1/48 Spitfire Mk. IX with RAF Pilots & Personnel – ICM #48801

Metryczka zestawu
- Pełna nazwa zestawu: Spitfire Mk. IX with RAF Pilots & Ground Personnel
- Producent: ICM
- Nr katalogowy: 48801
- Liczba i rodzaj elementów: Spitfire – 163 z szarego tworzywa, 7 przezroczystych; pilots & personnel – 85 z beżowego tworzywa
- Schematy malowań:
- Spitfire Mk. IX , ML 214, 5J-K, 126 Squadron RAF; pilot – Sqn. Ldr. J. Plagis Anglia, czerwiec 1944 r.; malowanie: Medium Sea Grey / RAF Ocean Grey / RAF Dark Green
- Uwagi: Wypraski znane ze wcześniejszych zestawów ICM dedykowanych rodzinie Spitfire Mk. VII, VIII i IX (#48061 – #48066), uzupełnione dodatkową ramką z postaciami pilotów, obsługi technicznej oraz drobnego sprzętu lotniskowego (występującą także osobno, jako produkt o sygnaturze #48081).
Opis szczegółowy
Wprowadzenie
Spitfire Mk. IX uznawany przez wielu na najzgrabniejszą wersję Spita, stał się żywym przykładem opinii, że prowizorka bywa najtrwalsza. Kiedy jesienią 1941 roku, na froncie zachodnim pojawiły się nowe wersje Bf 109 i ultranowoczesne Fw 190, stało się oczywiste, że Spitfire Mk. V musi ustąpić miejsca nowej, znacznie lepszej wersji. Docelowo „zabójcą Fok” stać się miał Mk. VIII. Ponieważ jednak dopracowanie „ósemki” wymagało czasu, postanowiono tymczasowo przebudować Mk. V, instalując nowy silnik oraz modernizując niektóre elementy wyposażenia. Tak właśnie powstała „dziewiątka”, prawdziwy symbol brytyjskiego lotnictwa myśliwskiego RAF, drugiej połowy wojny. Na tych właśnie samolotach walczyli piloci polskich dywizjonów 302, 303, 308, 317 i 318. One to stanowiły wyposażenie 306, 315 i 316-go do chwili przezbrojenia na Mustangi III. Na nich, swe legendarne triumfy święcili piloci Cyrku Skalskiego.
Mk. IX długo nie mógł doczekać się swej miniatury w skali 1/48. Kiedy jednak temat został wreszcie podjęty, uczyniły to (mniej więcej w tym samym czasie) aż trzy firmy: Occidental, ICM oraz Hasegawa. Pierwszy z ww. zestawów, za sprawą znacznych uproszczeń został okrzyknięty substytutem „Spita”. Model ICM pospiesznie wprowadzany na rynek, zraził modelarzy fatalną jakością tworzywa, masą nadlewek i wszechobecnymi jamkami skurczowymi. Mocno liczono na Hasegawę, jednak japoński producent zawalił na całej linii, wypuszczając zestaw nie trzymający skali i posiadający ogrom błędów merytorycznych. Tymczasem ICM w znacznym zakresie opanował początkowy bałagan oraz niechlujstwo wykonania, oddając w ręce hobbystów niemal idealny geometrycznie model. Analizie najnowszej edycji tegoż zestawu, wzbogaconej o elementy „dioramowe”, postanowiłem poświęcić nieco uwagi.
Opakowanie
Zestaw „ubrany” został w typowe dla ICM, otwierane na boki, niewielkie pudełko. Biorąc pod uwagę dość pokaźną zawartość (5 szarych ramek + 1 bezbarwna, z elementami samolotu oraz 1 ramka z postaciami/wyposażeniem lotniska), rozmiar i sztywność opakowania, nie w pełni zabezpiecza produkt. Co prawda w otrzymanym zestawie natrafiłem na jednie dwa drobne uszkodzenia, mam jednak wrażenie, że nie zawsze tak to wygląda. Zdecydowanie doradzam wnikliwą kontrolę ramek przed zakupem modelu.
