1/72 Martin Marauder Mk.IA – Valom #72028

Metryczka zestawu

  • Pełna nazwa zestawu: Marauder Mk.IA
  • Producent: Valom
  • Nr katalogowy: 72028
  • Liczba i rodzaj elementów: 92 z szarego tworzywa, 16 przezroczystych, 7 elementów żywicznych, blaszka z elementami fototrawionymi, klisza z zegarami
  • Schematy malowań:
    • FK 375, 14. Dywizjon RAF, Fayid i Pustynia Zachodnia 1942-43; schemat malowania: Dark Earth, Dark Green/Azure Blue
  • Martin Marauder Mk.IA

  • Uwagi: Valom przygotował również modele innych wersji tego bombowca – B-26A Marauder – 72020, B-26B Marauder (Early Version) – 72021, B-26 Marauder (22nd BG) – 72043 i B-26 Marauder (TB) – 72044 .

Valom 72020 Valom 72021
Valom 72043 Valom 72044

Opis szczegółowy

Opakowanie

Firma Valom nie ma zbyt długiej historii, ale widać, że sprawa pudełka ma dość wysoki priorytet. Każdy model spoczywa w bardziej niż solidnej tekturowej wannie, na którą nakładane jest wierzchnie opakowanie z tytułowym obrazkiem. Części nie są upchnięte w opakowaniu, jak to niekiedy zdarza się innym renomowanym czeskim producentom. Wszystko to składa się na znakomitą ochronę i nie wydaje mi się by jakaś część miała ucierpieć w czasie transportu. Szczerze mówiąc są to jedne z lepszych pudełek z jakimi się spotkałem w ciągu mojego „życia modelarskiego”.
Grafika na pudełku nie jest dla mnie pierwszorzędnym kryterium, niemniej lubię gdy i ten element jest przygotowany profesjonalnie. Tu czeski producent się nie popisał – obrazek jest smutny, nudny i na dodatek mniejszy Marauder z tyłu jest kopią tego widniejącego na pierwszym planie. Zupełnie nie zrażony grafiką przeszedłem do następnego etapu oględzin…

Instrukcja

Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA

Instrukcja jest dość pokaźnych rozmiarów, bo ma aż 16 stron formatu A5. Jest wydrukowana na papierze kredowym z czego pierwsza i ostatnia kartka są kolorowe. Rysunki opisują składanie modelu aż w 18 etapach, ale nie ma się co dziwić, bo model jest stosunkowo duży, a i części czeski producent nie poskąpił. Widać, że rysunki są odręczne i czasami zaburzona jest perspektywa, ale tak naprawdę nie ma co narzekać. Najważniejsze, że są pomocne i jednoznaczne. Czasem zdarzają się przekroje podłużne kadłuba. Dużą wartość instrukcji stanowią zdjęcia elementów wewnętrznych oryginalnego Maraudera. Są przy tym doskonałej jakości, również za sprawą papieru, na którym zostały wydrukowane.

Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA
Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA

Oceniając instrukcję zawsze zwracam uwagę czy podane są barwy wnętrza i elementów podwozia. Tu firma Valom nie zawodzi – pełen profesjonalizm. Kolory potrzebne do wykonania B-26 opisane zostały przy pomocy aż pięciu wzorników – Humbrol, Agama, Model Master, Gunze Sangyo (seria H) i FS595a. Jedyną niedogodnością jaką znalazłem jest umieszczenie schematu malowania bombowca. By zobaczyć go w całości, trzeba rozszyć instrukcję, bowiem rysunki znajdują się na stronie 2-ej i 15-ej.

Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA

Jakość części

Niektórym firmom zajmuje dużo czasu przejście od kategorii „bardzo-short-run” do prawdziwego short-run. Firmie Valom wprost przeciwnie. Model nosi numer katalogowy 72028 i absolutnie nie ma się czego wstydzić. Jasne, że można trochę powybrzydzać: że kanały wlewowe grube, że trzeba usunąć parę śladów po wypychaczach, że trzeba trochę czasu poświęcić na obróbkę drobnych części… Za to nie zauważyłem żadnych jamek skurczowych, a przesunięcie form, zawsze widoczne na elementach podwozia, jest nieznaczne. Ogólnie wystawiam dość wysoką, subiektywną notę w tej kategorii.

Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA

Części przezroczyste też są wtryskowe, naprawdę dobrej jakości, z wyraźnie zaznaczonymi ramami. Wybór technologii wykonania z pewnością wpłynie pozytywnie na zainteresowanie tych niezdecydowanych i niepewnych swoich możliwości/umiejętności.

Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA

Są jeszcze żywice, a wśród nich najważniejsze elementy czyli silniki. Tu nikt nie oszczędzał i mamy pięknie przygotowane podwójne gwiazdy. Dodatkowo górne połówki okapotowania silników (pewnie z powodu dwóch pokaźnych wlotów powietrza, które mogłyby nie wyjść zbyt dobrze w tradycyjnej technologii), koło przedniego podwozia (bardzo słusznie), fotel pilota i wnętrze grzbietowej wieżyczki.

Wierność odwzorowania

No no! Tak właśnie pomyślałem sobie pamiętając pierwsze modele firmy Valom (które notabene wcale nie były takie złe). Teraz to już jest naprawdę górna półka modeli krótkoseryjnych.
W dzisiejszych czasach wklęsłe linie podziałowe to już niemal standard. Te na Marauderze są stosunkowo delikatne i przeważnie równe. Przeważnie bowiem na kadłubie czasem widać „drgnięcie ręki” projektanta. Z pewnością nie lada wyzwaniem były okrągłe i eliptyczne panele inspekcyjne, którymi dosłownie usłane są obie powierzchnie skrzydła. Tu też czasem widać troszkę nierówności, ale według mnie spokojnie można nad tym przejść do porządku dziennego.

Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA

Nie lada niespodzianką jest za to pełna siatka nitów. To zdarza się jeszcze niezwykle rzadko, przynajmniej w modelach w skali 1/72. Duży plus dla firmy Valom! Choć trzeba będzie wielkiej staranności (cienkie warstwy farby), by nity nie zniknęły.
Powierzchnie sterowe też bardzo mi się podobają. Wyraźnie odcinają się od powierzchni nośnych, a ich płócienne pokrycie jest niezwykle subtelne.

Martin Marauder Mk.IA Martin Marauder Mk.IA

Jeszcze kilka słów komentarza należy się elementom charakterystycznym dla wersji Mk.IA, noszącej w amerykańskiej nomenklaturze oznaczenie B-26B-4-MA.
Pierwszą dość ważną zmianą w porównaniu do poprzednich wersji była wydłużona przednia goleń podwozia, a co za tym idzie wybrzuszenie doskonale widoczne po schowaniu koła do komory. W tym przypadku jedna rzecz jest pewna – należy poprawić pokrywy przez dodanie odpowiedniego „garbu”. Zmiana długości goleni została przez producenta załatwiona przez odpowiednią podkładkę, którą należy zamontować na spodniej części podłogi kabiny pilotów.
Drugą widoczną zmianą było przesunięcie dziobowego stanowiska strzeleckiego do środka symetrii oszklenia. Tu akurat wszystko w rękach modelarza, gdyż przednie „szkło” nie ma żadnego otworu i należy go wywiercić samodzielnie, zgodnie z informacjami zwartymi w instrukcji.
Kolejną ważną kwestią jest sprawa uzbrojenia. Wersja brytyjska miała wieżyczkę tylną zupełnie inną niż późna wersja B, uzbrojoną w pojedynczy karabin maszynowy. Ponadto odmiana ta prawdopodobnie nie miała zamontowanego ani tylnego-bocznego, ani dolnego karabinu maszynowego, broniącego boków i dolnej półsfery. Tu wystarczy postępować zgodnie z instrukcją i wszystko będzie zgodne z oryginałem.
Ostatnim drobiazgiem są duże kołpaki śmigieł, pochodzące z wcześniejszych wersji, a montowane właśnie na egzemplarzach brytyjskich. Tu również chapeaux bas!

Zgodność wymiarowa

Plany, które znalazłem potwierdzają poprawność opracowania modelu, przynajmniej jeśli chodzi o kształt i długość kadłuba oraz wysokość statecznika pionowego. Z wymiarami skrzydeł i stateczników miałem już więcej problemów, bo jak na złość nikt nie zamieścił rzutów z góry „krótkoskrzydłego” B-26. Zakładając, że skrzydła wersji powyżej B-10-MA powstały przez przekonstruowanie końcówek, można uznać i tę część modelu za prawidłową. To bardzo dobra wiadomość, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie opisane przeze mnie zalety zestawu.

