1/48 Horten Ho 229B Nachtjäger – Dragon #5511

Metryczka zestawu
- Pełna nazwa zestawu: Ho 229B Nachtjäger
- Producent: Dragon
- Nr katalogowy: 5511
- Liczba i rodzaj elementów: 105 z szarego tworzywa, 8 przezroczystych, blaszka
- Schematy malowań:
- czerwona „12”, malowanie czysto hipotetyczne; spód: czarny, góra: jasny szaro-niebieski z nieregularnymi plamkami w barwie szaro-oliwkowo-zielonej.
Opis szczegółowy
Konstrukcja braci Waltera i Raimara Hortenów stała się jedną z najbardziej niezwykłych maszyn powstałych przed końcem WWII. Była też pierwszym w historii awiacji samolotem odrzutowym, zbudowanym w układzie latającego skrzydła. Stanowiła odpowiedź na wymagania ogłoszone w 1943 roku przez Reichsmarschalla Göringa, znane pod oznaczeniem 3x 1000 (samolot myśliwsko-bombowy, zdolny przenieść ładunek 1000 kg, z prędkością 1000 km/h, 1000 km w głąb terytorium wroga). Koncepcja zakładała powstanie szybkiej, wytrzymałej i stabilnej platformy artyleryjskiej, przenoszącej 2 lub 4 działka 30 mm, a docelowo wyposażonej również w radar pokładowy i kierowane pociski rakietowe powietrze-powietrze. Innymi słowy, dążono do stworzenia maszyny zdolnej dziesiątkować alianckie formacje bombowe i deklasować myśliwce osłony. Choć samolot ten został dość powszechnie zaszufladkowany jako „Luftwaffe 1946”, był bliższy realizacji niż jakakolwiek inna konstrukcja tej kategorii. Prototyp jednomiejscowej, dziennej wersji myśliwskiej wykonał trzy samodzielne loty (2, 3 i 18 lutego 1945 r.), a wyznaczone do podjęcia produkcji seryjnej zakłady Gotha, zgromadziły materiały i komponenty niezbędne do budowy pierwszych 20 szt. maszyn Go 229A-0. Trwały także intensywne prace przy prototypach dwumiejscowej, nocnej wersji myśliwskiej (Go 229B), zaawansowanych (z chwilą przejęcia przez oddziały amerykańskie) w 70-75%. Niemieckie dowództwo wyznaczyło nawet pierwszą jednostkę bojową, która miała zostać w nie wyposażona. Był nią słynny JG 400 latający dotychczas na rakietowych Messerschmittach Me 163 Komet.
Opakowanie
Atrakcyjna ilustracja tytułowa przedstawia scenę, którą śmiało nazwać by można „marzeniem Göringa”. Latające skrzydło Hortenów, wbijające swe radarowe szpony w formację znienawidzonych Lancasterów Bomber Command – nocnych demonów zgłady. Nic bardziej odpowiedniego. Pudło, wykonane ze stosunkowo cienkiej tektury, wykazuje zadziwiająco dużą sztywność, a tym samym odporność na uszkodzenia. Jego rozmiary są pokaźne i wynoszą: 360 x 190 x 60 mm. Dane te, same w sobie wydają się mało istotne, niosą jednak pewną dodatkową informację. Otóż, główna bryła modelu po sklejeniu ma wymiary ok. 350 x 160 mm, co oznacza że w razie konieczności, możemy bez problemu ukryć budowaną miniaturę we wnętrzu firmowego opakowania (dla ochrony przed kurzem, niepowołanymi rękoma, czy innym czynnikami zewnętrznymi). Podział konstrukcyjny pudełka na pokrywę i „wannę” również sprzyja podobnemu zastosowaniu. Boczne ścianki ozdobione są kilkoma niewielkimi fotografiami gotowego modelu oraz szeregiem mniej czy bardziej istotnych informacji ogólnych. Wnętrze wypełniają 4 duże + 2 mniejsze ramki z jasno-szarego tworzywa, ramka z detalami bezbarwnymi (zdublowana), instrukcja, arkusz kalkomanii oraz dopełniająca całości maleńka blaszka z 9 elementami fototrawionymi. Wszystko to schludnie popakowane w osobne, zgrzewane termicznie woreczki.
