1/72 Vultee P-66 Vanguard – Sword #SW 72002

Metryczka zestawu
- Pełna nazwa zestawu: Vultee P-66 Vanguard
- Producent: Sword
- Nr katalogowy: SW 72002
- Liczba i rodzaj elementów: 27 z szarego plastiku, 8 żywcznych, 2 przezroczyste (vacu), 21 elementów fototrawionych i klisza z tablicą przyrządów
- Schematy malowań:
- P-66 nr ser. BW209 przygotowany dla brytyjskich sił w Kanadzie; schemat malowania Dark Earth / Dark Green / Sky
- P-66 biała 511 Lotnictwo Chin, 1942; schemat malowania ciemnozielony / jasnoniebieski
- P-66 nr ser. 42-6959 USAF, Karachi (Indie) październik 1942; schemat malowania – Olive Drab / Neutral Grey
Opis szczegółowy
Opakowanie
Model zapakowany w pudełko wielkości standardowego „MPM-a” jest solidne, dobrze chroniąc części modelu wykonane z różnych mediów. Dodatkowo ładny rysunek zwraca uwagę potencjalnego nabywcy.
Instrukcja
Budowę modelu przedstawiono w dziesięciu czytelnych etapach, nie podając niestety kolorystyki powierzchni wewnętrznych. Każdy schemat malowania jest jednoznaczny, jako że samoloty narysowano w co najmniej trzech rzutach. Specyfikację kolorów podano według FS.
Jakość części
Choć to model krótkoseryjny, to jakość wykonania wydaje się przeczyć takiej klasyfikacji. Części wtryskowe są czyste, gładkie, bez większych przesunięć i z delikatnymi liniami wgłębnymi. Na oponach kół widać jedynie drobne zapadnięcia tworzywa.
W przypadku elementów żywicznych chyba nie w pełni wykorzystano dobrodziejstwo technologii. Części są ładnie odlane, ale mało szczegółowe. Jest wśród nich tylna gwiazda silnika, wyglądająca faktycznie nieco bardziej przestrzennie niż jej odpowiednik wtryskowy.
Elementy fototrawione wyprodukował Eduard i prezentują poziom wczesnych zestawów tego producenta. Wydaje mi się, że jednak nie można wymagać za dużo, wszak zestaw powstał w 1998 roku.
Osłona kabiny pilota jest wykonana techniką formowania próżniowego z tworzywa dobrej jakości. Wycinanie takiej kabiny i jej przygotowanie do montażu na ogół sprawia więcej problemów, niż oszklenie tradycyjne, dlatego wypada być wdzięcznym za podwójne wytłoczenie tej części.
Wierność odwzorowania
Jak już wspomniałem, linie podziału blach wykonano jako wgłębne i niezwykle delikatne. Ich przebieg jest niemal idealny, gdy porównałem je z planami. Brakuje jedynie linii na przodzie okaptowania silnika i kilku wzierników w okolicach statecznika pioniowego. Nie zgadza się też długość powierzchni sterowych na statecznikach poziomych. Wsparłem się dostępnymi zdjęciami i wydaje mi się, że powinny być tak długie, jak na planach. Słabym punktem zestawu są golenie podwozia głównego, które na całej długości nie zmieniają swojego przekroju.
Zgodność wymiarowa
Po przyłożeniu modelu do planów nie znalazłem choćby jednego miejsca, gdzie możnaby się przyczepić. W tej kategorii duży plus!
Wyposażenie
Po użyciu wszystkich części zestwu kokpit pilota będzie bardzo bogato wyposażony. Można się nawet będzie pokusić o rozcięcie owiewki i zamontowanie w jej pozycji otwartej – w razie nieudanej próby jest zapasowy egzemplarz.
Podwozie zyska z pewnością przez dodanie fototrawionych nożyc i pokryw. Bardzo podoba mi się również sposób odwzorowania uzbrojenia. Działka nad silnikiem odlano w postaci żywicznych „łezek”, a karabiny skrzydłowe przyklejane są dopiero po sklejeniu i ewentualnym oszlifowaniu krawędzi natarcia skrzydła.
Kalkomanie
Kalkomanie wydrukował Propagteam i już na pierwszy rzut oka widać, że są na bardzo wysokim poziomie. Półmatowe, cienkie, dobre kolorystycznie i odpowiednio nasycone. To kolejny mocny punkt tego zestawu.
Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu
Dodatków na próżno szukać w ofercie znanych i mniej znanych producentów, ale nie dziwi mnie to, jako że temat jest zdecydowanie niszowy. Poza tym cóż więcej można zrobić przy dość kiepskiej dokumentacji? Model wykonany „z pudła” będzie prezentował się z pewnością bardzo atrakcyjnie.
Podsumowanie
Gdyby każdy model był wykonany na takim poziomie, producenci dodatków poszliby „z torbami”. Nie muszę szukać dodatkowych kalkomanii, mam w pełni wyposażony kokpit, dwie osłony kabiny i nawet pasy pilota. Naprawdę szkoda, że firma Sword nie poszła dalej w tym samym kierunku i że nie rozwija się tak prężnie, jak inni czescy producenci. A i z dostępnością w Polsce tych modeli jest dość krucho.
Literatura:
- Bogdan Zajączkowski „Pechowy Vanguard”, minimonografia w czasopiśmie Air Show#1/92.










