ILA Berlin 2008

W tym roku , po raz pierwszy miałem okazje brać udział w Międzynarodowych Pokazach Lotniczych ILA 2008 pod Berlinem. Część przeznaczona dla udziału publiczności trwała od 30.05 do 01.06.2008. Wcześniej przez 3 dni odbywały się Targi Lotnicze.
Wraz z dwójką kolegów zdecydowaliśmy że najlepszym dniem będzie pierwszy dzień pokazów czyli piątek, z nadzieją ze będzie trochę luźniej. A o tym jak się myliliśmy (albo i nie) będzie trochę później.
Czekała nas droga 400km głównie autostradą, więc wyjazd 5 rano był rozsądną porą.
Już kilkanaście kilometrów przed celem zobaczyliśmy ustawione na autostradzie drogowskazy, które zaprowadziły nas do celu. Na miejscu byliśmy kilka minut przed 10-tą, tzn. chwilę przed otwarciem. Duży plus dla organizatorów należy się za ogromny parking dla aut mogący pewnie pomieścić grubo ponad tysiąc pojazdów. Cieszyliśmy się również z bardzo ładnej pogody, ale to już raczej nie była zasługa organizatorów.
Po zaparkowaniu ustawiliśmy się w kolejce po bilety (kas było ok. 20) i po 15-20 minutach za jedyne 17 „ojro” staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami wejściówek. Miny jednak szybko nam zrzedły, gdyż za kasami trafiliśmy na tłumy czekające w kilkunastu kolejkach do wejścia przez kolejne bramki, w których kontrolowano czy nie wnosi się niebezpiecznych przedmiotów. Tutaj czas jakby się zatrzymał. W pełnym słońcu czekaliśmy ponad godzinkę na tą kontrole, a jedyną pociechą były przelatujące co chwila nad naszymi głowami samoloty rozpoczynające pokazy. Ta godzina była naprawdę owocna i nie jeden airshow by się jej nie powstydził. Widzieliśmy grupę samolotów Tornado, później Eurofighter’y z Phantom’em II, chwile później przeleciały Huey’e, a w oddali tańczył w powietrzu CH-53GS. Dla odmiany po parunastu minutach w powietrzu pojawiła się Catalina. Ale największą atrakcją tego czasu było parokrotne pojawienie się nad naszymi głowami C-17 Globmaster’a, którego później mieliśmy okazję zobaczyć z bliska.
Po kontroli czekała nas kolejna kolejka do autobusów dowożących widzów na teren pokazów. Tutaj czekaliśmy tylko 20-25 minut, co było chwilą w porównaniu do poprzedniego czekania. A że niespodziewanie spotkałem znajomych, to czas upłynął nam jeszcze szybciej. Te dwie godziny oczekiwań, jak się później okazało, zostało nam sowicie wynagrodzonych tym co zobaczyliśmy po przekroczeniu „bramy” wejściowej.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Na dzień dobry polski akcent (jeden z nielicznych) MiG-29 o numerze bocznym 105. A następnie naszym oczom ukazał się plac pełen samolotów i helikopterów. Wybaczcie ale mogę nie zachowac kolejności w jakiej widziałem poszczególne maszyny, a było tego naprawdę dużo i nawet nie będę starał się wszystkiego wymienić. Listę tego co było można znaleźć na stronie internetowej pokazów. Z maszyn będących w kręgu mojego zainteresowania nie znalazłem tylko MH-60 Pave Hawk.
A pierwszym samolotem jaki zobaczyliśmy w powietrzu będąc już na terenie pokazów był „cadilac przestworzy” czyli P-51 Mustang, który z głośnym warkotem silnika ostro wzbił się w górę, a następnie wykonał kilka powietrznych ewolucji.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Przedzierając się przez tłumy widzów, którzy coraz liczniej pojawiali się z każdą chwila mijaliśmy takie konstrukcje jak C-47 Dakota w kamuflażu brytyjskim z okresu WWII, trzysilnikowego Dorniera Do 24 oraz B-25 święcącego jak srebrne lustro w barwach „Red Bull”.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Tą ostatnią maszynę mieliśmy również, dużo później, okazję podziwiać w podniebnych akrobacjach. Dalej dotarliśmy do Sea Kinga Mk.41, Eurocoptera Tigera i NH-90, CH-53GS oraz Tornado. Tu spędziliśmy więcej czasu na podziwianie maszyn i dużą ilość fotografii. Tymczasem prawie nad naszymi głowami przeleciała grupa ok. 15 helikopterów niemieckiego lotnictwa.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Nad tym wszystkim niepodzielnie górował, widziany z prawie każdego miejsca pokazów Airbus A380. Chwilę później zaczęło się jego powolne kołowanie na pas startowy i przygotowanie do pokazu w powietrzu. Zanim to jednak się zaczęło minęło jeszcze trochę czasu, który skrzętnie wykorzystaliśmy na obejrzenie C-17, francuskiego Rafale, słowackiego MiG-a-29 w „pikselowym” kamuflażu i węgierskiego dwuosobowego Gripena. W oddali z drugiej strony widzieliśmy grupę maszyn amerykańskich, ale to zostawiliśmy sobie na deser.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Airbus powoli wyjeżdżał z tłumu, a w powietrzu szalały grupy akrobacyjne wykonujące niesamowite figury, manewry i dymne wstęgi. Bywało, że nie wiadomo było na czym się skoncentrować. Czy oglądać to co jest na ziemi, czy raczej tylko patrzeć w niebo, bo i w górze bez przerwy coś się działo.