Na tym etapie napotykamy pierwszą, semantyczną nieprawidłowość. Jest nią, podane w tytule oznaczenie typu: Ho 229. Bracia Horten byli twórcami awangardowego biura konstrukcyjnego, właścicielami manufaktury zdolnej prowadzić badania nowatorskich konstrukcji oraz budującej i testującej ich prototypy. Byli także ojcami projektu Horten IX, którego finalną postać przedstawiają miniatury Dragona. Nie dysponowali jednak infrastrukturą, mogącą sprostać seryjnej produkcji myśliwca. Z tego powodu Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy (RLM), obarczyło zadaniem doświadczone zakłady Gothaer Waggonfabrik A.G. Zgodnie z ówczesną nomenklaturą, oficjalne określono typ jako: Gotha Go 229. Według mojej skromnej wiedzy, oznaczenia Ho 229 czy Ho 9, nie znajdują historycznego uzasadnienia. Na szczęście, nie ma to oczywiście żadnego wpływu na ocenę zestawu, jako takiego.
Instrukcja
Instrukcja modelu nie wzbudza żadnych kontrowersji. Prezentuje standard Dragona, znany z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i moim zdaniem, jest to dobra rekomendacja. Rysunki montażowe są duże i czytelne, a ich efektywne wykorzystanie podczas budowy, nie sprawi nam najmniejszych kłopotów. Kolejne etapy zostały starannie przemyślane i obrazują logiczny tok postępowania. Ewentualne niejasności co do numeracji części, rozwiewa szkic poszczególnych ramek. Nie brakuje także stosownej tabeli barw. Lista farb przedstawiona została w oparciu o palety: Gunze Sangyo Aqueous Hobby Colour, Gunze Sangyo Mr. Colour oraz Italeri.
Producent zadbał również o przedstawienie krótkiego rysu historycznego konstrukcji, choć nie ustrzegł się dwóch drobnych błędów. Pierwszy należy do kategorii „błędów czeskich” i określa rozpiętość maszyny na 8,448 m, podczas gdy w rzeczywistości wynosiła ona 16,78 m. Drugi, to informacja że Nachtjäger stanowić miał rozwinięcie prototypu V6. Jak wynika z dostępnej literatury, V6 stać się miał de facto w pełni skompletowanym wzorcem dla produkcji jednomiejscowych maszyn dziennych. Konfiguracja wersji nocnych, miała być dopracowywana z wykorzystaniem, znajdujących się w budowie prototypów V4 i V5.
Ostatnim elementem instrukcji, jest schemat malowania. Jak to zwykle bywa z konstrukcjami, które dopiero co zeszły z desek kreślarskich, określenie kamo jest czystą spekulacją. Możemy zatem posłużyć się własną wyobraźnią i estetyką, lub bazując na standardowych schematach danego okresu „wydedukować” coś w miarę prawdopodobnego. Z tego punktu widzenia, schemat zaproponowany przez Dragona, wydaje się dość dziwny. Niby układ graficzny jest zbliżony do malowań „nocników” okresu 1944/45, ale ta kolorystyka …? Z jakiej przyczyny, bazowa górna barwa Hortena ma być odpowiednikiem amerykańskiej FS35622, a naniesione na nią plamki stanowić mają mieszaninę kolorów RLM 71/ 79 i 65 ? Zaiste, nie mam pojęcia. Jedynym wytłumaczeniem może być fakt, że schemat powstawał w tym samym czasie co model – czyli na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W tym czasie oferta farb modelarskich odpowiadających późnym barwom niemieckim, była jeszcze skromna.
Jakość części
W ujęciu ogólnym, jakość części zestawu uznać należy za dobrą. Model ma już swoje lata i niestety, coraz bardziej widoczne jest zużycie form. Skutkuje to przede wszystkim nadlewkami na drobnych detalach oraz zjawiskiem tzw. „skórki pomarańczy” na głównych elementach bryły płatowca. Godzi się zaznaczyć, że oba te zjawiska – jakkolwiek niepożądane – przyjmują raczej postać „lekką”. Oznacza to, że bez przeszlifowania się nie obejdzie, ale nie będzie to ani szczególnie trudne, ani nadmiernie pracochłonne. Nigdzie nie natrafiłem natomiast na efekty przesunięcia form, jamki skurczowe, braki tworzywa, czy inne poważniejsze wady, powodujące konieczność istotnych korekt kształtu.
