H-1

  • Uwagi: Model wyprodukowany z form pozyskanych od firmy TriMaster. Przez pewien czas oferowany również przez Italeri #861, a także Hasegawę pod numerem katalogowym #Jx2. Niedawno wznowiony przez Dragona jako #5539 (produkt DX’08).
    Dragon 5539 Italeri 861

Opis szczegółowy

Wprowadzenie

Model będący bohaterem niniejszej recenzji jest od 20 lat (!) jedyną, wtryskową miniaturą „Tanka 152” w skali 1/48. Zestaw zaprojektowany przez TriMaster, bogato rozdetalowany, wyposażony w elementy z białego metalu oraz „fototrawionki”, należał do prekursorskich produkcji klasy „Hi-Tech”. Po przejęciu form przez Dragona oraz wymianie elementów metalowych na plastikowe, rozpoczął swój rynkowy żywot „w barwach” DML około roku 1990. Po incydentalnych przepakach Italeri i Hasegawy (nie zawierających blaszek), jesienią 2008 r. ponownie zawitał na półki sklepów modelarskich, jako najświeższe wznowienie Dragona.

Opakowanie

Pudełko, stanowiące wymiarowy i jakościowy standard Dragona wita nas rysunkiem „długonosego” i „długoskrzydłego” Focke-Wulfa na tle chmur kłębiących się nad Trzecią Rzeszą. Wielce symptomatyczny obraz ostatnich miesięcy wojny. Pomimo ogromnej (jak na miniaturę jednosilnikowego myśliwca) liczby części, w obszernym wnętrzu opakowania nie panuje ścisk. To dobra wiadomość z punktu widzenia bezpieczeństwa zawartości. Kilka zgrzewanych, foliowych woreczków skrywa plastikowe ramki oraz arkusz kalkomanii. Dwie kolejne małe torebeczki, zawierające detale fototrawione, zostały profilaktycznie umocowane zszywkami do kartonowej rozpórki „wanny” opakowania. Oczywiście nie mogło zabraknąć również instrukcji budowy zestawu.

Instrukcja

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Harmonijkowa broszurka stanowiąca instrukcję, obejmuje swoim zakresem: krótką notkę o historii konstrukcji, rozrysowanie ramek zestawu, schemat malowania wraz ze zbiorczą tabelą barw wg. Gunze Sangyo Aqueous Hobby Colour, Gunze Sangyo Mr. Colour oraz Italeri, rysunki kolejnych etapów budowy. Ten ostatni element jest szczególnie ważny, za sprawą bogato wyposażonego wnętrza modelu. Rysunki nie są zbyt duże, ale na tyle czytelne, że nie powinniśmy mieć większych problemów z ich „rozszyfrowaniem”.
Z zadowoleniem odnotowałem także, że choć zestaw nie zawiera drucików do „okablowania” silnika, w instrukcji pojawia się kilka rysunków ilustrujących rozmieszczenie takowych przewodów. Spore ułatwienie dla wszystkich odbiorców, którzy nie mają ochoty na mozolne poszukiwanie szczegółowych informacji w tym zakresie. Bardzo dobrze przedstawia się również temat kolorystyki wnętrza. Każdy najmniejszy detal kokpitu, przedziału silnikowego, czy podwozia został drobiazgowo opisany odpowiednią barwą. Co prawda można mieć pewne wątpliwości co do sugerowanych odcieni, samo jednak podejście do zagadnienia zdecydowanie zasługuje na pochwałę.

