1/48 Grumman XF5F-1 Skyrocket – Minicraft #11626

Metryczka zestawu
- Pełna nazwa zestawu: Grumman XF5F-1 Skyrocket
- Producent: Minicraft
- Nr katalogowy: 11626
- Liczba i rodzaj elementów: 73 z jasnoszarego tworzywa, 4 przezroczyste
- Schematy malowań:
- prototyp Bu.No.1442; malowanie; cały samolot w naturalnej barwie aluminium, górna powierzchnia płata w barwie żółtej (Insignia Yellow)
- Uwagi: Pod numerem katalogowym #11628, firma Minicraft wypuściła na rynek także model ostatniej wersji prototypu (znanej jako „long nose Skyrocket”), w konfiguracji ze stycznia 1942 r.

Opis szczegółowy
Wprowadzenie
Miłośnicy myśliwców Grummana lat czterdziestych minionego wieku, obudzeni w środku nocy wyrecytują niczym mantrę: Wildcat, Hellcat, Bearcat, Tigercat. I słusznie. Były to bowiem jedne z najsłynniejszych konstrukcji użytkowanych przez USN i USMC w tym okresie. Nie każdy jednak wie, że protoplastą „spóźnionego na wojnę” F7F Tigercat, był niezwykle oryginalny samolot o nazwie Skyrocket. Awangardowa maszyna powstała w połowie 1938 roku, bazowała na mało wówczas popularnej koncepcji, dwusilnikowego myśliwca pokładowego o wybitnej prędkości poziomej i prędkości wznoszenia. Choć XF5F borykał się z szeregiem problemów technicznych i technologicznych, przez cztery lata intensywnych prac, stanowił poligon doświadczalny dla rozwoju ciężkich maszyn bojowych Lotnictwa Marynarki i Piechoty Morskiej. Nie licząc vacuformowo-żywicznego zestawu firmy Lone Star Models, jego miniatura w skali 1/48 zaistniała wyłączne pod szyldem Minicraft. #11626 wydany ok. 1998 roku, był też pierwszym modelem powstałym po separacji firm Minicraft i Academy.
Opakowanie
Pudełko wita nas barwną ilustracją, przedstawiającą srebrno-żółtą „Racę” w locie nad rozległymi polami uprawnymi Pensylwanii. Sądząc z widocznej konfiguracji płatowca, scenkę datować możemy na, mniej więcej połowę 1940 roku. Zdobi ona obszerne i dość mocne opakowanie, wykonane w poręcznej konwencji: wanna / pokrywa. Na bocznych ściankach znajdziemy, kilka małych fotografii gotowego modelu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że spoglądamy na samolot „usiłujący przegryźć” własne skrzydło. Z budową takiego właśnie dziwoląga, przyjdzie nam się zmierzyć. Zaglądnąwszy do środka, odkrywamy dwie duże ramki z zasadniczymi elementami modelu + rameczkę z „oszkleniem” (każda z nich w osobnym, zgrzewanym termicznie woreczku), mały arkusz kalkomanii oraz oczywiście instrukcję budowy.
Instrukcja
Pod względem graficznym, załączona „harmonijkowa” instrukcja, znacząco odbiega od obecnie panujących standardów. Od strony merytorycznej, jest jednak poprawna, choć posiada kilka braków. Strona pierwsza, krótko opisuje historię naszego bohatera, co jest dość istotne zważywszy słabą dostępność innych źródeł informacji na jego temat. Kolejne strony przedstawiają budowę modelu, rozpisaną na 10 etapów. Rysunki są duże i czytelne, a niezbyt skomplikowana (z modelarskiego punktu widzenia) bryła modelu, z pewnością nie utrudni nam zrozumienia „komiksu”. Główny segment „manuala” zamyka rozrysowanie wszystkich trzech ramek, wraz z pomocniczymi oznaczeniami detali.
Ostatnia strona zawiera schemat malowania. Przedstawia on prototyp w pierwotnej postaci. Nigdzie nie natrafimy na tabelę barw, ani odnośniki do wzorników czołowych producentów farb modelarskich. Co prawda, nie jest to kluczowo ważne. Samolot utrzymany był bowiem w naturalnej barwie metalu (NMF), górną powierzchnię płata malowano standardowym Insignia Yellow, a płócienne pokrycie sterów – na srebrno. Jedynym uzupełnieniem były czarne, matowe chodniki w obrębie kabiny. W podobny sposób instrukcja opisuje kolorystykę wnętrza. Niezbędne barwy dostępne są w każdym, szanującym się katalogu farb.
