1/48 Mikojan Guriewicz MiG-3 early – Trumpeter #02830

Metryczka zestawu
- Pełna nazwa zestawu: Soviet MiG-3 Early Version
- Producent: Trumpeter
- Nr katalogowy: 02830
- Liczba i rodzaj elementów: 74 z szarego tworzywa, 6 detali przezroczystych
- Schematy malowań:
- biała „17”; schemat malowania: jasno-zielony/czarny/jasno-niebieski;
brak opisu: jednostki, rejonu stacjonowania oraz informacji o pilocie - samolot w kamuflażu zimowym z czerwonymi strzałami na obu burtach maski silnika i napisem: „Za Partju Bolszewikow” pod kabiną pilota; schemat malowania: biały/jasno-niebieski
brak opisu – j.w. - biała „5” z napisami „Gwardia” na chwytach powietrza do chłodnic oleju; schemat malowania: oliwkowo-zielony/jasno-niebieski;
brak opisu – j.w.
- biała „17”; schemat malowania: jasno-zielony/czarny/jasno-niebieski;
Opis szczegółowy
Opakowanie
W nasze ręce trafia ładne kolorowe pudełko z efektowną ilustracją przedstawiającą zielonego MiG-a, mknącego na tle skłębionych chmur. Wszelkie opisy dostępne są zarówno w języku chińskim jak i angielskim. Na bocznych ściankach przedstawione zostały trzy sylwetki boczne samolotu, odzwierciedlające proponowane przez producenta malowania modelu. Tuż obok jednej z nich, znajdujemy nieoczekiwanie, króciutki rys historyczny konstrukcji. Rozwiązanie takie uznać można – oględnie rzecz biorąc – za dość zaskakujące. Zdziwienie wzmaga fakt, że w instrukcji montażu nie znajdziemy już na ten temat ani jednego słowa. Wygląda to tak, jakby producent całkowicie zlekceważył genezę powstania i historię zastosowania samolotu, którego miniaturę wielkim nakładem sił i środków przygotował. Szkoda.
Niepodważalnym natomiast plusem opakowania, jest jego konstrukcyjna solidność. Trumpeter, w dość typowy dla siebie sposób, przygotował pudło z grubej, warstwowej tektury. Sztywne i mocne opakowanie w doskonały sposób chroni delikatną zawartość przed uszkodzeniami. Podział pudełka na „pokrywę” i „dno”, jest rozwiązaniem lubianym przez modelarzy. Kolejny, mały plus. Modelarzy posiadających już „na stanie” wcześniejsze produkty Trębacza w skali 1/48 zdziwi rozmiar opakowania, zdecydowanie skromniejszy niż w przypadku: P-40 Tomahawk, czy Wyvern’a. Cóż, mniejsze pudełko, to więcej sztuk upchniętych w kontenerze. Może to i lepiej. Jeden transport = więcej uśmiechniętych twarzy.
Dość jednak o lakierowanej tekturze. Nie ona jest głównym bohaterem. Sięgnijmy do wnętrza.
Oczom naszym ukazują się trzy duże, zgrzewane torebki z ramkami oraz jedna mała z elementami przezroczystymi.
De facto ramki z szarego plastiku są cztery: pierwsza (ramka A) zawiera elementy głównej bryły kadłuba i usterzenia; druga (ramka B) zawiera dolną część płata i dwie górne połówki; w trzeciej torebce znajdujemy dwie kolejne (ramki E i F) z pozostałą drobnicą; czwarta torebeczka (ramka G) zawiera oszklenie kabiny, celownik, osłonę reflektora i światła pozycyjne. Oznaczenia literowe: A, B, E, F, G, wydają się nam obojętne. Jednakże po krótkiej chwili zadumy nasuwa się pytanie – a gdzie ramki C i D ? Niczego przecież nie brakuje! Otóż, moim zdaniem, brakuje nam MiGa-3 Late Version. Główne różnice pomiędzy wczesnymi i późnymi maszynami tego typu obejmowały skrzydła (np. sloty na krawędzi natarcia zewnętrznych sekcji skrzydeł późnych wersji), nieco inne było oprofilowanie przejścia kadłuba w statecznik ponowy i różne były też elementy osłon silnika (szczególnie górnych pokryw). Są to oczywiście jedynie zmiany dostrzegalne z zewnątrz, ale w przypadku modelu – najistotniejsze. Zatem – jeśli moja „dedukcja” jest trafna – możemy oczekiwać pojawienia się kolejnego modelu, zawierającego nowe ramki C i D w miejsce A i B.
