1/48 A6M5 Zero – Eduard #48314
Niemal natychmiast po wprowadzeniu przez Hasegawę pierwszych modeli serii poświęconej Zero 52, w ofercie czeskiego Eduarda zaistniał produkt o sygnaturze #48314. Dokładnie rzecz ujmując miało to miejsce wiosną 2000r. Zestaw złożony z dwóch całkiem sporych blaszek + kliszki z zegarami, nadal należy do atrakcyjnych i osiągalnych na rynku, choć niedawno został na stronie internetowej producenta opatrzony uwagą — Cancelled. Czy w tym kontekście warto o nim kreślić słów kilka? Warto, gdyż jego następca #49217 posiada w około 95% identyczne z nim detale. Główna różnica polega na tym, że ramki nowego produktu zostały przekonfigurowane w sposób umożliwiający wykonanie jednej z nich w wersji Color (dostępnej również jako osobny wyrób #FE217 Color Zoom). W zestawie pojawiła się też dodatkowa, mała ramka zawierająca detale o trzeciorzędnym znaczeniu, jak np.: imitacje przewodów instalacji hamulcowej podwozia głównego. Innymi słowy (pomijając barwienie) obie propozycje są do siebie niemal bliźniaczo podobne i opis naszego bohatera w znacznej mierze odnieść można do aktualnie oferowanego produktu.
Jakie obszary podlegają waloryzacji? Zasadniczo, trzy główne: kabina pilota, podwozie oraz klapy. Lwia część propozycji odpowiada za wzbogacenie kokpitu. Otrzymujemy możliwość wykonania od podstaw fotela pilota wraz z pasami, wymiany panelu przyrządów pokładowych zlokalizowanego na lewej burcie kabiny i oczywiście tablicy głównej. Sporo uwagi poświęcono także orczykowi, celownikowi i uzupełnieniom drobnego wyposażenia. Wszystkie te blaszki okazują się bardzo przydatne, bo choć Hasegawa wykonała kawał solidnej roboty w dziedzinie detali, to ograniczenia technologii wtrysku miejscami dają o sobie znać. Szczególnie wyraźnie widać to zjawisko na przykładzie skomplikowanego mechanizmu przepustnicy. Reszta kabinowych drobiazgów, w postaci przeróżnych uchwytów i dźwigienek, niezaprzeczalnie dodaje realizmu, choć tradycyjnie wymaga świętej cierpliwości podczas zabudowy. Całość „wystroju” wnętrza prezentuje się świetnie: liczba detali jest rozsądnie umiarkowana, niemal wszystkie elementy godne są zastosowania, a zakres proponowanej przebudowy jest racjonalny i logicznie uzasadniony — co niestety nie jest regułą w przypadku produktów tego „gatunku”.
Klapy — tu dochodzi do całkowitej wymiany detali modelu. I słusznie. Jeśli już ktoś postanowi porzucić pudełkową koncepcję japońskiego producenta, uzupełnianie plastiku blaszkami nie znajdzie uzasadnienia. Konstrukcja Eduarda w tym zakresie jest przemyślana, czytelna i niezbyt skomplikowana. Śmiem twierdzić, że nawet koledzy o mniejszym doświadczeniu w „gięciu blach” poradzą sobie z zadaniem. Efekt z pewnością wart jest dodatkowego nakładu pracy.
W przypadku podwozia, Eduard zastosował podobną metodologię jak w projekcie dotyczącym kokpitu: czyli to, co w Hasegawie dobre — zostawiamy; to co lepiej wychodzi w technologii fototrawienia — wymieniamy. Uzupełnienia objęły zatem drobne elementy wyposażenia wnęk, fakturę i mocowania wewnętrznych powierzchni osłon. Szczególnie godne uwagi są te ostatnie, przy czym nie zapomniano o perforacji charakterystycznych dla wszystkich wersji A6M mocowań osłon głównych do goleni. Przez te właśnie otwory przebiegają przewody instalacji hamulcowej i uzupełnienia własne (z zastosowaniem cienkiego drutu, bądź żyłki) zapewnią fantastyczny obraz całości.
Pozostała, nieliczna już grupa elementów obecnych na obu blaszkach #48314 posiada zróżnicowany poziom ważności. Przyda się nowa antena ramowa (na grzbiecie kadłuba za plecami pilota), przyda się siatka we wlocie do chłodnicy oleju, ewentualnie przydać się też mogą „zwijane” chłodnice luf karabinów maszynowych. Trawiony substytut naśladujący przewody instalacji zapłonowej silnika, wzbudza znacznie mniej entuzjazmu za sprawa naturalnej płaskości. Zupełnie zbędne okażą się detale łączące cylindry obu gwiazd. W konfiguracji zamkniętej są absolutnie niewidoczne. Jeśli zaś postanowimy „rozebrać” Zero z osłony silnika, to ilość koniecznych uzupełnień przedziału napędowego sprawi, że brak ww. łączników będzie jednym z najmniejszych naszych zmartwień.
Podsumowanie
Zdecydowanie godny polecenia „waloryzator”, posiadający trzy zasadnicze zalety:
- relatywnie bogaty;
- dobrze zaprojektowany i poprawny merytorycznie;
- nie przewymiarowany.
Ostatnia cecha ujmuje mnie szczególnie, gdyż często zdarza się, że pokrewne produkty oferują nam na przykład kompletnie nowe wnętrze, oparte na filozofii całkowitego „zaorania” stosownych detali plastikowego zestawu. W przypadku modeli o jakości porównywalnej z rodziną Zero 52 Hasegawy, jest to zabieg zbędny, zwłaszcza że bije również po kieszeni. Zestaw #48314, a także jego następca, świetnie wpisuje się w modelarski plan uatrakcyjnienia miniatury. Plan — powtórzę raz jeszcze — mieszczący się w granicach zdrowego rozsądku.




