Od strony graficznej pudełko prezentuje się przyzwoicie. Plusem jest przedstawiona na okładce scenka, obrazująca przykładowe umiejscowienie postaci z ramki RAF pilots & ground personnel. Na odwrocie opakowania znajdujemy kolorowe rzuty Spitfire, ilustrujące schemat malowania samolotu dowódcy 126-go Dywizjonu. Zważywszy marną jakość schematu zawartego w instrukcji, wizualizacja ta przyda się z pewnością. Jednym błędem merytorycznym który wychwyciłem, jest malowanie nazwy indywidualnej oraz symboli zwycięstw po obu stronach kadłuba, przed i pod wiatrochronem. W rzeczywistości, oznaczenia te widniały jedynie na lewej burcie, jak sugeruje rysunek w instrukcji budowy miniatury.
Instrukcja
Sam model „dziewiątki” znany jest modelarzom od mniej więcej 8 lat. Nowość stanowi natomiast obecna edycja z dodatkową ramką „ludzików”. Z tego powodu instrukcja dotycząca budowy Spita, jest dokładnie taka sama jak w poprzednich „wcieleniach”. Dołożona została jedna strona ze schematem malowania konkretnej maszyny oraz kartka z instrukcją montażu postaci i sprzętu. Choć książeczka nie osiąga poziomu edytorskiego, np.: instrukcji Eduarda, należy przyznać, że jej czytelność jest wystarczająco wysoka. Zdecydowanie lepiej prezentuje się manual odpowiedzialny za sprzęt, a rysunki dotyczące postaci są znakomite – duże, czytelne, gęsto opisane barwami mundurów i wyposażenia. Wszystkie niezbędne kolory oznaczono pełnym nazewnictwem stosowanym w RAF oraz numerami farb wg wzornika Model Master.
Jakość części
Jak to bywa w przypadku produktów ICM, możemy śmiało mówić o bardzo dobrze zaprojektowanych detalach. Gorzej jest z jakością odlanych części. Mam wrażenie, że główną winę za taką właśnie sytuację ponosi dość podłej jakości tworzywo. Plastik jest tradycyjnie gumowaty i nie specjalnie sprzyjający obróbce. Jest także dobra strona tegoż medalu, cienkie i elastyczne fragmenty dają się lekko „naciągnąć” w razie popełnienia jakiegoś błędu. Niemniej, bardzo rozdrobniona struktura zestawu, z założenia pozwalająca na ekspozycję przedziału silnikowego, kokpitu i uzbrojenia w płatach – wymaga dużej uwagi podczas docelowego montażu składowych podzespołów. Zachowanie właściwej geometrii bryły płatowca, jest zadaniem trudnym i wymagającym stałego monitorowania wzajemnego położenia detali. Jak już wspomniałem pierwsze serie Mk. IX (ok. 2001 r.) wprowadzane były na rynek bardzo pospiesznie Zaowocowało to masą niedoróbek w postaci: dużej ilości nalewek, zniekształceń elementów, pełnej gamy jamek skurczowych i niedolewek tworzywa. Niestety odbiło się to silnym echem wśród odbiorców. Obecnie, problemy te zostały w zasadzie opanowane, choć jamki skurczowe nadal występują w szczególnie newralgicznych miejscach, na powierzchni wielu detali obecna jest także „skórka pomarańczowa”. Skala problemu jest jednak zdecydowanie mniejsza, co daje nam możliwość korekty, bez konieczności całkowitej wymiany – jak to wcześniej bywało. Reasumując powyższe dywagacje: mam wrażenie, że kiedy producent zdecyduje się na zastosowanie tworzywa o lepszych właściwościach mechanicznych i technologicznych, będziemy z prawdziwą przyjemnością sięgać po jego zestawy. Sposób zaprojektowania części wsparty bogactwem detali, już jest wystarczająco przekonujący, pomimo ww. braków. Gdyby tylko nie trzeba było mozolnie szlifować i dopasowywać niemal każdej części – byłaby to modelarska uczta.