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Schemat malowania — hmmm — tu kosa trafia na kamień. Rysunki „Tanka” w czterech rzutach obrazują jedynie maszynę o numerze taktycznym „3”, bez jakichkolwiek danych o jednostce, czy pilocie. Wątpliwości jest sporo, co widać choćby po ilości opcji wskazanych w instrukcji oznakowania — jest ich aż 26 !
Powodem takiej sytuacji jest fakt, że w chwili opracowywania zestawu wiele informacji dotyczących Ta 152H było jeszcze niedostępnych. Na podstawie najnowszych opracowań tematycznych ustaliłem, że samolot W.Nr.150017, zielona „3”, przynależał do Stab./JG 301, czyli eskadry sztabowej 301-go Pułku Myśliwskiego wchodzącego w skład jednostek Obrony Rzeszy. Schemat ukazuje malowanie samolotu z końca kwietnia 1945 r. podczas operacji z lotniska Alteno. Pilotem tej maszyny był Ofw. Josef Keil, jedyny pilot Luftwaffe, który uzyskał tytuł Asa na Ta 152H. Sugerowany przez Dragona rozkład plam kamuflażu jest w zasadzie poprawny, choć do jego właściwego unaocznienia, niezbędna jest barwna plansza o wysokiej jakości druku. Innymi słowy konieczne jest sięgnięcie po dodatkowe materiały, których na szczęście nie brakuje.
Przy tej okazji wyjaśnimy także większość ze wspomnianych 26-ciu zagadek (opcji) jak np. tę, że na zielonej „3” numer seryjny został zamalowany. Wskazane barwy kamuflażu traktować należy jako mocno przybliżone. Być może 20 lat temu były to jedyne „odpowiedniki”, choć z tym IJN Gray na dolnych powierzchniach, to lekka przesada. W chwili obecnej, bazując na zdecydowanie szerszej ofercie producentów farb, powinniśmy raczej poszukiwać zestawu RLM 76/82/83 (względnie RLM 76/81/82).

Jakość części

Mój „osobisty” zestaw #5501 pochodzi z „pierwszego tłoczenia”, czyli z 1991 roku. Na tej podstawie trudno wyrokować o jakości zestawów Ta 152 w późniejszym okresie produkcji. Niemniej wypraski robią bardzo dobre wrażenie. Powierzchnie zewnętrzne są gładkie, nadlewki plastiku występują w incydentalnej postaci, nie odnotowałem śladów przesunięć form. Nie brakuje natomiast śladów po wypychaczach. Liczna ich grupa ulokowana została w mało strategicznych punktach. Niestety są i takie, które ewidentnie wymagają usunięcia i na dodatek operacja ta wygeneruje konieczność odtworzenia uszkodzonej faktury.

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Oszklenie — tu obok celownika i świateł pozycyjnych otrzymujemy dwa główne detale: wiatrochron i limuzynę. Ta ostatnia wykonana jest wspaniale — krystalicznie przejrzysta, o cienkich ściankach. Tworzywo odlane zostało bardzo równo, co eliminuje zniekształcenia obrazu wnętrza przez zjawisko soczewki. Duuuży plus. Dla odmiany, wiatrochron wykazuje jakieś dziwne zmatowienia. Dość zaskakujące, jak na miniaturę elementu wykonanego oryginalnie z trzech arkuszy, całkowicie płaskiego szkła pancernego. Przyda się „kąpiel” w płynie Future.
Składalność — od razu warto zaznaczyć, że nie jest to model o perfekcyjnie dopasowanych częściach. Dragon nigdy nie słynął z „wybitnej składalności”, a nasz bohater należy do grupy jego wcześniejszych produktów i do tego jest pierwszym zestawem DML wykonanym z form TriMastera. Focke-Wulfy 190 (różnych wersji) zawsze sprawiały problemy wytwórcom. W szczególności newralgicznym miejscem, jest punkt styku dolnej sekcji osłon silnika z nasadą płata oraz łączenia skrzydło-kadłub. Nie do końca poradziła sobie z tym Tamiya, troszkę lepiej Hasegawa, dopiero Eduard odniósł pewien sukces. Wszystkie te modele są jednak o 10-15 lat młodsze od Ta 152H-1 Dragona. Dużo uwagi i cierpliwości poświęcić także musimy odpowiedniemu klejeniu górnych i dolnych połówek skrzydeł. Za sprawą wyjątkowo wąskich i długich płatów (piloci nazywali „Tanki 152” — szybowcami), nie trudno o ich zwichrowanie, a tym samym zaburzenie geometrii płatowca. Obrazu całości dopełnia wysoki poziom komplikacji, wynikający z bogactwa „drobiazgów”. Nie zamierzam demonizować problemu, należy jednak mieć świadomość, że czeka nas dość trudna i wymagająca budowa.