Skyrocket był obiektem, z natury rzeczy często modernizowanym i przebudowywanym. Część zmian wprowadzano równolegle, inne pojawiały się sukcesywnie – z potrzeby chwili. Producent daje nam możliwość wykonania modelu w kilku konfiguracjach (o czym dalej), instrukcja nie precyzuje jednak w dostateczny sposób chronologii wprowadzanych zmian. Jest to jej największa słabość.
Jakość części
Po rozwiązaniu współpracy amerykańskiego Minicraft Models Inc. z koreańską Academy, miejsce fizycznego wytwórcy elementów plastikowych zajęła firma z Chin. Bliższe szczegóły nie są mi znane. Grunt, że nad procesem projektowym czuwa Minicraft, a Chińczycy całkiem sprawnie radzą sobie z produkcją. W efekcie tego zamieszania, otrzymujemy bardzo starannie wykonane ramki. Powierzchnia części jest gładka i czysta. Żadnych śladów przesunięć form, a nadlewki spotkamy jedynie na ożebrowaniu cylindrów gwiazd silników. Mają one niewielki zasięg, lecz wymagają lekkiego przeszlifowania. Nawet jeśli zdarzy nam się zbyt mocno docisnąć papier ścierny, miejsca szlifowania znikną całkiem pod potężnymi osłonami jednostek napędowych.
Identyczna sytuacja występuje w przypadku śladów po wypychaczach Jest ich niewiele i przeważnie w mało eksponowanych miejscach. Jedyną niedogodność stanowią niewielkie jamki skurczowe na obu burtach kadłuba. Zjawisko spowodowane jest sporymi klockami plastiku, odlanymi po wewnętrznej stronie burt kokpitu, jako imitacja wyposażenia. Konieczne będzie delikatne zaszpachlowanie i staranne wygładzenie połówek kadłuba. Metalizery stosowane dla uzyskania efektu NMF, fatalnie wyglądają na nierównych i porysowanych powierzchniach.
Elementy z przezroczystego plastiku odzwierciedlają: „kroplową” osłonę kabiny, podzieloną na wiatrochron i limuzynę oraz światła pozycyjne na końcówkach skrzydeł. Ścianki osłony są relatywnie cienkie i równocześnie mocne. Z przejrzystością jest nieco gorzej, choć do zaakceptowania. Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie detale zestawu prezentują się schludnie i od strony wykonawczej zasługują na pochwałę.
Wierność odwzorowania
Konstrukcja Skyrocketa, stosownie do nazwy własnej samolotu, miała zapewniać szybkie wznoszenie i wysoką prędkość poziomą. Z tego powodu, powierzchnia płatowca była gładka jak lustro i starannie dopracowana aerodynamicznie. Nie inaczej jest także w przypadku modelu. Jedynie stery i lotki posiadają odwzorowanie ugięć płótna na żeberkach, choć bez charakterystycznej faktury materiału, co w ostateczności można przeboleć. Wszystkie linie podziału odzwierciedlono jako wklęsłe. Równe i czyste, o rozsądnej szerokości – całkiem udane. Zdecydowanie mocniej zaznaczono styk powierzchni sterowych ze skrzydłami i statecznikami. Co więcej, powierzchnie lotek i sterów posiadają delikatne zaokrąglenia w kierunku linii styku, co istotnie podnosi realizm. Obrys klap skrzydłowych wykonano podobnie jak linie podziału blach. Projektant nie zapomniał także, o zaznaczeniu klapek zakrywających luki bombowe. Pod każdą zewnętrzną sekcją skrzydeł, istniało ich bowiem pięć. Docelowo pomieścić miały 40 szt. małych bombek (1,8 kg każda) przeznaczonych do zrzucania na formacje nieprzyjacielskich bombowców. Wszystkie ww. powierzchnie ruchome wykonano jako integralną część głównych elementów modelu, a tym samym ich ewentualne oddzielenie leży całkowicie w naszej gestii. Identycznie przedstawia się temat składanych do hangarowania, zewnętrznych sekcji płata. Zestaw tego niuansu nie uwzględnia.