Wierność odwzorowania
Jeśli odnieść ten akapit do wierności oryginałowi i opcjonalnym możliwościom budowy, mamy do czynienia z prawdziwą perełką. Pisze te słowa z pełną świadomością i bez przekąsu. Wielu producentów szatkuje modele na kawałki, dając w jednym opakowaniu zestaw części odpowiadający jednej, ściśle określonej wersji. ICM pakuje w pudełka komplet detali całej rodziny maszyn. Podobnie jak w przypadku poprzednich serii (Jak-7/9, Mustang, ŁaGG-3, etc.) pomimo zakupu zestawu Spitfire Mk. IX, możemy się pokusić o wykonanie różnych odmian „dziewiątki”, a nawet zmienić zdanie i zbudować model Mk. VII lub Mk. VIII. Wczesne i późne odmiany stateczników poziomych i sterów kierunku, zakończenia płatów dla wersji F, HF i LF, różne wersje dolnych osłon silnika i wlotów powierza, to tylko kilka przykładów opcji dostępnych prosto z pudła. Oczywiście, takie zróżnicowanie ma swoje ograniczenia i podczas zmiany wersji musimy liczyć się z koniecznością drobnych uzupełnień we własnym zakresie. Jest to jednak „bułka z masłem”, a sam zestaw # 48801 nie na darmo posiada aż 170 detali samego samolotu.
Wierność rozumiana jako poprawność przebiegu linii podziałowych i obrysu paneli, również została zrealizowana całkiem nieźle. W tym zakresie nie odkryłem żadnych rażących uchybień i pomijając naprawdę minimalne uproszczenia – jest dobrze. Linie podziału są wgłębne i przeważnie równe. Drobna korekta przyda się zamkom okapotowania silnika, musimy także „wydłubać” otwory wyrzutników łusek, gdyż fabrycznie są one „ślepe”. Lotki wykonano jako osobne elementy. O ich mocowanie trzeba jednak zadbać samemu, gdyż nie posiadają żadnych kołeczków, bagnetów, ani osi.
Zgodność wymiarowa
Wydawać by się mogło, że na przestrzeni 64 lat od zakończenia wojny i w obliczu wielu egzemplarzy muzealnych Spita IX, dostępne plany odwzorują absolutnie jednoznaczną postać samolotu. Tymczasem, kolejne ukazujące się na rynku publikacje ukazują coraz to nową „wiedzę w temacie”. Sytuacja taka wydaje się wręcz niepojęta, w moim odczuciu mocno podważając wiarygodność autorów i badaczy. Ponieważ jednak komuś trzeba zaufać, weryfikacji wymiarów dokonałem bazując na serii monografii AJ-Press. Model ICM wpisuje się w rysunki niemal idealnie, miejscami tylko wykazując drobne odchyłki nie przekraczające 1 mm na głównych wymiarach. Porównanie odnosi się do części na ramkach przypuszczam więc, że w procesie pasowania, klejenia i szlifowania, można jeszcze lekko podciągnąć parametry. Pod tym względem produkt ICM bije na głowę zestawy Occidental i Hasegawa, stanowiąc zarazem jedyną dostępną na rynku, a poprawną wymiarowo miniaturę „dziewiątki”.
Wyposażenie
Drobne detale stanowią gros elementów wypełniających pudełko. Ich ilość jest tak duża, że trudno zdecydować od czego zacząć. Jak wynika z instrukcji, na pierwszy ogień idzie kabina. Części jest sporo i przeważnie nieźle wykonanych. Faktura burt, charakterystyczna niby-podłoga Spitów, przednia wręga z tablicą przyrządów pokładowych, mocowanie fotela, płyta pancerna, osprzęt – wszystko to znajduje uznanie i … żywo przypomina rozwiązania zastosowane przez Tamiyę w jej Spitfire-ach Mk.I i Mk.V. Do wymiany przeznaczyłbym jedynie orczyk i fotel, zbyt grube i toporne. Lewa burta kabiny posiada zamknięte drzwiczki, ale możemy je wyciąć i wkleić umieszczony na ramkach, oddzielny „otwarty” element. Bardziej wybredni skorzystają z „kokpitowej” blaszki typu Zoom i to w zasadzie wystarcza.