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Wierność odwzorowania

Sposób odwzorowania faktury powierzchni — jak na dość leciwy już zestaw — jest całkiem niezły. Co prawda, nie znajdziemy osobno wykonanych klap, lotek, czy sterów, ale linie styku powierzchni „stałych” i „ruchomych” posiadają zaznaczenie charakterystycznych zaokrągleń w przypadku tych ostatnich. Ładnie wykonane zostały linie podziału blach oraz licznych paneli dostępowych. Wszystkie one są wgłębne, delikatne i równe. Co ważniejsze, nie odnotowałem ich zanikania, na powierzchniach o skomplikowanej geometrii, co się Dragonowi chwali. Gdzieniegdzie pojawiają się także stosowne przetłoczenia i wypukłe wzmocnienia, co również jest prawidłowe. Inaczej przedstawia się natomiast zagadnienie faktury sterów i lotek. Nie chodzi o sposób ukazania płótna, gdyż to — jakie by nie było — zawsze znajduje zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Rzecz w tym, że wszystkie wersje Fw 190 posiadały charakterystyczne prostokątne otwory, wynikające ze sposobu ażurowania drewnianej konstrukcji wewnętrznej powierzchni sterowych. W modelu natomiast mamy równiutkie rzędy drobnych żeberek opiętych materiałem, co jest z natury rzeczy niezgodne z rzeczywistością. Ewidentny minus.

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Zdecydowanym plusem jest za to możliwość wykonania miniatury „Tanka” w konwencji „zamkniętej”, lub z otwartym przedziałem silnikowym. Wypraski połówek kadłuba posiadają zamknięte osłony i dla ekspozycji silnika, musimy je odciąć. Tu warto nadmienić, że na okoliczność wersji „otwartej” zestaw zawiera nowe, oddzielnie odlane osłony (wraz z zaznaczeniem ich wewnętrznej faktury). Nie musimy więc przejmować się uszkodzeniem powierzchni odcinanych elementów. Ponadto, grubość ścianek kadłuba „pod” liniami cięcia, jest znacznie mniejsza, co zdecydowanie ułatwia cały proces.

Zgodność wymiarowa

Porównania wymiarów głównej bryły modelu, dokonałem przy użyciu najłatwiej dostępnych na rodzimym rynku monografii: AJ-Press (przeskalowanej z 1/72) oraz Kagero (oryginalnie 1/48). Konfrontacja wypadła pozytywnie. Zarówno długość jak i rozpiętość „Tanka” dokładnie odpowiada skali. Płaty i stateczniki poziome niemal idealnie „leżą” w planach. Troszkę gorzej przedstawia się przekrój wzdłużny kadłuba, ale i tu odchyłki nie przekraczają 0,5 mm przy równoczesnym zachowaniu proporcji. Jedynym fragmentem do którego można się przyczepić, jest statecznik pionowy — za niski o ok. 2 mm w swej górnej części. Również przebieg linii podziału blach powinien w zupełności usatysfakcjonować większość odbiorców Oczywiście nie wszystko jest „jak z bajki”. Nie do końca prawidłowy jest kształt owalnej pokrywy luku na spodzie kadłuba (przypadłość niemal wszystkich modeli rodziny Fw 190), punkt mocowania anteny radiowej nadmiernie przesunięto ku przodowi, błędny jest kształt otworów wyrzutników łusek skrzydłowych działek, etc. Krytycznym okiem wypatrzymy jeszcze kilka podobnych nieprawidłowości. W gruncie rzeczy są to jednak drobiazgi, w zdecydowanej większości łatwe do poprawienia.