Wyposażenie

Zacznijmy od wyposażenia kadłuba. Jest ono tak „multimedialne” jak tylko może być, bowiem łaczą się tu trzy technologie – elementy wtryskowe, części żywiczne i fototrawione blaszki. Kabina pilotów została dość bogato wyposażona we wszystkie niezbędne elementy – fotele, pasy, tablicę przyrządów, pedały. Trochę gorzej jest w przypadku stanowiska przedniego i tylnego strzelca – tu można dodać coś od siebie, szczególnie wewnętrzną fakturę ścian. Grzbietowa wieżyczka też jest dość prosta. Ale tak naprawdę ile będzie widać przez kopułkę z dwoma wystającymi karabinami? Ogólnie całe wnętrze jest przygotowane według zasady – „jeśli czegoś nie widać, to nie zawracajmy sobie tym głowy”. Według mnie, bardzo słusznie. Z jednym wszakże wyjątkiem. Brakuje mi możliwości otwarcia komory bombowej. Naturalnie można zrobić to samemu, ale wtedy wszystkie części trzeba wykonać we własnym zakresie lub wspomagać się zestawami elementów fototrawionych firmy Eduard.

Martin Marauder Mk.IA

Kolejnym tematem godnym opisania są podwozie i jego komory. Z przodu dostajemy pełen zestaw ścianek, niestety zupełnie gołych. Na otarcie łez – drabinka wejściowa. Lepiej jest w przypadku podwozia głównego, gdyż w komorze znajduje się „sufit” z pełną fakturą. Wygląd masywnych goleni wydaje mi się w pełni poprawny, a jedyne czego trzeba się pozbyć, to wspomniane już lekkie przesunięcie form.
No i jeszcze silniki. Prezentują się imponująco, choć oczywiście łatwiej byłoby malować każdą z gwiazd osobno.

Kalkomanie

Martin Marauder Mk.IA

Kalkomanie są bardzo skromne, co nie oznacza, że nie zostały potraktowane serio. Nasycenie kolorami jest doskonałe, podobnie jak precyzja druku. Barwy granatowa i czerwona na brytyjskich kokardach też są w dobrym odcieniu, choć i to czasem bywa nie lada wyzwaniem dla producentów kalkomanii.

Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu

Można oczywiście jeszcze więcej upchać we wnętrzu Maraudera, korzystając z niektórych elementów zestawów dodatkowych wypuszczonych do B-26B/C produkcji Hasegawy. Ale tak naprawdę rodzi się pytanie: po co? Wnętrze kabiny pilotów wykonujemy wspomagając się blaszkami, silniki w całości wykonane są z żywicy. Ach, prawda! Zapomniałem o komorze bombowej. Tu trzeba wykazać się samemu i przygotować szkielet, który można uzupełnić blaszką Eduarda dedykowaną do starego modelu Airfixa (72-160).

Podsumowanie

Oglądając tak przygotowane modele pytam się czasem sam siebie czy wolę zestawy typowo plastikowe, w których w kółko coś trzeba poprawiać i uzupełniać, czy właśnie takie, wyposażone w komplet dodatków? I właściwie moja decyzja o zakupie jest odpowiedzią na taki dylemat. Dodatki w zestawie zawsze będą tańsze od tych oferowanych osobno, podobnie jak klimatyzacja zamontowana w samochodzie seryjnie zawsze będzie kosztować mniej niż ta zamontowana na życzenie.
Pozostaje jeszcze kwestaia ceny i pytanie: czy miniatury firmy Valom są drogie? Tu akurat możemy dokonać bezpośredniego porównania z niedawno wydanymi Marauderami Hasegawy. Otóż różnice w cenie nie są jakieś specjalnie duże, wszystko zależy od importerów. Zatem możemy wybierać: albo samo-składający się model rodem z Japonii (ale bez dodatków), albo model czeski, nad którym trzeba będzie nieco więcej popracować (ale kompletny). Wybór pozostawiam Czytelnikom.

Literatura

  1. Jacek Nowicki, Andre R.Zbigniewski Martin B-26 vol.I, #137, Wydawnictwo Militaria 2001
  2. Frederick A.Johnsen Martin B-26 Marauder, Warbird Tech Series #56, Specialty Press
  3. Steve Birdsall B-26 Marauder, In Action #1050, Squadron Signal Publications 1984
  4. Hans-Heiri Stapfer B-26 Marauder, In Action #1210, Squadron Signal Publications 2008