W pewnym momencie oczy prawie wszystkich widzów zwróciły się w jednym kierunku, to A380 odpalił silniki i zaczął się rozpędzać, by po chwili oderwać się od ziemi. Zatoczył nad lotniskiem kilka kółek i to w takim przechyleniu, które, moim zdaniem, raczej nie jest stosowane w trakcie lotu z pasażerami. Było na co popatrzeć.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Kiedy kolos lądował dostrzegliśmy w pobliżu drugi polski akcent, łaciatego An-26, który odpalił swoje silniki będąc całkiem blisko tłumu i zagłuszył wszystko.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Ładna pogoda, o której wspomniałem na początku, coraz bardziej zaczynała nam doskwierać, słoneczko piekło niemiłosiernie, a my żałowaliśmy że nie mamy słomianych sombrero i kremów do opalania z dużym filtrem. Po trzech godzinach zwiedzania zdecydowaliśmy się na krótki odpoczynek w cieniu. Przed nami była jeszcze druga połowa naziemnej części pokazów. W środkowej części lotniska, tam gdzie były umieszczone hale wystawców, znajdowało się całe zaplecze sanitarne, informacyjne, gastronomiczne oraz stoiska z pamiątkami i modelarskie. Dla każdego coś miłego.
Kryjąc się przed słońcem, zwiedzaliśmy hale, w których swoje stoiska mieli wystawcy z różnych krajów, w tym PZL Świdnik z makietą SW-4. Po wyjściu z hal weszliśmy na teren gdzie stały samoloty cywilne. Dla mnie, zdecydowanie, była to mniej ciekawa część. Co prawda na samym końcu była jeszcze ekspozycja helikopterów, ale poza Pumą była to powtórka tego co już stało wcześniej między samolotami. Trochę później jeszcze w to miejsce podkołowany został brytyjski Chinook, który też miał swoje 5 minut w powietrzu.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Za mały minus pokazów uznaliśmy brak możliwości zobaczenia z bliska weteranów WWII. W powietrzu pokazały się Mustang i Spitfire. Niestety stały one bardzo daleko od ogrodzenia. Koło nich stały jeszcze Messerschmitty Me 262 oraz Bf 109. Jedynie ten pierwszy był w miarę widoczny, ale i to tylko z jednej strony… A szkoda bo na takie maszyny też miło popatrzeć.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Powoli kierowaliśmy się do wyjścia pamiętając jeszcze o maszynach amerykańskich. Gdy się tam zbliżaliśmy w powietrzu szalał B-1B. Za ogrodzeniem stały C-5, F-15C i E, F-16, C-130 i wspomniany B-1B. Po uprzednim zostawieniu plecaków i toreb pod ogrodzeniem (dodatkowe środki bezpieczeństwa), w małych grupach i asyście pilota można było pooglądać poszczególne samoloty i posłuchać ich opisu opowiadanego przez osobę oprowadzającą. W ten sposób udało nam się zobaczyć z bliska F-15E oraz kolosa C-5 Galaxy (choć tu z dużą dozą szczęścia, bo Amerykanie chcieli już zamykać maszynę). W Galaxy zobaczyliśmy przedział ładunkowy, który tworzył wielki tunel z otwartym włazem z tyłu i podniesionym nosem z przodu. Weszliśmy na górę, by zobaczyć część pasażerską, a później kabinę pilotów wraz z zapleczem sypialnym, kuchnią i pomieszczeniami do odpoczynku w czasie trwania długich lotów.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Na więcej samolotów USA nie starczyło nam czasu. A ponieważ powoli zbliżała się 18:00, to zaczęliśmy kierować się ku wyjściu.

ILA Berlin 2008 ILA Berlin 2008

Krótkie oczekiwanie na autobus i chwilę później byliśmy już na parkingu. Teraz czekała nas droga powrotna, której pierwsze 50 km z drobnymi przerwami pokonywaliśmy w niezłym korku. O północy byliśmy w domach i nasza wyprawa dobiegła końca.
Był to bardzo udany dzień, pełen wrażeń i niesamowitej atmosfery. Na pewno nie udało nam się zobaczyć wszystkiego, ale z drugiej strony nie było sensu zostawać na następny dzień. To co widzieliśmy w zupełności zaspokoiło nasze apetyty. Jeśli ktoś ma możliwość, trochę czasu i ochoty, to polecam gorąco zobaczyć coś takiego na własne oczy, bo opis, obojętnie jak dokładny by nie był, nie odda tego jak tam jest. Kolejne ILA już w 2010, może znowu tam będę…

ILA Berlin 2008