Przedział silnikowy. Kolejna obfita partia poprawnych wymiarowo detali. Pomimo ograniczeń wynikających z technologii wtrysku, plastikowa replika silnika, ramy łoża, osprzętu i licznych agregatów, może śmiało rywalizować z odlewam żywicznymi. Zwłaszcza, po ew. samodzielnym uzupełnieniu o przewody i okablowanie. Połówki kadłuba stanowią całość z bocznymi osłonami silnika. Górna i dolna osłona, to osobne części. Zarówno fabryczna propozycja, jak i wariant z całkiem zamkniętymi osłonami, generuje konieczność bardzo uważnego montażu – dla zachowania właściwej geometrii bryły. Zabieg dość trudny, ale cóż, coś za coś. Istnieje opcja odcięcia bocznych osłon silnika od kadłuba, w celu całkowitego odsłonięcia jednostki napędowej i instalacji. W tym przypadku, montażu całej sekcji możemy dokonać już po malowaniu i wykończeniu miniatury. Warunkiem jest jedynie, wcześniejsze wklejenie w kadłub wręgi/ścianki przeciwogniowej.
Luki uzbrojenia pokładowego. Na tę okoliczność ICM pozostawił stosowne otwory w górnej części płatów, jednocześnie oferując kilka typów pokryw. Same wnętrza luków odwzorowano na wewnętrznych powierzchniach dolnego płata. Pomysł był niezły, ale wykonanie zawiodło. Wnętrze przedziałów ogniowych wieje pustką i prostotą, a pionowe ścianki generują jamki skurczowe na spodzie skrzydła. Podobnie uproszczone są repliki działek. Zdecydowanie słabsza sekcja modelu. Do przemyślenia, czy w ogóle warto ją w tej postaci eksponować.
Uzbrojenie podwieszane. Bogaty wybór obejmujący: 500-funtową bombę podwieszaną pod kadłubem, dwie 250-funtówki do podwieszenia pod skrzydłami oraz niekierowane rakiety burzące. Dodatkowo pojawia się, podczepiany do przebazowania, zbiornik paliwa o pojemności 90-ciu galonów. Na szczególną uwagę zasługują elementy mocujące bomb – delikatne i zadziwiająco, czysto wykonane. Znaczną poprawę odnotowuję w zakresie podwozia. Luki i osłony są w pełni akceptowalne, golenie bardzo ładne, jedynie same koła z felgami odlano mało finezyjnie. Osobiście chyba pokuszę się o wymianę na żywiczne. Podobny problem co koła, stwarza zespół kołpak śmigło. Efekt będzie dobry, ale czeka nas sporo pracy przy niezbędnych korektach kształtu.
Ramka z „ludzikami”. Z technicznego punktu widzenia, poziom wykonania tej ramki jest bardzo wysoki. W pierwszej chwili wydaje się pochodzić od innego producenta. Dużo lepsze tworzywo i czysty wtrysk. Drobny sprzęt do obsługi samolotów niesie kilka uproszczeń, ale po stosunkowo łatwej, waloryzacji własnej, wyglądać będę okazale. Same figurki są moim zdaniem – fantastyczne. Faktura mundurów, sylwetek i twarzy jest realistyczna i oddana ze smakiem, a co istotne pozbawiona defektów. Każda z postaci składa się z kilku składowych: korpusu, rąk, nóg, nakrycia głowy + ew. dodatków jak kurtka zarzucona na ramię, czy torba/chlebak. Części są doskonale dopasowane, a ich podział na składowe daje nam możliwość wprowadzenia drobnych zmian w pozie „ludzika”.