Jak większość zestawów TriMaster/Dragon, model nie jest „samosklejalny”. O ile w przypadku drobnych elementów kabiny, podwozia czy uzbrojenia zewnętrznego, wszystko jest OK., o tyle bryła główna wymaga pewnej uwagi. Składa się ona z zaledwie siedmiu zasadniczych elementów i większość nieprawidłowości przylegania można usunąć na etapie pasowania „na sucho”. Czynność ta, z pewnością nie przerośnie nawet mniej doświadczonych modelarzy, pozwoli natomiast uniknąć męczącego szpachlowania i szlifowania w kolejnym stadium prac. Na szczęście, niezbyt skomplikowany kształt płatowca Go 229, zdecydowanie ułatwia dostęp do wszelkich spoin. Jedyną rzeczą, na którą musimy zwrócić baczniejszą uwagę jest zachowanie właściwej geometrii (szczególnie zewnętrznych sekcji skrzydeł). W gotowej miniaturze, wszelkie zwichrowania będą niezwykle widoczne.
Części wykonane z przezroczystego plastiku: osłona kabiny, światła pozycyjne, etc. są przejrzyste i czyste. Mankamentem jest osłona kabiny, odlana w postaci jednego elementu. Przypuszczam, że głównym z powodów zastosowania takiego rozwiązania, jest brak wiarygodnych informacji o sposobie otwierania osłony w oryginalnym, dwumiejscowym samolocie.
Możemy oczywiście przyjąć, że kabina wersji „B” otwierała się podobnie jak w wersji „A”, tj. przez odsunięcie długiej limuzyny do tyłu. W moim zestawie ramka z detalami bezbarwnymi została zdublowana – może właśnie na potrzeby prób jej przecięcia – kto wie? Nie wydaje mi się to jednak dobrym pomysłem. Element posiada bowiem grube ścianki i szansę powodzenia całej operacji oceniam raczej nisko. Puryści zostaną zatem zmuszeni do samodzielnego wytłoczenia osłony, gdyż nic mi nie wiadomo o vacuformowym dodatku do nocnego Hortena.
Wierność odwzorowania
Ocena merytorycznej poprawności odwzorowania Go 229 jest trudnym zadaniem. Choć ukazało się sporo publikacji omawiających tę konstrukcję, występujące w nich różnice jedynie zwiększają liczbę wątpliwości. Biorąc pod uwagę, że egzemplarz Hortena IX (V3), znajduje się w muzeum Silver Hill (Maryland, USA) problem może zaskakiwać. Pamiętajmy jednak, że jest to protoplasta jednomiejscowej wersji myśliwskiej, dość znacznie różniący się od bohatera niniejszej recenzji. W związku z powyższym, odnotowałem jedynie obecność w modelu , delikatnych i równych, wgłębnych linii podziałowych poszycia. Nie jest ich zresztą zbyt wiele. Horten IX posiadał bowiem konstrukcję mieszaną: główna struktura nośna wykonana była w formie stalowej klatki kratownicowej, pokrytej sklejką i uzupełnioną arkuszami blachy aluminiowej (w newralgicznych miejscach). W tym momencie pojawia się jednak, pewien modelarski dylemat. Konstruktorzy zdawali sobie sprawę, że maszyna zdolna do utrzymywania prędkości lotu poziomego, wynoszącej ok. 1000 km/h, już w płytkim locie nurkowym niebezpiecznie zbliżałaby się do granicy, mogącej wykluczyć zastosowanie „prymitywnych” materiałów pokryciowych. Seryjny Go 229 miał zatem docelowo być samolotem metalowym. Udało mi się nawet odnaleźć szkic ilustrujący prawdopodobny podział blach poszycia. Co prawda przedstawia on Go 229A, lecz zewnętrzne sekcje skrzydeł z pewnością zostałyby zunifikowane dla wszystkich wersji.