Instrukcja
Zgodnie z zleceniem producenta, przed przystąpieniem do budowy, powinniśmy zapoznać się wnikliwie z złączoną instrukcją. Trudno, niech i tak będzie. Przejrzenie ośmiu stron zbliżonych do formatu A4 plus kolorowej wkładki, nie spowoduje, że korona spadnie nam z głowy. Strona pierwsza: rysunek samolotu, tytuł, uwagi ogólne, instrukcja nakładania kalkomanii, ikony charakterystycznych czynności – nuuuuudy! Zaraz, zaraz. Wróćmy do uwag. „Model przeznaczony dla zaawansowanych modelarzy i dzieci powyżej 14 lat”. Dobrze, że 14 lat dawno już skończyłem, a na brak zaawansowania też nie mogę narzekać (narcyzm?). Nie mniej jednak – nieco uprzedzając fakty – nadmienię, że moim skromnym zdaniem ten model może całkiem przyzwoicie poskładać, nie obdarzony szczególnym „darem bożym”, 10-cio latek. I to jest jedna z jego licznych zalet. Kolejne trzy uwagi ogólne traktują o obchodzeniu się z elementami trawionymi (SIC !). Oj, komuś tu się nie chciało zmieniać tekstu z instrukcji poprzednich modeli wyposażonych w blaszki. Leniuszki.
W opisach ikon czynności, zainteresował mnie symbol klejenia z podpisem: „cyanoacrylate glue”. Czyżby Chińczycy wiedzieli, że większość polskich modelarzy, od dawna używa Super Glue czy Kropelki – tanich i skutecznych, dostępnych wszędzie (nawet sklepach spożywczych!!?) w dowolnej ilości? A producenci wyrafinowanej chemii modelarskiej, tak się trudzą. Echch!!!
Strona druga to rysunki wszystkich ramek i kalkomanii, z przypisaniem kolejnym częściom ich cyfrowych oznaczeń. Tak! To się przydaje nawet „zaawansowanym”, powyżej 14-tego roku życia, o tych „nielegalnych” nie wspominając.
Pozostałe sześć stron, ujmujących 11 bloków tematycznych w zupełnie zadowalający sposób prowadzi nas przez meandry budowy. Rysunki są duże i czytelne praktycznie dla każdego. Co prawda w kilku miejscach można mieć drobne wątpliwości, ale konfrontacja schematu z konkretnymi detalami daje niezbędne, jasne odpowiedzi. Koledzy posiadający oryginalne zestawy Accurate’a, przeżyją swoiste Dejavu. Oczywiście, mam na myśli jedynie ogólną koncepcję graficzną instrukcji, bo jak zaznaczono w metryczce, jest to autorski produkt Trumpetera.
Osobną kartkę kredowego papieru, zajmuje kolorowa instrukcja malowania. Przedstawia białą „17” w czterech rzutach oraz pozostałe dwa proponowane schematy w formie pojedynczych sylwetek bocznych. Normalnie – można by to uznać za „niedoróbkę”, ale biorąc pod uwagę, że schematy B i C przedstawiają maszyny pokryte z góry i z boku odpowiednio: białą i oliwkowo-zieloną farbą, tak naprawdę nie potrzebne są pozostałe rzuty. Schemat A, z dość nietypowym wariantem czarno/zielono/błękitnego kamuflażu, też tego nie wymaga. Ponieważ jednak stanowi on równocześnie wizualizację miejsc rozmieszczenia oznaczeń przynależności państwowej, pojawił się w aż czterech odsłonach – i to się chwali. PLUS ! Teraz czas na minusy. Najpierw mały. U góry strony znajduje się tabelka farb, przedstawiająca numeracje według palet barw: Mr. Hobby i Mr. Color. Diabli z tym. Gorzej, że nie jest ona pełna. W instrukcji montażu pojawiają się symbole H 70/60 (kolor wnętrza), czy H 18/28 (żaluzje chłodnicy). Kto znajdzie te symbole w zbiorczej tabeli ? Nikt, bo ich zwyczajnie tam nie ma!!! Minus jak się patrzy.