ICM przygotował siedem figurek: dwie postaci pilotów rozmawiających podczas spaceru; postać pilota w pełnym umundurowaniu wysokościowym, wsiadającego do samolotu; klęczącą postać podoficera technicznego, dwie sylwetki techników podczas prac przy maszynie oraz przemiłą WAAF-kę, jakby żywcem wziętą ze słynnego filmu „Bitwa o Anglię”. Ostatnim członkiem ww. drużyny jest pies. Choć „postać” ta raczej nie ma historycznego związku z Rodezyjczykiem Johnem Plagisem, ani dowodzoną przez niego jednostką (wszak ICM oferuje tę ramkę także jako osobny produkt) stanowi przykład klasycznej maskotki dywizjonu. Sądzę, że RAF Pilots & Ground Personnel jest świetną propozycją uzupełniającą, nie tylko dla „zapalonych dioramowców”.
Kalkomanie
Niniejszy element kompletu zawsze nastręczał producentowi problemów i sytuacja ta trwa nadal. Arkusz jest skromny z dwóch powodów: 1) tylko jedno malowanie; 2) mało napisów eksploatacyjnych. Pasy inwazyjne odpuszczono sobie zupełnie, co akurat jest korzystne. Malowane z użyciem taśmy wyglądają lepiej niż kalkomanie, a przesadnie równe też być nie muszą – oryginalne też „chlapano” w pośpiechu. Ciekawostką samolotów 126–go Dywizjonu jest fakt, że w okresie inwazji, z braku kontrastu liter kodowych nanoszonych na pasy, indywidualną literę danej maszyny powielano na sterze kierunku. Pod tym względem naklejki są prawidłowe. Jeśli „uprzemy” się na tego konkretnego Spita, damy radę wykorzystać litery kodowe i oznaczenia indywidualne. Trzeba to zrobić ostrożnie – potrafią się kruszyć i lepiej zawczasu potraktować je profilaktycznie lakierem bezbarwnym. Całą resztę oznaczeń rozsądniej jest zaadoptować z dowolnego zestawu kalkomanii, dedykowanego wersji Mk. IX, czy późnym Spitfire w ogólności.
Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu
Ilość dodatków dedykowanych „dziewiątce” jest iście imponująca, jak przystało na waloryzację modelu prawdziwej ikony RAF. Poniższa lista nie wyczerpuje możliwości w tym zakresie, obejmując jedynie pozycje najłatwiej dostępne na polskim rynku. Pomimo to, bogactwo oferty robi wrażenie:
- Moskit — exhaust pipes
- CMK (4102) — Spitfie Mk. IX engine set
- CMK (4103) — Spitfie Mk. IX interior set
- CMK (4104) — Spitfie Mk. IX exterior set
- CMK (4105) — Spitfie Mk. IX armament set
- CMK (4126) — Spitfie Mk. IX armament type E
- Aires (4129) — cockpit set
- Quickboost (48250) — Spitfie Mk. IX cannon barels
- Quickboost (48067) — Spitfie Mk. IX flat tank
- Quickboost (48075) — Spitfie Mk. IX empty schell case chute
- Quickboost (48172) — Spitfie Mk. IX control sticks
- Quickboost (48191) – Spitfie Mk. IX exhaust-fishtail
- Part (S48-081) – Spitfie Mk. IX
- Eduard (48366) – Spitfire Mk.VII/VIII/IX flaps
- Eduard (FE142) – Spitfie Mk. IX, Zoom
- Ultracast (48060) — Spitfire Mk. IX exhaust
- Ultracast (48061) — Spitfire Mk. IX Rotol 4-blade propeller
- Ultracast (48062) — Spitfire Mk. IX early style elevators
- Ultracast (48063) — Spitfire Mk. IX late style elevators
- Ultracast (48064) — 3-spoke wheels
- Ultracast (48065) — 4-spoke wheels