Należy także wziąć pod uwagę fakt planowanego zastosowania, podskrzydłowego uzbrojenia rakietowego (zestaw Dragona zawiera miniatury czterech rakiet Hs-298). Instalacja taka, determinuje wszak wzrost wytrzymałości płata na obciążenie oraz jego odporność na działanie gazów wylotowych odpalanych rakiet. Wszystko to wydaje się przemawiać za wykonaniem miniatury w wariancie „metalowym”. Z drugiej jednak strony, nie możemy zapominać, o tragicznej sytuacji materiałowej niemieckiego przemysłu w roku 1945. Wszelkie projekty, wymagające użycia materiałów strategicznych, były hurtowo wręcz skreślane z listy priorytetów. Ponieważ producent zestawu zaopatrzył nas jedynie w replikę „drewnianego” płata, musimy zgodnie z własnym uznaniem zadecydować, czy „ryjemy” dodatkowe linie podziału, czy też nie.
Zgodność wymiarowa
Potwierdzenie wymiarowości modelu, podlega podobnym zawirowaniom, jak ocena wierności odtworzenia samolotu. Zmęczony opisanymi powyżej porównaniami, prowadzącymi moim zdaniem w ślepy zaułek, dokonałem jedynie przeliczenia na salę, głównych wymiarów płatowca. Podsumowanie obliczeń pozwoliło mi wyciągnąć wniosek, że zestaw posiada prawidłowe parametry, a odchyłka głównych wymiarów nie przekracza 1,5 mm. W przypadku modelu o rozpiętości 35 cm, jest to wartość pomijalna. W pełni usatysfakcjonowany rezultatem, odetchnąłem z ulgą, równocześnie definitywnie rezygnując z dalszych „analiz”. Wszak, cały czas dywagujemy nad merytoryczną wiernością miniatury samolotu, którego … … nie było.
Wyposażenie
Drobne detale, stanowią mocny punkt zestawu. Możemy je funkcjonalnie podzielić na cztery główne grupy elementów, odpowiedzialnych za: wnętrze kabiny, detale podwozia, uzbrojenie podwieszane oraz anteny radaru. Sekcja kabinowa zawiera jedynie najważniejsze elementy wyposażenia, co jest w zasadzie prawidłowe. Dostępne zdjęcia i szkice egzemplarza przejętego przez Amerykanów, ukazują bowiem niezwykle spartańskie rozwiązanie tej kwestii. Fotele załogi, wydają się być czymś zbliżonym do konstrukcji znanej z samolotów He-162. Chcąc uczynić wystrój wnętrza bardziej finezyjnym, możemy zapożyczyć „krzesełka” z jakiegoś zestawu, dedykowanego małemu myśliwcowi Heinkla. Użyteczne też okażą się trawione pasy i standardowe orczyki Luftwaffe, wsparte kilkoma drucikami imitującymi wewnętrzne okablowanie. Obawiam się jednak, że efekty ww. waloryzacji, będą prawie niewidoczne, za sprawą grubej, jednoczęściowej osłony kabiny.
Podwozie przednie i główne, to naprawdę bardzo solidna robota. Sam zespół koła przedniego, to aż 18 elementów (wliczając detale goleni, mechanizmu składania oraz osłony). Fakt ten cieszy tym bardziej, że goleń przednia jest dominującym wizualnie elementem miniatury. Sekcja podwozia głównego, to łącznie, kolejne 14 części. Wszystkie koła prezentują się znakomicie, choć – jak w większości modeli przełomu lat â80/’90 – nie posiadają ugięcia statycznego. Dla uproszczenia produkcji seryjnej Go 229, w charakterze koła przedniego zastosowano kółko ogonowe bombowca He-177. Czy to z zestawu jest poprawne (?) – to już pytanie do kolegów, specjalizujących się w „ciężkim kalibrze” lotnictwa Trzeciej Rzeszy.
Anteny radaru FuG Bremen zaoferowano jako kompilację elementów plastikowych i trawionych dipoli. Cała konstrukcja jest nieco uproszczona, ale można ją uznać za akceptowalną. Co wybredniejsi modelarze, z pewnością dołożą tu coś od siebie. Moim zdaniem, jedynym elementem nad którym warto popracować, jest krzyżak stanowiący konstrukcję nośną dla dipoli. Jego ramiona są nieco za szerokie i posiadają zbyt płaski przekrój. Ostatnia grupa drobnicy, odpowiada za odtworzenie uzbrojenia podwieszanego. Otrzymujemy zatem cztery miniatury sterowanych radiowo rakiet Hs 298, wraz z węzłami ich mocowania do spodniej powierzchni płata. Każdy zespół podwieszenia składa się z 10 detali i prezentuje bardzo dobry poziom wykonania. Ciekawostką jest fakt, że do dwóch rakiet dodano także głowice wykonane z bezbarwnego plastiku. Czyżby sugerowało to naprowadzanie na podczerwień, lub telewizyjnie ? Oczywiście – podobnie jak w przypadku wielu sygnalizowanych powyżej wątpliwości – jest to temat nie do rozstrzygnięcia, ze względu na brak wiarygodnej dokumentacji.