Wyposażenie

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Tę część relacji zazwyczaj otwiera opis wnętrza kabiny. W przypadku Ta 152 gwoździem programu jest bezapelacyjnie miniatura silnika. Cały zespół składa się z imponującej liczby około 35 detali. Łoże, osprzęt i instalacja kadłubowego działka, zwiększają tę ilość o kolejne kilkanaście elementów. Poważne rozdrobnienie, stanowczo nie jest zimno skalkulowanym działaniem marketingowym. Projektanci dobrze ocenili ograniczenia technologii wtrysku oraz spadek jakości odwzorowania, nieunikniony w przypadku większych modułów. Efektem ich działań, jest jedna z najlepiej wykonanych plastikowych replik silnika, jakie kiedykolwiek widziałem. Po prawie 20 latach od premiery zestawu TriMaster, niewiele czołowych firm może się pochwalić instalacją o porównywalnej jakości. Zdeklarowanych przeciwników otwierania kadłuba ucieszy natomiast fakt, że miniaturę jednostki napędowej możemy wyeksponować obok modelu, na specjalnie przygotowany stelażu. Przyznam, że tematyka osprzętu lotniskowego Luftwaffe jest mi słabo znana i nie umiem potwierdzić merytorycznej poprawności wykonania tegoż stelaża. Wygląda on na jakąś ramę czy też klatkę, służącą zabezpieczeniu silnika podczas transportu z fabryki do jednostki. W każdym razie — jest.

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Detale wnętrza kokpitu prezentują się nie gorzej od wyżej wymienionych. Całość składa się bardzo łatwo z około 20 elementów (wliczając kilka fototrawionych). W świetle załączonej blaszki, dziwić może jedynie brak trawionej tablicy przyrządów pokładowych oraz pedałów orczyka, które w tej formie zazwyczaj wyglądają lepiej od plastikowych „oryginałów”. Można było je umieścić zamiast zupełnie chybionych (nienaturalnie płaskich) anten urządzeń radiowych. Uwag krytycznych nie generuje natomiast sposób odtworzenia wnęk i mechaniki podwozia. Jedyne uzupełnienia sprowadzą się do ewentualnego, samodzielnego wykonania przewodów instalacji hydraulicznej oraz liki wciągania kółka ogonowego.

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Kalkomanie

Focke-Wulf Ta 152H-1

Arkusz kalkomanii zawiera sporo naklejek. Ze względu na wspomniane wcześniej niejasności co do rzeczywistego wyglądu poszczególnych symboli i znaków, wiele z nich wydrukowano w opcjonalnych formach. Z tego samego powodu burtowe cyfry 3 i 4, przedstawione zostały zapobiegawczo również w kolorze żółtym i czerwonym. O ile zielone numery Stab./JG 301 bronią się w świetle znanych archiwaliów, o tyle samolotów oznaczonych pozostałymi barwami nie udało mi się „namierzyć”.
W sposób typowy dla produktów lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, nie wydrukowano „ogonowych” swastyk. Kalkomanie załączane przez Dragona przeważnie legitymują się wysokim poziomem wykonania. Dotyczy to zarówno nasycenia barw, jak i czystości druku. Nie inaczej jest i tym razem. Właściwości mechanicznych naklejek nie sprawdzałem.

Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1 Focke-Wulf Ta 152H-1

Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu

Producenci dodatków niespecjalnie „przejęli się” zestawem Dragona, dedykując mu jedynie nieliczne uzupełnienia:

  • Eduard (48 296) — Ta 152H-1 Photo Etched Set for Dragon
  • Eduard (FE 113) — Ta 152H Photo Etched Set – Zoom for Italeri
  • Eduard (EX 120) — Ta 152 Mask
  • True Details(48033) — Ta 152 Wheel Set
  • Aires (4005) — Jumo 213 Engine Set
  • Fusion (FUS 4806) — Ta 152C Conversion Set

Podsumowanie

Bardzo dobry i szczegółowy produkt, choć niekoniecznie łatwy w montażu. Budując model z myślą o startach w konkursach, przyjdzie nam to i owo poprawić lub uzupełnić. Nie mniej, planując pracę „dla frajdy” i uzupełnienia domowej kolekcji, usunięcie większość opisanych mankamentów można sobie swobodnie darować. Ogólnej oceny nie umniejsza fakt, że jest to obecnie jedyny wtryskowy zestaw Ta 152 dostępny na naszym rynku. W najbliższym czasie trudno oczekiwać jego miniatur w wykonaniu innych producentów, choć Trumpeter, czy HobbyBoss bywają nieobliczalni. Niespodziankę może także sprawić Eduard już szykujący kontynuację „krótkich sto dziewięćdziesiątek” o długonose D-9, 11 i 13. Może więc za 2-3 lata doczekamy się czeskiego „Tanka”. Któż bowiem oprze się budowie modelu samolotu, który będąc optymalizowanym do działań na wysokich pułapach, okazał się śmiertelnie niebezpieczny również na średnich i małych wysokościach. Samolotu, który deklasował nie tylko słynne Thunderbolty, Spitfire XIV i Jak-9, ale także takie ikony jak: P-51D Mustang, czy Hawker Tempest V. Myśliwca, którego piloci Luftwaffe tego okresu, zgodnie określali mianem „najlepszej polisy ubezpieczeniowej na życie”.