Całkiem odrębnym zagadnieniem, jest kwestia odwzorowania drobnych i większych modyfikacji, dokonywanych na XF5F-1. Samolot istniał w jednym jedynym egzemplarzu i historycznie, wyróżnia się umownie trzy główne konfiguracje: pierwotną, po pierwszej przebudowie, po drugiej przebudowie. Nas interesują jedynie dwie pierwsze (nazwane w instrukcji: early i late style). Płatowiec po ostatecznej przeróbce, przedstawia wspomniany zestaw #11628 „long nose Skyrocket”. Według Mastercraft, przebudowany prototyp posiadał: baterię czterech kaemów w nosowej części kadłuba, oprofilowanie przejścia skrzydło-kadłub oraz zmieniony kształt sterów kierunku. Budzi to pewne wątpliwości. Uzbrojenie i usterzenie – OK. Oprofilowanie pojawiło się znacznie później, możliwe że dopiero podczas drugiej przebudowy. Wersja uzbrojona posiadała zupełnie inny kształt tablicy przyrządów, z panelem sięgającym do samej podłogi (jak w zestawie), pierwotna jedynie mały panel – którego w zestawie brak. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że już w ramach pierwszej modyfikacji wyeliminowano zbiorczy kolektor wydechowy, zastępując go osobnymi wyprowadzeniami z cylindrów. Zestaw tej wersji nie proponuje, co raczej nie jest prawidłowe.
Zgodność wymiarowa
Dokumentacja monograficzna „Racy” jest stosunkowo skromna. Większość wiarygodnych materiałów o XF5F-1 pojawia się, jako wprowadzenie do publikacji poświęconych historii powstania F7F Tigercat. Dedykowane opracowania należą do rzadkości. Nie oznacza to jednak całkowitego braku danych. Aby nie wdawać się w rozwlekły opis nadmienię jedynie, że weryfikacja przeprowadzona na podstawie dostępnych materiałów, wypadła pozytywnie. Oprócz podanych w poprzednim akapicie wątpliwości merytoryczno-modernizacyjnych, możemy spokojnie zaufać wymiarowości i geometrii zaproponowanym przez producenta.
Wyposażenie
Drobnica wymyka się jednoznacznej ocenie. Od strony jakości i czystości wykonania, jest bardzo dobra. Jeśli jednak spojrzymy na projektową precyzję oddania realiów, dostrzeżemy poważne uproszczenia. Niektóre z nich są do ew. zaaprobowania, inne nie. Wnętrze kabiny nie jest złe, choć brakuje mu finezji. Znajdziemy tu wszystkie główne elementy „wystroju”, ale nic ponadto. W przypadku budowy modelu pierwotnej wersji prototypu, konieczne będzie przerobienie tablicy przyrządów pokładowych. Prawidłowo natomiast odwzorowano przedział uzbrojenia. Szereg publikacji podaje, że mieścił on cztery kaemy Browning M2 o kalibrze 0,5 cal. Nie jest to prawdą. Wyposażenie strzeleckie zaplanowano przed unifikacją uzbrojenia lufowego samolotów amerykańskich i obejmowało ono: 2x kaem 0,5 cal. + 2x kaem 0,3 cal. Dokładnie tak zaproponował to Mastercraft. Zestaw daje nam możliwość otwarcia osłon i zademonstrowania uzbrojenia, a same osłony posiadają stosowną fakturę powierzchni wewnętrznych. Taka postać modelu wymagać jednak będzie sporych uzupełnień, gdyż poza imitacjami karabinów, nie ma wewnątrz kompletnie niczego.
