Sz-2 – 1/72 Amodel

Sz-2Sz-2

Historia

Mało kto wie, że amfibia Sz-2 znajduje się, obok Po-2 i An-2, w trójce najdłużej używanych samolotów w byłym Związku Radzieckim. Produkcję jej rozpoczęto w 1932 roku, zamknęła się ona liczbą 700 egzemplarzy, a ostatnie sztuki były jeszcze w eksploatacji w 1964 roku. Oznacza to, że samolot ten służył ponad 30 lat! Jedyny zachowany egzemplarz można dziś podziwiać w Muzeum Arktyki i Antarktydy w St. Petersburgu.

Historia tego ciekawego samolotu sięga jednak o wiele dalej, bo do roku 1928. Wtedy to Wadim Szawrow, wspólnie z inż. Wiktorem Korwinem i mechanikiem Nikołajem Futnikowym skonstruowali pierwszą w Związku Radzieckim amfibię oznaczoną symbolem Sz-1. Miała ona konstrukcję drewnianą w układzie półtorapłata. Skrzydła składały się z mniejszych części zewnętrznych i centopłata połaczonego z kadłubem zastrzałami. Dolne, szczątkowe skrzydła miały pływaki, a podwozie wykonano w wersji ruchomej. Napęd stanowił 5-cylindrowy silnik Walter o mocy 85 KM. Żywot łodzi nie był zbyt długi — uległa katastrofie 26 lutego 1930.

Na bazie doświadczeń zebranych przy Sz-1, Szawrow zaprojektował nową amfibię oznaczoną Sz-2. Powiększył jej rozpiętość (o 1,3 m) i długość (o 0,5 m). Aby poprawić osiągi zamontowano na niej mocniejszy, również 5-cylindrowy, silnik M-11 o mocy 1000 KM. Pierwszy pomyślny start z lotniska naziemnego nastąpił 11 listopada 1930. Z wody amfibia oderwała się już 3 dni później. Z powodu niesprzyjających warunków atmosferycznych w momencie wodowania oderwał się redan, jednak mimo to samolot nie zatonął.

W czerwcu następnego roku przeprowadzono próby państwowe z udziałem pilotów Instytutu Naukowo-Badawczego Lotnictwa Cywilnego, zakończone pomyślnym wynikiem. Pierwszy seryjny egzemplarz oblatano 1 kwietnia 1932. Produkcję zakończono w 1934.
W 1939 roku samolotu przeżył swoją drugą młodość. Uniwersalność i wielka przydatność samolotu sprawiły, że produkcję wznowiono. Sz-2 otrzymał jeszcze mocniejszy silnik M-11Ł, nowy komplet przyrządów pokładowych i osłonę kabiny załogi.

Samoloty te były używane w szkołach lotniczych i aeroklubach, na liniach Aerofłotu, służyły na lodołamaczach, w leśnictwie, służbie pocztowej oraz w czasie geologicznych wypraw badawczych. Jedynym zagranicznym użytkownikiem była Finlandia.

Historię powstania samolotu opracowałem na podstawie artykułu Benedykta Kempskiego — „Szawrow Sz-2 w szczegółach” — opublikowanego na łamach 22 numeru magazynu Aeroplan.

Budowa

Zestaw jest typowym przedstawicielem klasy short-run, choć właściwie dla niego powinna powstać nowa kategoria, która nazywałabym „bardzo-short-run”. Na jego korzyść przemawia zaś duża ilość szczegółów, zarówno wnętrza kabiny jak i samego płatowca.

Zacząłem pracę, jak zwykle, od kokpitu malując go kolorem jasnoszarym. Wkleiłem tablicę przyrządów, fotele dla załogi i orczyk, a w tyle kadłuba umieściłem nosze. Ten etap był stosunkowo prosty i jak się wkrótce miało okazać, najmniej czasochłonny. Aby zamknąć kadłub musiałem połaczyć ze sobą trzy części — dwie połówki i nakrycie od góry. Spasowanie ich było, co tu dużo mówić, fatalne i zużyłem olbrzymie ilości szpachlówki jak na tak mały model. Podobnie źle miała się sprawa z dolnymi „skrzydełkami”, na końcu których zamocowane są pływaki. We własnym zakresie dorobiłem dwie pokrywy, widoczne na dziobie.

Sz-2Sz-2
Potem przyszedł czas na skrzydła wraz z zastrzałami i silnik. Oczywiście znów czekało mnie mnóstwo szlifowania i piłowania. Na szczęście zastrzały były dobrej długości i jakiekolwiek poprawki okazały się zbędne. „Gniazdo” silnika przystosowałem do produktu Model-Kraka, jako że M-11 z zestawu nie za bardzo przypominał oryginał.

Za osłoną kabiny nawierciłem otwory i umieściłem w nich cienkie żyłki imitujące cięgna sterów. Niestety całe finezyjne wnętrze skryło się za grubym i mało przejrzystym oszkleniem.

Malowanie i oznakowanie

Długo wahałem się pomiędzy wersją fińską i sanitarną. Jakoś tak mnie ujął samolot z okładki pudełka, że postanowiłem wykonać wersję z czerwonymi krzyżami. Kolor dobrałem na podstawie instrukcji (80% Radome Tan + 20% Light Grey), ale wydał mi się nieco za ciemny — dodałem jeszcze odrobinę białego. Czerwone krzyże aż w 12 pozycjach rzucają się w oczy nawet z daleka.
Na koniec wszystko przybrudziłem suchym pędzlem i pastelami i pokryłem jak zwykle mieszanką Sidoluxu i matowej Pactry w stosunku 1:3.

Sz-2Sz-2

Kalkomanie

Arkusz kalkomanii jest imponujący, ale chwila prawdy przychodzi po wyjęciu z wody. Kalkomanie są bardzo cienkie, wrażliwe na zbyt gwałtowne przesuwanie (porwały mi się w kilku miejscach), a zarazem wymagają dość dużej dawki płynów Sol i Set.

Podsumowanie

Uff, trochę mnie to zdrowia kosztowało! Że też człowiek sam, na własne życzenie, potrafi się wpędzić w taki kanał. Podejrzewam, że żywiczny model Choroszego jest o wiele lepszy i może warto sięgnąć po niego. Cena będzie wprawdzie o wiele wyższa, ale w zamian dostaniemy wysoką jakość i dobre spasowanie części.
Niestety o minimonografii w Aeroplanie (#22) dowiedziałem się już po zakończeniu prac, dlatego mój model ma pewne niedostatki wynikające z braku dostatecznej wiedzy. Nie ma np. chorągiewki na dziobie, a przy silniku brakuje rur wydechowych.

Sz-2Sz-2

Kolejny raz podziękowania należą się Mirkowi Rawińskiemu za wspaniałe zdjęcia.