A teraz czas na prawdziwe baty dla Trumpetera. Schematy kamuflażu, jako się rzekło w metryczce niniejszej recenzji, nie zawieraj żadnych informacji o jednostkach, rejonach działania czy pilotach. Wstyd!!! Wykrzykników powinno być więcej, ale szkoda miejsca. Skupię się zatem na tzw. merytoryce. Same malowania nie należą do najciekawszych w kontekście wyjątkowej – jak na warunki radzieckie – różnorodności kamuflaży MiGów-3. Ktoś mógłby je nawet nazwać nudnymi. Fakt. Producent ma szansę nadrobić to przy edycji MiG-3 Late Version. Niemniej jednak, biała „17” z frontu leningradzkiego, przedstawia odnalezioną niedawno, wydobytą z bagna, odrestaurowaną i doprowadzoną do stanu lotnego maszynę bezimiennego pilota. O odbudowie tej, finansowanej przez OKB MiG i specjalną fundację, której mecenasem jest Władimir Putin, było ostatnio dość głośno. Schemat B, maszyna w zimowej bieli z czerwonymi strzałami na osłonach silnika, to samolot legendarnego 12-tego Gwardyjskiego Pułku Obrony Powietrznej Moskwy (12 GIAP). Biała „5” z żółtymi napisami „Gwardia”, to osobisty samolot Aleksandra Pokryszkina, późniejszego trzykrotnego Gieroja Sowietskowo Sojuza i zarazem autora wspaniałej (pomimo sowieckiej cenzury) ksiązki Niebo Wojny! Trzy wyjątkowe „ptaki wojny”, a tu ani słowa w instrukcji, na kartce ukazującej malowanie, tylko jakieś parę marnych zdanek na boku pudełka (i kto to czyta?). Jeśli redaktorzy serwisu plastikowe.pl pozwolą, to w osobnej notce napiszę nieco o poruszonych wyżej tematach, bo aż się we mnie gotuje z wściekłości na Trębacza.
Jakość części
Ochłonąwszy nieco, przechodzimy do plastikowej zawartości. Części odlane są wspaniale. Żadnych nadlewek, żadnych przesunięć, żadnych „szwów” na styku form. Ślady po gałązkach wlewowych, czy wypychaczach trafiają się zdecydowanie rzadziej niż we wcześniejszych modelach Trumpetera, a do tego są one zlokalizowane tak, że można w ogóle się nimi nie przejmować, bądź łatwo usunąć. Bajeczka! Linie podziału blach poszycia, wzierników, etc. wykonane są – jak przystało na obecne standardy – równo, delikatnie i wgłębnie. Nieliczne wzmocnienia i okucia, wystające ponad ogólny obrys płatowca odzwierciedlone są jako wypukłe. Dokładnie tak, jak być powinno.
A jak przedstawia się ramka G, czyli elementy „szklane”? Trudno tu do czegoś się przyczepić. Krystaliczna czystość i przejrzystość osłon kabiny oraz oświetlenia, nie budzi żadnych wątpliwości. Ramy osłon posiadają nieco inną, matową fakturę, niż „szyby”. Takie rozwiązanie zdecydowanie poprawia komfort pracy podczas maskowania i malowania. Bardzo dobry pomysł i kolejny plus.
Aspekt wart podkreślenia, to dość duża liczba, dobrze rozmieszczonych kołeczków i gniazd pozycjonujących. To oczywiście standard w produktach wielkoseryjnych. Standardem natomiast nie są, stosowane przez Trumpetera „zakładki”. Czytelnicy, którzy parali się kiedyś modelarstwem kartonowym, doskonale wiedzą o czym mówię. Producent wykonał takie zakładki w kilku newralgicznych miejscach modelu (łączenie płata z kadłubem, styk górnej osłony silnika z bocznymi ściankami kadłuba), co w znakomity sposób ułatwia właściwe połączenie sąsiednich części oraz ułatwia zachowanie właściwej geometrii. Niby mała rzecz, a jednak spore ułatwienie.
Na dużą pochwałę zasługuje znaczna ergonomia zestawu. Podział części jest starannie przemyślany. Nigdzie nie znalazłem jakiś dziwnych, niespodziewanych podziałów przechodzących bezsensownie przez środek jednolitego panelu. Nie ma też nadmiernego, sztucznego szatkowania detali w celu uzyskana „imponującej” liczby części (jak to zrobił ICM ze swoim – całkiem ładnym – zestawem MiGa-3). Tym samym, Trumpeter podążył drogą zapoczątkowaną kilka lat temu przez japońską firmę Tamiya. Ergonomia zestawów, prowadząca do zdecydowanego zwiększenia ich sklejalności, jest doceniana nawet przez bardzo doświadczonych modelarzy. Duuuuży plus.
