P-47M Bolesława „Mike” Gładycha
Jest to przetłumaczony artykuł, który ukazał się w 2007 roku w serwisie Large Scale Planes
Zdjęcia: John Schaaf
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w polskich kręgach modelarskich jest określenie koloru jakim były malowane Thunderbolty, na których latali polscy piloci w ramach 56. Grupy Myśliwskiej, 61. Dywizjonu Myśliwskiego. Debaty przybierają dość gwałtowny charakter, szczególnie na forach internetowych. Pojawiają się różne teorie na temat koloru drugiego samolotu Łanowskiego oznaczonego literami HV Z. Od czarnego do ciemno granatowego indygo, poprzez purpurowy (śliwkowy) odcień czarnego. Pewnego razu przedyskutowałem ten temat z Rogerem Freemanem, znanym historykiem 8. Armii Powietrznej, autorem świetnych książek o tej formacji, obecnym na spotkaniu Towarzystwa Historycznego 8. Armii Powietrznej we wrześniu 1998, które odbyło się wtedy w Cherry Hill, w stanie New Jersey w USA.
Opowiedział mi fascynującą historię o tym jak będąc jeszcze młodzieńcem, stał się pasjonatem lotnictwa w ogarniętej wojną Anglii. Jego wuj był oficerem RAF i pewnego razu oprowadził go po jednej z baz, którą dowodził. W jednej chwili Roger połknął bakcyla. Wraz ze swoim kolegą ze szkolnych lat przemierzali na rowerze Anglię i zakradali się na lotniska by podziwiać samoloty z bliska. Byli oddanymi spotterami lotniczymi i robili notatki na temat każdego samolotu, jego koloru, liter kodowych, seriali i wszelkich elementów ozdobnych.
W 1943 roku naprawdę trafili w dziesiątkę, kiedy 56. Grupa Myśliwska została przebazowana do Boxted, lotniska położonego najbliżej domu Rogera. Roger ze swoim kolegą zaczęli już kojarzyć poszczególne samoloty z ich pilotami. Każdy z chłopców w kręgu swoich znajomych z wielka pasją walczył o „zaadoptowanie” kolejnych pilotów na własność. Oczywiście często byli łapani przez MP i wyrzucani za ogrodzenie bazy, a ich notatki były przy tym konfiskowane. To ich nie odstraszało i dalej myszkowali po jednostce rozwijając przy tym techniki zapisywania notatek na kierownicach swoich rowerów. Zapiski prowadzili ołówkiem, co ułatwiało ich starcie w razie kolejnego zatrzymania. Można powiedzieć, że my modelarze zawdzięczamy im zgromadzenie olbrzymiej ilości ważnych informacji na temat Thunderboltów z 56. Grupy Myśliwskiej.
Podczas rozmowy podjąłem temat dokładnego odcienia P-47M z 61. Dywizjonu Myśliwskiego. Na to Roger oznajmił z rozrzewnieniem, że gdzieś pośród swoich szpargałów ma zachowany fragment poszycia P-47M. Obiecał, że poszuka go po powrocie do domu, ale nie mógł go odnaleźć. Niestety Roger odszedł w 2005. Gdyby znalazł ten skrawek, sprawa wyjaśniłaby się raz na zawsze…
Na szczęście jest też drugie, nawet bardziej wiarygodne źródło informacji i to źródło znajduje się w USA. Mike Gładych, jeden z polskich pilotów, który latał z Gabreskim w czasie służby w 61 FS, w roku 2005 wciąż żył i mieszkał w okolicach Seattle w stanie Waszyngton, na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Członek IPMS USA, John Schaaf, odnalazł go w latach siedemdziesiątych by zapytać o przebieg jego służby i by dowiedzieć się nieco więcej o oznakowaniu jego samolotu. Słyszałem jednak, że Gładych we wszystkich swoich opowiadaniach nie przykładał zbyt dużej wagi do swojego udziału w wojnie, będąc przepełnionym antywojenną wschodnią filozofią życia… i chyba nie można mu mieć tego za złe. Ten kto widział tak wiele zniszczeń i śmierci może na zawsze odrzucić wątpliwą chwałę jaką przyniosła wojna. John do dziś przyjaźni się Gładychem. Mimo bardzo podeszłego wieku (w 2005 miał 95 lat), Bolesławem Gładych wciąż pamiętał wiele bardzo przydatnych szczegółów.
Gdy pojawiło się pytanie o kolor P-47M Gładycha, okazało się, że 'Mike’ ma w zanadrzu nie lada niespodziankę. Gładych wyciągnął miniaturę w skali 1/72 swojego samolotu wykonaną w czasie II wojny światowej przez pilota brytyjskiego uziemionego z powodów zdrowotnych. Pilot ten był przyjacielem Mike’a, namalował nawet kilka obrazów, które wciąż zdobią ściany domu Gładycha. Według opowiadania Gładycha pilot ów spędził dość dużo czasu mierząc oryginał „Pengie V” przed zbudowaniem modelu. Mały P-47 został zamocowany do podstawki zrobionej z głowicy tłoka silnika Pratt & Whitney R2800, takiego jak był montowany do P-47. Model jest szczególnie niezwykły przez jakość wykonania i przez to że przetrwał całą wojnę, aż do dziś, do początku XXI wieku.
Jeśli to wszystko jest prawdą, to jest to naprawdę niezwykłe.
Zdjęcia załączone do tego artykułu nie są nadzwyczajnej jakości, a interpretowanie kolorów, nawet ze współczesnych fotografii może być mocno problematyczne. To, co tak zachwyca w tym modelu, to farba wciąż zachowująca swoje właściwości, tak irytujące modelarzy. W zależności od odległości i kąta padania światła odcien farby zmienia się i jest to efekt znacznie większy, niż wynikałby ze zwykłych czynników. Kolor opisywany jako bardzo ciemnoniebieski z odległości kilku stóp wydaje się być czarny. Gładych opowiedział mu historię tego koloru. Ponoć poprosił on mechaników by jego samolot został pomalowany kolorem, który jest taki jak barwa jego ulubionego smokingu. I mieszanka została przygotowana zgodnie z życzeniem. Podobno również Gładych nosił białą pilotkę, która była zwyczajną pilotką, ale pomalowaną lub barwioną na biało. Znajduje to potwierdzenie na zdjęciach modelu, gdzie można odnaleźć małego pilota z takim właśnie nakryciem głowy. Godne uwagi jest też powtórzenie kodu HV M na dolnej powierzchni płata.
Gładych nazywał wiele ze swoich samolotów imieniem Pengie (przezwisko jego dziewczyny, Kanadyjki z WAAF — wydaje mi się, że była to ta sama kobieta, którą poślubił i która była towarzyszką jego życia w 2005 roku). Ostatnim samolotem o tym imieniu był Spitfire. Jeśli polegać na pamięci Gładycha, latał on na 5-6 różnych P-47. Większość zestawów kalkomanii pokazuje jego P-47 z godłem „Pengie”, ale do tej pory (rok 2001) nieznane są fotografie pokazujące godło Pengie namalowane na którymkolwiek z jego P-47 z kroplową kabiną.
Przypisy autora: Podziękowania dla Norm Flier za pomoc w przygotowaniu tego artykułu.