- Ultracast (48065) — 5-spoke wheels
- Ultracast (48067) — covered hub wheels
- Ultracast (48068) — seats (late-war-harness)
- Ultracast (48097) — cannon barels
- Master (AM-48-004) — metalowe lufy działek Hispano 20mm dla skrzydła typu
- Master (AM-48-005) — metalowe lufy działek Hispano 20mm dla skrzydła typu E
Zasób kalkomanii do modelu naszego bohatera, jest bodaj jeszcze większy. Ku przypomnieniu, podaję zatem jedynie spis zestawów rodzimego Techmodu:
- Techmod (48024) — 4 malowania Mk.IX z PFT
- Techmod (48034) — 3 malowania Mk.IX (2x Dywizjon 316/ 1x Dywizjon 306)
- Techmod (48079) — 3 malowania Mk.IX ( 308, 316 i 318 Dywizjon)
Podsumowanie
Dżentelmeni wprawdzie nie rozmawiają o pieniądzach, ale tym razem zacznę podsumowanie od ceny, a właściwie dwóch:
Cena 1 – koszt zestawu. Dla produktu # 48801 wynosi ok. 55-60 PLN, dla samego modelu Spitfire Mk. IX ok. 40-45 PLN. Jak na bogaty zestaw w skali 1/48 to niewielkie pieniądze. Problemem jest jakość wyprasek znacząco obniżająca atrakcyjność. Gdyby jakość ramek z częściami samolotu dorównywała choć ramce Pilots & Personel, byłbym skłonny zapłacić znacznie wyższą cenę. Pomijając jakość, jest to naprawdę świetny model. W obecnej postaci traci jednak na „składalności”, za sprawą absolutnie koniecznych prac przy: pasowaniu, szpachlowaniu, szlifowaniu, itp., itd. Innymi słowy, można z niego wykonać prawdziwe cacko, ale … trzeba to cacko pracowicie wydobyć z opornej materii tworzywa. Nie jest to praca dla osób o słabych nerwach, czy skromnym oświadczeniu.
Cena 2 – uzupełnienia. Z całą pewnością powinniśmy zainwestować w zakup kalkomanii. Co do pozostałych elementów – cóż, kwestia podejścia. Wiele osób akceptuje waloryzację w oparciu o metal i żywicę, świadomie ponosząc koszt 3-4 razy przekraczający rynkową wartość bazowego modelu. Można go zminimalizować „produkcją własną” i to też jest jakieś rozwiązanie. W tym przypadku uwzględnić jednak należy duży nakład pracy oraz czasu. Wynik modelarskich działań z wykorzystaniem rodziny Spitów ze stajni ICM może nas olśnić, ale to długa droga.
Literatura:
- Alfred Price Supermarine Spitfire cz.1 #38 Monografie Lotnicze, AJ-Press, Gdynia 1997
- Wojtek Matusiak Supermarine Spitfire cz.2, #39 Monografie Lotnicze, AJ-Press, Gdańsk 1998
- Wojtek Matusiak Supermarine Spitfire cz.3 #40 Monografie Lotnicze, AJ-Press, Gdańsk 1999
- Mike Spick Supermarine Spitfire Słynne Samoloty, Polska Oficyna Wydawnicza „BGW”, Warszawa 1992
- Przemysław Skulski Supermarine Spitfire Mk. VIII, IX, XVI #3 Seria „Pod lupą”, ACE Publication, 1996
- Krzysztof Chołoniewski, Romuald IwańskiSamolot myśliwski Spitfire Mk. IX – XVI #119 TBiU, Wydawnictwo MON (Bellona), 1988
Zestaw udostępniony do recenzji dzięki uprzejmości firmy APM Model.
Firma APM Model jest dystrybutorem zestawów firm AJ Model, Attack Hobby Kits, AZ Model, Azur, Bilek, BOA Decals, Condor (Ukraina), Flagman, ICM, MAC Distribution, Master Box, MPM Production, Olfa, Roden, RS Models, SKIF, Směr, Special Hobby, Unimodel, UM Military Technics i Valom.













