Wierność odwzorowania
MiG-3 posiadał konstrukcję mieszaną. Pierwsze dwie sekcje kadłuba (silnikowa i kabinowa) oraz centropłat, to konstrukcja bazująca na aluminium. Sekcja ogonowa i zewnętrzne części skrzydeł, wykonane były z drewna i kryte sklejką. Wszystko to mamy odzwierciedlone w modelu. Producent, jakby chcąc zrobić „na złość” miłośnikom tak popularnego ostatnio nitowadła, sam wykonał skomplikowaną siatkę nitowych szwów. Szczególnie ładnie prezentuje się to na górnych i dolnych płaszczyznach centropłata, w oryginale gęsto fastrygowanych nitami w celu wzmocnienia konstrukcji kryjącej główne skrzydłowe zbiorki paliwa. Duże brawa.
Detale imitujące sekcje kryte sklejką, posiadają lekko chropowatą fakturę. Coś na kształt pomarańczowej skórki. Nie jest to jednak wynik niedopracowanej technologii ich wykonania, a ewidentnie celowy zabieg projektantów, różnicujący fakturę. Na powierzchniach „aluminiowych” takich chropowatości nie znajdziemy. Ogólnie – cała główna bryła kadłuba jest świetna. Świetna, z jednym wyjątkiem – powierzchni krytych płótnem. Nie można odmówić Trębaczowi pietyzmu w odtworzeniu siatki żeber tworzących powierzchnie sterowe, tyle że zdecydowanie za ostro odznaczają się one na „materiale pokryciowym” (problem ten znają dobrze posiadacze np. Jaków-1 z Accurate’a). Właściwe ukazanie tych elementów w miniaturze, wymagać zatem będzie zdecydowanego złagodzenia ww. „ostrości”. Na pochwałę zasługuje fakt, że dwudzielne klapy oraz lotki wykonane zostały jako oddzielne elementy, pozwalające na montaż w pozycji wychylonej. Ster kierunku i stery wysokości stanowią niestety wspólne elementy z odpowiadającymi im statecznikami.
Zgodność wymiarowa
W tym miejscu, należy przytoczyć sentencję większości recenzentów, głoszącą że ocena modelu jest jedynie tak dobra jak plany wg których jej dokonujemy. Postanowiłem zatem, odnieść się do wymiarów samolotu: długość 8,25 m, rozpiętość 10,2 m. W skali 1/48 daje to odpowiednio: 171,9 mm / 212,5 mm. Wymiary modelu podane na pudełku (i zgodne z wymiarami elementów modelu) wynoszą: 172,4 mm / 212,22 mm. Jak z tego widać, różnice są marginalne. Nie inaczej przedstawia się konfrontacja z odpowiednio przeskalowanymi planami. Niewielkie różnice odkryłem jedynie w rejonie oprofilowania statecznika pionowego, ale z braku planów wczesnej wersji MiGa, „weryfikacji” dokonałem w stosunku do wersji późnej. Prawdopodobnie więc i ten fragment jest poprawny. Co więcej, poprawna jest także głębokość kabiny pilota, o który to parametr byłem bardzo niespokojny po rażącej wpadce chińskiego producenta w przypadku modelu P-40C, w tej samej skali.
Wyposażenie
Ilość elementów wyposażenia kabiny jest spora, a jakość podobnie wysoka, jak w przypadku opisanych już detali. Kratownicowa konstrukcja szkieletu odlana została razem z wklejanymi burtami. Prawdę powiedziawszy liczyłem raczej na rozwiązanie zastosowane w modelu tego samolotu przez firmę ICM, czyli kratownicę niezależną od ścianek. Niemniej jednak detale są dość szczegółowe i nie zawierają istotnych błędów w stosunku do oryginału. Podobnie przedstawia się podłoga kabiny, orczyki i drążek.
Zdecydowanie ładna jest półeczka z aparaturą radiową. Nieporozumieniem są natomiast: tablica przyrządów, siedzisko pilota i płyta pancerna wraz z oparciem. Tablica ma poprawny kształt i rozmieszczenie przyrządów, ale jest płaska i nijaka, a wykonanie jej tak, aby przypominała pierwowzór wymaga rzeczywiście sporego doświadczenia.