Tytułem zakończenia

Powyższa relacja byłaby niepełna gdyby nie odnosiła się słowem do zawartości ostatniego wznowienia o długim i skomplikowanym tytule: Focke-Wulf Ta 152H-0, Oberfeldwebel „Willi Reschke”, Geschwaderstab JG-301, Germany 1945. W stosunku do wyżej opisanego modelu, różnice są wybitnie kosmetyczne. Zmianie uległa „wtępka” instrukcji opisująca życiorys tytułowego pilota, a nie historię konstrukcji jak poprzednio. Wymieniono również kartkę zawierającą schemat malowania. Bez zmian została mocno „naciągana”, zbiorcza tabela niezbędnych farb. Nowy arkusz kalkomanii pozwala wykonać „Tanka” z burtowymi: zieloną „1” oraz zieloną „9”. Geometria „9” jest niestety błędna, a barwa zielona posiada jakiś dziwaczny odcień. Brak też numeru seryjnego W.Nr 150 168 widniejącego na szczycie statecznika pionowego zielonej „9” Williego Reschke. Pojawiła się natomiast swastyka, którą musimy posklejać z dwóch „łamańców”. Dość kuriozalne podejście do tematu, na zasadzie — jest, a jakoby jej nie było. Zbędna hipokryzja. W obszarze części modelu nie zmieniło się nic. Na uwagę zasługuje jednak wysoka jakość elementów. Może to oznaczać, że podczas trwającej kilka lat przerwy w produkcji, formy zostały istotnie zregenerowane (choć bez dokonywania modyfikacji). Ostatnia uwaga dotyczy wersji „Tanka”. Zdobiąca nowe pudełko zielona „1” rzeczywiście podejrzewana jest o wersję H-0. Natomiast „9”, w świetle dokumentów archiwalnych to Ta 152H-1. Oba warianty różniły się nieznacznie. H-1 posiadał w zewnętrznych sekcjach płatów dodatkowe, miękkie zbiorniki paliwa. Z tego powodu „rysunek” linii podziału blach w środkowej części skrzydeł jest inny dla H-0, a inny dla H-1. Tego niuansu Dragon nie uwzględnił, oferując płaty jedynie dla wersji H-1, czyli dokładnie takie same jak w przypadku zestawu #5501.

Literatura:

  1. Marian Krzyżan Fw 190D & Ta 152, #21 Monografie Lotnicze, AJ-Press, Gdynia 1995
  2. Krzysztof Janowicz Focke-Wulf 190 vol. IV, #5 Monografie, Kagero, Lublin 2004
  3. Heinz J. Nowarra Focke-Wulf Ta152, Aircraft &Legend, Haynes Publishing, 1990
  4. Malcolm V. Lowe Focke-Wulf Ta152, 4+ Publication, 2008
  5. Claes Sundin/Christer Bergstrom Luftwaffe Fighter Aircraft in Profile, Shiffer Military History, 1997
  6. Dietmar Harmann Focke-Wulf Ta 152 The Story of the Luftwaffe’s Lat-War Hight-Altitude Fighter
  7. Anthony Shennan/Geoffrey Pentland Focke-Wulf Fw 190 & T 152 Described Part II, Kookabura, 1969
  8. Marek Murawski Samoloty Luftwaffe 1933-1945, Tom I, Wydawnictwo Lampart, Warszawa 1999
  9. Peter Neuwerth/Marek Murawski JG 301 'Wilde Sau’, #19 Miniatury Lotnicze, Kagero, Lublin 2003
  10. Willi Reshke Jagdgeshwader 301/302 'Wilde Sau’, Stuttgart 1998