Kalkomanie
Arkusz kalkomanii dołączony do zestawu jest nader skąpy, czemu też trudno się dziwić. Na oznakowanie składają się głównie krzyże belkowe (typ późny, uproszczony), obrzeża „chodników” oraz kilka standardowych symboli i napisów. Jakość naklejek jest dobra, a opierając się na wcześniejszych doświadczeniach z produktami Dragona, jestem spokojny o ich właściwości mechaniczne. Ponieważ jednak zestaw którym dysponuję, zszedł z taśmy produkcyjnej w 1993 roku, kalkomanie są już nieco pożółkłe. W zaistniałej sytuacji, możemy bez trudu dobrać coś z domowego „demobilu”, wykorzystać inny zestaw dedykowany Luftwaffe, lub w ostateczności wykonać proste maski przy użyciu np. taśmy Tamiya.
Zestawy uzupełniające / korygujące błędy zestawu
Pomimo kilkunastu już lat funkcjonowania na rynku model Nachtjäger-a Hortenów, nie wzbudził zainteresowania producentów zestawów waloryzujących. Jedynym fototrawionym dodatkiem, dedykowanym obu wersjom Go 229, jest brytyjska blaszka:
- Reheat Models (RH077) — Horten Ho229 A-1 & B

Podsumowanie
Trzeba przyznać, że pomimo szeregu uwag krytycznych, zestaw TriMastera/Dragona jest propozycją dobrą jakościowo i bardzo atrakcyjną tematycznie. Jako zdeklarowany miłośnik klasycznych piękności, w rodzaju: Spitfire, Mustangów, czy Me-109, pozostaję pod urokiem tej niecodziennej konstrukcji. Po odrzuceniu wszelkich pseudo-historycznych dywagacji (których nie szczędziłem powyżej), daje nam możliwość wykonania „prosto z pudła” modelu samolotu futurystycznego, choć silnie osadzonego w realiach, chylącej się ku upadkowi Tysiącletniej Rzeszy. Z czystym sumieniem polecam go wszystkim kolegom, pragnącym urozmaicić domowe kolekcje. W tym miejscu godzi się także wspomnieć, że Dragon wypuścił równolegle model Ho 229A (Go 229A). Oba, wznawiane co jakiś czas zestawy, są nadal dostępne na polskim rynku. Wydawać by się mogło, że miniatura jednomiejscowego Hortena, jedynie nieznacznie różnić się będzie od „nocnego brata”. Nic bardziej błędnego. Oprócz zewnętrznych sekcji płata oraz elementów podwozia, są to całkowicie inne zestawy. Stało się tak głównie za sprawą odmiennej filozofii podejścia projektantów, do koncepcji wykonania modelu. Ale o tym postaram się opowiedzieć już innym razem.
Literatura:
- David Myhra The Horten Brothers and Their All-Wing Aircraft, Shiffer Publishing, 1998
- David Myhra Horten Ho 9 – A Photo History, Shiffer Publishing, 1999
- David Myhra The Horten Ho 9/Ho229 Retrospective, Shiffer Publishing, 2002
- David Myhra The Horten Ho 9/Ho229 Technical History, Shiffer Publishing, 2002
- Andrei Sheplev, Huib Otters Horten Ho229 Spirit of Thuringia – The Horten All-Wing Jet Fighter, Classic Publications, 2007
- David Johnson The Horten Flying Wing in World War – The History and Development of the Ho229, Military History, Vol #47, Shiffer Publishing, 2007
- Marek Murawski Samoloty Luftwaffe 1933-1945, Tom I, Wydawnictwo Lampart, Warszawa 1999


