Oba elementy tworzące fotel pilota, choć ładnie i czysto wykonane, pod względem kształtu nie mają nic wspólnego z rzeczywistym obiektem. W szczególności oparcie fotela pochodzi jakby z całkiem innego samolotu. Dziwne, bo wspominany już ICM wykonał ten element bezbłędnie. Takich niespodzianek mamy jeszcze kilka, także w innych miejscach. Przykładowo: osłony chwytów powietrza do chłodnic oleju, czy osłona chłodnicy pod kadłubem wykonane są wręcz finezyjnie jako osobno doklejane elementy – natomiast ich siatkowe żaluzje, aż rażą prostotą wykonania. Innymi słowy wygląda na to, że niektóre elementy zostały ewidentnie „dopieszczone”. Innymi nikt chyba nie zawrócił sobie głowy, zastosowawszy najprostsze możliwe rozwiązanie. Na szczęście, dotyczy to głównie detali stosunkowo mało widocznych w gotowej miniaturze. Wyjątek stanowią jedynie zdecydowanie zbyt grube osłony podwozia.
Kalkomanie
Zestaw kalkomanii mieści się na pojedynczym, niewielkim arkuszu. W zasadzie obejmuje trzy komplety gwiazd w dwóch wariantach: pełne czerwone i czerwone z czarną obwódką. Uzupełnieniem są numery taktyczne poszczególnych maszyn oraz wspomniane na wstępie napisy okazjonalne. To wszystko. Na korzyść producenta poczytać należy fakt, że samoloty radzieckie tego okresu rzadko posiadały większą ilość napisów eksploatacyjnych. Nazwa producenta kalkomanii nie została ujawniona ani na arkuszu, ani w instrukcji montażu, ani na pudełku. Same kalkomanie posiadają właściwe nasycenie barw i są poprawne merytoryczne, są również bardzo cienkie. Bardzo ciekaw jestem ich właściwości mechanicznych, bo dotychczas Trumpeter zdecydowanie nie brylował w tej materii.
Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu
MiG-3 doczekał się dość pokaźnego zasobu „wzbogacaczy”, a to głównie za sprawą, obecnego na rynku od szeregu lat modelu ICM. Niemniej jednak, producenci dodatków pospieszyli z natychmiastową „pomocą” również MiG-owi z Trumpetera. Do ciekawszych wyrobów możemy zaliczyć:
- Eduard (48 322) – MiG-3 Detail Set for ICM
- Eduard (49 388) – MiG-3 Detail Set for Trumpeter
- Eduard (48 547) – MiG-3 Flaps for ICM
- Part (S48 061) – MiG-3 Detail Set for ICM
- Part (S48 149) – MiG-3 Detail Set for Trumpeter
- Moskit (48-48) – Exhaust pipes for MiG-3
- Squadron (SQ9618) – MiG-3 Vacu Canopy
- Montex (K48003) – MiG-3 Super Mask
- Montex (K48137) – MiG-3 Super Mask
- Montex (MM48029) – MiG-3 Maxi Mask
Podsumowanie
Pomimo szeregu drobnych uwag negatywnych, chiński MiG jest w moim odczuciu modelem znakomitym. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Jego budowa nie powinna sprawić większych problemów nawet mniej zaawansowanym modelarzom, przy czym wykonanie „prosto z pudła” gwarantuje bardzo dobry efekt. Modelarze posiadający większe doświadczenie i/lub wymagania z pewnością poprawią kilka elementów budując na bazie zestawu prawdziwe cacka.
Nie pozostaje zatem nic innego, jak zweryfikować trafność moich ocen, podczas budowy miniatury tego pięknego i zasłużonego, choć nieco zapomnianego myśliwca.
Literatura
- Massimo Tessitori Mikoyan Gurevich MiG-1/MiG-3, Mushroom Model Publications – Yellow Series #6121
- Hans-Heiri StapferEarly MiG Fighters, In Action #1204, Squadron/Signal Books, 2006
- Piotr Butowski Samoloty MiG, Biblioteczka Skrzydlatej Polski #34, WKiŁ, Warszawa 1987
- Robert Michulec Stalinowskie Sokoły, Kampanie Lotnicze #7, Wydawnictwo AJ-Press
- Tomasz J. Kopański Barbarossa Victims – Luftwaffe Kills In the East, Mushroom Model Publications – Red Series #5102
- I. Moszczanski Czarne Krzyże i Czerwone Gwiazdy, #184, Wydawnictwo Militaria
- Piotr Bartoszewski Samolot Myśliwski MiG-3, TBiU #66, Wydawnictwo MON
- Krzysztof Cieślak, Jacek Jackiewicz MiGi Stalina – Monografia MiG-1, MiG-3, Militaria i Fakty #28, Wydawnictwo AJAKS


