Z analogiczną sytuacją zetkniemy się w przypadku podwozia, a w szczególności jego komór. Same golenie oraz elementy mechaniki podwozia są nieco uproszczone, lecz w sumie do zaakceptowania bez wielkiego „przymykania oczu”. Komory natomiast wieją potworną pustką. Widać w nich dolną powierzchnię płata, wnętrza osłon gondoli bez żadnej faktury, czy ożebrowania oraz, co gorsza – elementy mocowania repliki silnika. Oryginalne podwozie samolotu, nieustannie sprawiało kłopot swym konstruktorom, stając się powodem kilku kraks. Obecnie jest kłopotem dla nas. Po wykonaniu modelu „prosto z puda”, musimy mocno zadbać o to, aby nikt nie chciał go oglądać od spodu. Trochę lepiej przedstawiają się makiety silników Wright XR-1820-40/42. Za oba zespoły napędowe odpowiadają liczne (w tym kontekście) grupy części. Planowane „podrasowanie” ich wyglądu nie będzie trudne, a ewentualne niedoróbki dość dokładnie zakryją pękate osłony. Producent nie zapomniał także o tym, że Skyrocket posiadał przeciwbieżne śmigła. Jedyną naszą troską będzie zatem zadbanie, aby przykleić je po właściwej stronie.
Kalkomanie
Niewielka ilość naklejek nie powinna nas zaskoczyć. Samolot posiadał znaki przynależności państwowej, malowane wg systemu obowiązującego do dnia 26 lutego 1941 r. Symbole umieszczone były na skrzydłach, w czterech pozycjach. Nie stosowano natomiast znaków kadłubowych. Dodatkowo, na usterzeniu pionowym znajdowały się numery serii oraz oznaczenie typu, a w tylnej części kadłuba napis US NAVY. Kształt, krój i wielkość liter, znajdują pełne potwierdzenie w dokumentacji fotograficznej. Pozostałe naklejki arkusza, to trójkolorowe paski ostrzegawcze, malowane na końcówkach łopat śmigieł oraz znaki ich producenta. Brak jakichkolwiek napisów eksploatacyjnych, co również jest uzasadnione. W tym okresie były one rzadkością, ponadto prototyp obsługiwany wyłącznie przez inżynierów- specjalistów macierzystych zakładów, takich opisów w praktyce nie wymagał.
Jakość kalkomanii jest bardzo dobra, jak przystało na produkt firmy Microscale. Barwy posiadają właściwe nasycenie, film wokół znaków został zaś sprowadzony do minimum, nie natrafimy na żadne przesunięcia nadruku. Naklejki są też niezwykle cienkie, co z całą pewnością zmusi nas do wzmożenia ostrożności podczas ich transferu na model. Podatności na chemię modelarską nie sprawdzałem, ale byłoby dość dziwne, gdyby oparły się one działaniu preparatów tej samej firmy.
Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu
Podobnie jak w przypadku innych „dziwolągów” reprezentowanych na rynku przez nieliczne modele, lista zestawów uzupełniających jest ekstremalnie krótka. Ściśle biorąc, natrafiłem na jedną tylko dedykowaną pozycję:
Podsumowanie
Model Skyrocketa, zgodnie z ideą przyświecającą producentowi, należy do gatunku: lekki, łatwy i przyjemny, jak również niezbyt drogi. To ostatnie jest co prawda mocno względne. Zestaw jest obecnie dość trudny do zdobycia i w związku z tym, jego ceny bywają silnie zróżnicowane. Pierwsze trzy kryteria zostały jednak spełnione w 100%. Jest to po prostu fajny, niemal relaksacyjny model, nie wymagający szczególnych umiejętności czy bogatego doświadczenia modelarskiego. Odznacza się też poprawnością wymiarową, cechą dość rzadką w przypadku produktów klasy „popularnej”. Oczywiście, wszystkich pragnących stworzyć prawdziwie wierną replikę „Racy”, czeka sporo pracy twórczej przy uzupełnieniach. Model stanowi jednak doskonałą bazę do takich działań, a największym problemem, będzie zdobycie wystarczająco precyzyjnej dokumentacji.
Literatura:
- Adam Jarski Grumman F7F Tigercat cz.I, #1 Monografie Lotnicze, AJ-Press, 1991
- David Lucabaugh / Bob Martin Grumman XF5F-1 & XP-50 Skyrocket, Naval fighters number thirty-one, Ginter Books, 1995
- Eric B.Morgan The Grumman Twins vol.2, #15 Twentyfirst Profile, 21th Profile Ltd

































